languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Soren Vesper22 cze 2026

Punkt widzenia Briar

Dwa miesiące. Minęły dwa miesiące, odkąd zostałam odrzucona. Pierwszy tydzień był najgorszy. Moja siostra kończyła wtedy osiemnaście lat, a na moją głowę spadło mnóstwo obowiązków. Podwinięcie jej urodzinowej sukni, przygotowanie menu na kolację, upieczenie tortu, udekorowanie domu i wiele innych rzeczy – wszystko musiało być gotowe. Ledwo udało mi się wrócić do domu w dniu, w którym Alfa Malachi mnie odrzucił. Po prostu odszedł, nie rzucając mi nawet spojrzenia. W moim osłabionym stanie przeszłam z trudem ponad trzy kilometry, by dotrzeć do swojego pokoju na strychu. Tam wypłakałam się jeszcze bardziej, a potem zasnęłam później niż zwykle.

Mój ojciec widział, w jakim jestem stanie i choć nie obchodziło go, co sprawiło, że wyglądam tak mizernie, przynajmniej nie zmuszał mnie do treningu tego ranka. Powiedział, żebym spała, dopóki nie przyjdzie czas na prace domowe. Tamtego poranka zyskałam potrzebne trzy godziny dodatkowego snu. Mimo że wciąż czułam się słaba, zeszłam na dół, by zacząć dzień w kuchni.

Od tamtej pory każdy wolny dzień spędzałam sama na strychu. Moja siostra skończyła osiemnaście lat, zyskała swoją wilczycę, cieszyła się uwagą wszystkich, a ja pozostawałam w cieniu. Jedyną rzeczą, której nie znalazła, był jej przeznaczony mate. Wiem, że kiedy już go znajdzie, on jej nie odrzuci. Będzie jej pragnął, będzie ją cenił i kochał. Najgorsze jest to, że ona traktuje wszystkich z góry, a mimo to każdy chce jej dogodzić. Na tym etapie po prostu ją toleruję. Pogodziłam się ze swoją przyszłością. Mate drugiej szansy zdarzają się rzadko, z tego co pamiętam z lektur, a ponieważ nie pokazuję się publicznie, wątpię, bym miała okazję kogoś poznać, nawet gdyby Bogini Księżyca chciała okazać mi łaskę. Przynajmniej Alfa Malachi nie pojawił się na urodzinach Serene. Oszczędziło mi to dodatkowego cierpienia związanego z przebywaniem w jednym pomieszczeniu z nim i bólu, który wtedy przechodziłam.

Myśl o odrzuceniu i realna perspektywa braku partnera wpędzały mnie w depresję. Nyx jednak powoli dochodzi do siebie. Gdy ból po odrzuceniu zelżał, zaczęła znów się odzywać. Choć straciła nieco ze swojego dawnego animuszu. Nie winię jej. Moja iskra też przygasła. Nie czuję się już tak samo. Tamten dzień mnie złamał. Wszystko, co dobre lub normalne w moim życiu, zawsze było mi odbierane. Nie powinno być zaskoczeniem, że mój partner też mnie nie chciał. Przy kobietach takich jak moja siostra czy wszystkie te ładne wadery w watasze – zakładam, że wszystkie są ode mnie ładniejsze – kto chciałby mieć za partnerkę taką zaniedbaną i pulchną waderę?

Odegnałam te myśli i zeszłam na dół. Gdy tylko się pojawiłam, macocha spojrzała na mnie z wyrazem pośpiechu na twarzy i szerokim uśmiechem. Coś musiało się stać.

„Briar! Dobrze, że jesteś, już miałam zacząć cię szukać” – warknęła, patrząc na mnie, jakby miała w ustach coś kwaśnego. Westchnęłam. „Czego potrzebujesz, Roweno?”

„Będziemy mieć na kolacji bardzo wyjątkowego gościa. Alfa Malachi postanowił wybrać sobie mate! Chce jadać kolacje z kobietami, które uzna za godne bycia jego Luną! Będzie tu dziś wieczorem dla Serene, więc potrzebuję wyjątkowej kolacji przygotowanej na dziś!”

Nagle zakręciło mi się w głowie, a pokój zaczął wirować. „Alfa Malachi, tutaj, dzisiaj?”. Wybrana mate? Jakby moje serce nie mogło pęknąć jeszcze bardziej – mój przeznaczony, ten, który mnie odrzucił, przychodzi tutaj na kolację z moimi rodzicami, ze względu na Serene. Nie na mnie. Nie sądziłam, że można jeszcze bardziej posypać moje rany solą, ale najwyraźniej można. Czy Bogini Księżyca czerpie przyjemność z ranienia mnie?

Nawet nie zauważyłam, kiedy macocha stanęła tuż przede mną. „BRIAR! CZY TY MNIE W OGÓLE SŁUCHASZ?!”. Byłam w amoku, a ona przywróciła mnie do rzeczywistości. „Tak, Roweno, przepraszam. Przygotuję coś wyjątkowego” – powiedziałam, powstrzymując łzy.

„Owszem, przygotujesz. Gdy tylko wszystko będzie gotowe do podania, wyjdziesz. Nie potrzebuję, byś swoją obecnością kalała naszą rodzinę. Wyjdź tylnymi drzwiami i nie wracaj przed północą, żeby Alfa Malachi miał czas nacieszyć się towarzystwem Serene i odjechać”.

W tym momencie weszła Serene, moja przyrodnia siostra. Słysząc ostatnie słowa Roweny, zaczęła się śmiać. „Gdyby to zależało ode mnie, zniknęłabyś na stałe. Alfa Malachi zakocha się we mnie do szaleństwa. Kiedy uczyni mnie swoją Luną, dopilnuję, byś została wygnana z watahy. Nie mogę pozwolić, byś psuła moją reputację. Gruby bękarcie bety”.

Nazywanie mnie grubą nie boli tak bardzo jak nazywanie bękartem. Choć to zabolało, zachowałam kamienną twarz. Moje oczy mogły stracić nieco blasku w ostatnich miesiącach, ale nie dam jej satysfakcji z zobaczenia mojego bólu. „Przynajmniej nie będę tą, na którą Alfa musi się zdecydować jako na wybraną mate, Serene. On nie jest dość cierpliwy, by czekać na przeznaczoną, więc zadowoli się wybraną. Czy dzięki temu czujesz się wyjątkowa?”. Nie mogłam się powstrzymać. On nie czekał, nie cenił mnie, a teraz bierze kogoś innego ze względu na wygląd. Twarz Serene niemal wykrzywiła się z wściekłości. Właściwie wyglądało to zabawnie. Nie wiedziałam, że jej twarz potrafi się tak nienaturalnie wykręcić.

„Przynajmniej zostanę naznaczona i będę miała partnera. Nawet jeśli nie Alfę Malachiego, to kogoś o wysokiej randze. A ty, Briar? Jesteś grubym bękartem. Nawet własna rodzina nie chce cię uznać i widzi w tobie tylko plamę na honorze. Zawsze będziesz tym, kim jesteś – służącą w domu ojca i moją własną służką!”

„DOŚĆ!” Mój ojciec wszedł do pokoju. Wyglądał na zdenerwowanego tą sceną. Myślałam, że powie coś Serene o nazywaniu mnie bękartem czy służącą, ale oczywiście się myliłam. „BRIAR! CZY CHOĆ RAZ MOŻESZ PRZESTAĆ ZAOGNIAĆ KONFLIKTY Z SIOSTRĄ?!” – ryknął na mnie. Patrzyłam na niego osłupiała. Broniłam się przed obelgami, a on stawał w jej obronie. „Alfa Malachi przychodzi tu dziś, by się z nami spotkać i poznać Serene. To wielka szansa nie tylko dla niej, ale dla całej naszej rodziny. Proszę, zacznij sprzątać i szykować kolację”.

„Masz na myśli swoją rodzinę. Najwyraźniej nigdy nie byłam tu chciana. Nawet przez własnego ojca” – powiedziałam spokojnie. Odwróciłam się na pięcie i poszłam do kuchni, zanim łzy, które powstrzymywałam, spłyną po policzkach i zanim oni będą mogli kontynuować swój słowny atak.

****

Kończę pracę w kuchni. Wszystko musi być gotowe, zanim przybędzie Alfa Malachi. Ma się pojawić o szóstej wieczorem. Jest teraz około piątej, a turducken, który włożyłam do piekarnika, jest już prawie gotowy. Podaję go z pieczoną brukselką w glazurze klonowo-balsamicznej i grzybowym risotto z oliwą z białych trufli. Upiekłam też domowe bułeczki. Na deser przygotowałam francuską tartę z jabłkami z domowymi lodami waniliowymi i syropem karmelowym. Skoro nie wolno mi było cieszyć się własnym dziełem podczas kolacji, mimo ciężkiej pracy, jaką w to włożyłam, przekazałam instrukcje omegom odpowiedzialnym za nakładanie i podawanie dań. Wyjaśniłam im też, jak mają zaprezentować deser. Nie byłam pewna, czy Alfa Malachi będzie chciał kawę czy herbatę, więc przygotowałam oba napary.

Zaczęłam szykować posiłek, który mogłam zabrać ze sobą na wieczór. Skoro nie będzie mnie na kolacji, muszę zjeść coś na zewnątrz, inaczej cały dzień będę głodna. Od rana byłam tylko obrażana i poniżana, a potem cały dzień pracowałam nad kolacją. Zrobiłam kanapki z łopatką wieprzową, wzięłam chipsy, krakersy z masłem orzechowym, owoce, ciastka z kawałkami czekolady i kilka butelek wody. Spakowałam plecak, zabrałam koc, kurtkę, latarkę i książkę.

Serene weszła do kuchni, gdy robiłam ostatni przegląd przed wyjściem. „Dlaczego jeszcze tu jesteś! Musisz wyjść! A co, jeśli Alfa Malachi przyjdzie wcześniej? Bogini, Briar, czy możesz być jeszcze głupsza!” – syknęła.

„Serene, upewniam się, że wszystko jest gotowe, zanim wyjdę. Ty akurat powinnaś docenić wysiłek, jaki dziś dla ciebie włożyłam” – powiedziałam spokojnie. „A teraz, skoro już to zrobiłam, uwierz mi, wychodzę. I tak nie chcę tu być”. Z tymi słowami odwróciłam się do omeg: „Czy macie jakieś pytania, zanim wyjdę?” – zapytałam, chwytając plecak.

„Nie, panno Briar. Poradzimy sobie. Bardzo dziękujemy za przygotowanie tej kolacji. Nie sądzę, by któraś z nas była w stanie gotować na takim poziomie”.

„Nie ma za co, panie. Powodzenia dziś wieczorem. Dobranoc”. Po tym wyszłam. Nie zadałam sobie trudu, by pożegnać się z Serene, Roweną czy moim tak zwanym ojcem. I tak mnie nie chcą.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki