Harrison
– W porządku, stary, idź pobawić się z kumplami – mruknąłem do Mochiego, wpuszczając go do biura, żeby mógł spędzić czas z resztą psów, które odwiedziły nas w ten konkretny piątek.
To miał być pierwszy pełny dzień, który spędzałem w pracy, odkąd usłyszałem wieści o Adeline i Leo. Sloane pilnowała tu za mnie interesu pod moją nieobecność, ale wiedziałem, że nie mogę wiecznie uciekać. Przyn






