languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Soren Vesper22 cze 2026

Punkt widzenia Briar

To rzadki dzień wolny dla mnie. Jestem tak podekscytowana, że robię sobie kanapki z mostkiem, który został mi z początku tygodnia. Lubię sama wędzić mięso, ale moja rodzina uważa, że to zbyt mało wyrafinowane jak na ich status społeczny. Będąc córką Bety, mam całkiem zdrowy apetyt. Trenuję prywatnie z tatą, więc jestem silna. Nie wolno mi chodzić na tereny treningowe, ponieważ moja rodzina się mnie wstydzi. Mimo że jestem silna, potrafię walczyć i się bronić, nie wyglądam na wojowniczkę. Podczas gdy inne wadery są szczupłe i piękne, o delikatnych kształtach, a jednocześnie umięśnione, ja jestem pulchna. Przy wzroście 175 cm i wadze 82 kg nie do końca pasuję do schematu. Ale mnie to nie przeszkadza. Lubię ćwiczyć, ale lubię też jeść. Jedno i drugie jest niezbędne i choć najwyraźniej nie posiadam tego wilczego genu, który zapewnia nienaganną sylwetkę, domyślam się, że jest jakiś powód, dla którego jestem tak zbudowana – po prostu nikt jeszcze nie był na tyle mądry, by go odkryć.

Poza moim wyglądem, głównym powodem, dla którego nie wolno mi trenować z resztą, jest fakt, że jestem brudnym sekretem mojego ojca. Wstydzi się, że jestem dzieckiem z nieprawego łoża. Nieślubną córką byłego Bety watahy Steeltooth. Jego reputacja jest dla niego ważniejsza niż życie pierwszej córki. Oczywiście nie traktuje tak mojej przyrodniej siostry, Serene. Ona mogła chodzić do szkoły, zawierać przyjaźnie, uczyć się z rówieśnikami, wychodzić z grupami i robić wszystkie te rzeczy, które robią szczenięta w młodości. Ojciec nauczył mnie czytać, pisać i podstaw matematyki. Dawał mi książki i kazał się z nich uczyć.

W każdym razie, dziś chcę pograć na gitarze i urządzić sobie samotny piknik. Nyx, moja wilczyca, potrzebuje wolności. Rzadko ją wypuszczam, bo moja rodzina chce zachować pozory. To smutne, ale nie pozwalam, by mnie to dobiło. Muszę po prostu udawać, aż w końcu mi się uda. Pakuję kanapki z mostkiem, kilka brownie ze słonym karmelem, truskawki i parę butelek wody do plecaka, po czym ruszam do lasu. Nyx chce dziś pójść nad jezioro, a ja się z nią zgadzam. Jest piękny dzień – słońce, świeże powietrze i dobre jedzenie brzmią jak popołudnie idealne.

„I to jak!” – zachichotała Nyx. Kocha nasze dni wolne. Mamy tylko jeden w miesiącu. Przez resztę czasu gotujemy, sprzątamy i trenujemy. Moja macocha, Rowena, cóż, w ogóle mnie nie lubi. Zanim mój ojciec, Gideon, poznał swoją przeznaczoną mate, był w związku z moją matką. Zmarła przy porodzie, a tata nie zamierzał mnie porzucić, więc zabrał mnie do domu. Kiedy miałam dwa lata, poznał swoją przeznaczoną – moją macochę. Chciała się mnie pozbyć, ale ojciec odmówił, mówiąc, że jest za mnie odpowiedzialny. Nie, że mnie kocha czy pragnie. Po prostu czuł się odpowiedzialny. Oczywiście potem urodziła się Serene. Oboje – tata i Rowena – ubóstwiają Serene. Rowena całkowicie wykorzystała podejście mojego ojca do mnie. Powiedziała, że jestem niechciana, ale skoro jej partner jest zobowiązany się mną opiekować, pozwoli mi zostać na strychu, pod warunkiem, że będę pomagać omegom w gotowaniu i sprzątaniu. Do tego musiałam usługiwać siostrze i być na każde jej zawołanie. Gdy miałam dziesięć lat, mój pokój oddano siostrze, by zrobiła w nim garderobę. Ojciec wydał tysiące dolarów na szafy projektowane na zamówienie. Moje rzeczy wrzucono do pudeł i wysłano na strych. Od tamtej pory strych stał się moją przestrzenią.

Mój ojciec, jeśli ktokolwiek mnie widział, nazywał mnie swoją podopieczną zamiast córką, żeby nie musiał się do mnie przyznawać ani zapewniać mi tych samych przywilejów, które otrzymywała moja siostra. Przez lata siostra zaczęła mnie postrzegać jako pomoc domową, a nie rodzinę. Rowena zawsze traktowała mnie jak śmiecia. Obrażała mnie i poniżała. Zawsze starała się, bym czuła się niechciana. W rezultacie Serene zaczęła robić to samo. Kiedyś modliłam się do Bogini Księżyca, by mnie stąd zabrała, ale moje modlitwy pozostawały bez odpowiedzi, więc się przystosowałam. Schodziłam Rowenie i Serene z drogi. Pozostawałam w ukryciu, jako hańba mojej rodziny. Trenowałam z tatą każdego ranka na osobności, żeby nie musiał się wstydzić pokazywania publicznie swojej pulchnej, nieślubnej i niechcianej córki. Ubłagałam go o jeden wolny dzień w miesiącu na odpoczynek i świeże powietrze, na co przystał, ku niezadowoleniu macochy. Co miesiąc wykorzystywałam ten dzień samotności, co pomagało mi zachować równowagę i znaleźć spokój, by przetrwać kolejny miesiąc pracy od rana do późnego wieczora.

I tak oto jestem. Nad jeziorem, jem obiad w samotności, brzdąkam na gitarze i cieszę się spokojem. „Briar, myślę, że nie jesteśmy same” – powiedziała Nyx. Była niespokojna. „Wyczuwasz niebezpieczeństwo, Nyx?”. Odłożyłam gitarę i zaczęłam się rozglądać, nadsłuchując. Nagle uderzył mnie niesamowity zapach. Pachniało świeżo skoszoną trawą i cedrem. To był cudowny aromat. Odwróciłam się, by sprawdzić, do kogo należy, i zobaczyłam Alfę Malachiego. Wtedy Nyx zawołała głośno: „MATE!”.

Na moich ustach wykwitł uśmiech. To był pierwszy raz, kiedy poczułam takie radosne wyczekiwanie. Moja przeznaczona mate! Bogini Księżyca sprawiła, że Alfa Malachi został moim partnerem. Słyszałam, jak Serene mówiła, jaki jest przystojny i miły dla wszystkich. Ma jego zdjęcia w swoim pokoju. Wiedziałam, że ciągle o nim marzy. Serene zabiegała o jego względy, ale ona kończy osiemnaście lat dopiero w przyszłym tygodniu. Ja mam dwadzieścia trzy i ponieważ nigdy nie wolno mi wychodzić, a jedyny wolny dzień spędzam w samotności, nigdy wcześniej go nie spotkałam. Zdjęcia nie oddawały mu sprawiedliwości. Był bardzo atrakcyjny.

Czytałam w starej książce od ojca i słyszałam od omeg, które mają partnerów, że przeznaczone mate to wola Bogini Księżyca i druga połowa naszej duszy. Partnerzy mają dopełniać swoje życie i nawzajem się wspierać. To ma być bezwarunkowa miłość. Potrafiłam w to uwierzyć. Mój ojciec może mnie nie kochać, ale widziałam, jak patrzy na Rowenę. To miłość bez granic. Gdy byłam młodsza, marzyłam o takim uczuciu. Być cenioną, CHCIANĄ. Nigdy nie sądziłam, że mnie to spotka, więc wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy okazało się, że Alfa Malachi jest moją mate.

Postąpiłam krok naprzód, ale szybko zdałam sobie sprawę, że on nie wygląda na tak podekscytowanego jak ja. Właściwie wyglądał na mieszankę obrzydzenia i gniewu. „Nyx? Jesteś pewna, że to on? Nie wygląda na zadowolonego z naszego widoku”.

„Tak! To nasza mate! Idź do niego, Briar! Chcę naszego partnera!” – pisnęła.

Ruszyłam w jego stronę. Gdy tylko zrobiłam krok, powiedział: „Stój. To musi być pomyłka. Nigdy nie mógłbym być związany z kimś… takim jak ty”.

Moja nadzieja i krótka chwila ekscytacji właśnie roztrzaskały się o skaliste podłoże. Nie jest szczęśliwy z naszej więzi. Nie chce nas. Nyx zaczęła wyć z żalu. Oczy zaszły mi łzami. „Z kimś takim jak ja?” – zapytałam.

„Tak, spójrz na siebie. Żaden Alfa nie chce, żeby Luna, która tak wygląda, była jego mate. Nie wyglądasz na wyrafinowaną, twoje ubrania są stare, nie wspominając o tym, że nie jesteś atrakcyjna. Może gdybyś schudła, byłabyś do przyjęcia. Bogini Księżyca popełniła błąd. Nie ma mowy, bym zaakceptował cię jako moją partnerkę. Jak się nazywasz?” – wycedził z pogardą.

„Briar Thorne” – odpowiedziałam. Wiedziałam, że nadchodzi odrzucenie. Słyszałam, że zdarza się rzadko, ale jest bolesne. Z drżącymi wargami i łzami piekącymi w oczach, przygotowałam się na uderzenie.

„Miejmy to już za sobą, mam zajęcia. Żebyś zrozumiała – potrzebuję u boku silnej i PIĘKNEJ Luny. Ja, Alfa Malachi Voss z watahy Steeltooth, odrzucam ciebie, Briar Thorne, jako moją partnerkę i Lunę”.

W jednej chwili poczułam, jakby moja klatka piersiowa została rozszarpana i wypatroszona. Ból był najgorszy, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam. Odmówiłam jednak okazania słabości przed Alfą Malachim. Stałam sztywno, zmuszając twarz do braku reakcji. Nyx wyła z rozpaczy, bo pragnęła swojego partnera, a on właśnie nas odrzucił, zadając jej ogromny ból. Im szybciej to zaakceptuję, tym szybciej będziemy mogły pójść dalej. „Ja, Briar Thorne, akceptuję twoje odrzucenie”. To było jak ostateczny cios łaski. Zobaczyłam, jak Alfa Malachi łapie się za pierś, biorąc głębokie oddechy. Po kilku minutach wyprostował się. Ja wciąż się nie poruszyłam, znosząc ból do czasu, aż będę mogła zostać sama z Nyx. „Nie wspomnisz o tym nikomu, rozumiesz?”. Mimo potwornego bólu nie byłam w stanie wydusić słowa „tak”, więc tylko skinęłam głową. „Dobrze. Nie mogę pozwolić, by ludzie wiedzieli, że byłem związany z taką waderą”. Po tych słowach odwrócił się i odszedł.

Odwróciłam się i wróciłam nad jezioro, usiadłam obok gitary i wtedy wszystkie bariery pękły. Tuliłam się za pierś i płakałam przez wiele godzin. Nyx, osłabiona odrzuceniem, wycofała się w głąb mojego umysłu. Wciąż do mnie mówiła, ale znacznie ciszej. Czułam się tak niesamowicie samotna. Przeznaczeni partnerzy mieli się kochać bez względu na wszystko. Miał mnie chronić, cenić i kochać. Tymczasem nigdy nie czułam się bardziej niechciana i samotna.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki