languageJęzyk

ROZDZIAŁ 1: Następca

Autor: Vivian_G14 cze 2026

Perspektywa Doriana:

Jestem Likaończykiem. Mamy dwie postaci. Ludzką i naszą likaońską. Jestem drugim synem króla Likaonii. Mam starszego brata, ma na imię Reid.

Leżę w swoim łóżku. Jestem zbyt leniwy, by wstać. Spojrzałem w górę i wpatrywałem się w sufit. Nie podchodzę poważnie do bycia Następcą Tronu Likaonii. Chcę po prostu normalnie żyć. Mój brat jest taki pracowity, tak bardzo pragnie przejąć tron naszego ojca. Chce przewodzić Likaonii. Ale ja? Mnie to nie obchodzi.

– Wasza Wysokość, Dorianie. Śniadanie gotowe! – krzyknęła nasza pokojówka przed drzwiami mojego pokoju. Wykrzywiłem usta i podrapałem się po głowie. – Naprawdę nie chce mi się wstawać – mruknąłem. Podniosłem się z łóżka i podszedłem do mojego stojącego lustra. Spojrzałem na swoje odbicie, jestem naprawdę przystojny jak zawsze! Przybrałem różne pozy. Jestem tak zakochany w swojej ludzkiej postaci! Um, tak, zazwyczaj przebywamy w naszych ludzkich ciałach. Nie żyjemy w świecie ludzi, zamieszkujemy nasz własny świat, ale mamy portal, który do nich prowadzi.

Po obejrzeniu siebie przed lustrem, podszedłem do drzwi i opuściłem pokój. Szedłem, aż dotarłem do naszej jadalni. Moje oczy rozszerzyły się, ponieważ mieliśmy wielu gości i wszyscy mieli na sobie wizytowe stroje. Co tu się dzieje? Spojrzałem na ojca, a on piorunował mnie wzrokiem! Spojrzałem na siebie, miałem na sobie tylko bokserki! Zasłoniłem krocze, a wtedy nasze pokojówki podeszły do mnie i okryły mnie wielkim ręcznikiem. Wyprowadziły mnie i pomogły mi przebrać się w oficjalny strój.

Nie mam pojęcia, co się dzieje! Po ogarnięciu się wróciłem do jadalni i usiadłem obok brata. Skinął mi głową i uśmiechnął się. Odwzajemniłem uśmiech z zakłopotaniem, bo to był naprawdę żenujący moment!

– Dobrze! Dorian już tu jest! Zjedzmy najpierw, później coś ogłoszę – powiedział mój ojciec. Zmierzyłem wszystkich wzrokiem, a oni zaczęli jeść na jego polecenie. Po kilku minutach mój ojciec wstał. Wszyscy znieruchomieli.

– Dzisiaj ogłoszę, kto będzie moim następcą. – Mój ojciec rozpoczął swoją przemowę. Oczywiście, to nie będę ja. Nie nadaję się na to stanowisko. Jadłem dalej.

– Będzie to Dorian! – ogłosił. Że co, ja? Zachłysnąłem się, a pokojówki przyniosły mi szklanki z wodą. Wypiłem ją i wstałem. – Dlaczego ja? To powinien być Reid! – krzyknąłem. Spojrzałem na Reida, a on nawet nie mrugnął. To było do przewidzenia, że będzie to Reid, więc dlaczego ja?

Mój ojciec zaśmiał się cicho. Spojrzałem na niego. – Bo to ty, Dorianie. – Tyle miał do powiedzenia. Wszyscy zaczęli szeptać, a po ich mimice poznałem, że oni również zastanawiają się, dlaczego padło na mnie. Nie jestem nawet odpowiedzialny, och, ojcze, dlaczego?

– Klamka zapadła. To by było na tyle na dziś. Możecie teraz odejść lub dokończyć posiłek. – Mój ojciec zakończył swoje ogłoszenie, po czym opuścił jadalnię.

Naprawdę nie mogłem uwierzyć w to, co się dzieje. Zrobiło mi się smutno z powodu mojego brata, bo to jego marzenie. Spojrzałem na niego. Wstał. – Reid? – zawołałem go. Odwrócił się i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się. – W porządku, Dorianie. Zasługujesz na to – powiedział swoim łagodnym głosem. Mój brat jest miły jak zawsze. Następnie wyszedł. Wszyscy spojrzeli na mnie i nagrodzili mnie brawami. – Gratulacje, Dorianie! – powiedzieli chórem. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Skłoniłem się tylko, a potem wybiegłem z jadalni.

Pobiegłem do swojego pokoju i przebrałem się w codzienne ubrania. Założyłem też czapkę z daszkiem, po czym wyskoczyłem przez okno. Zeskoczyłem na grubą gałąź drzewa i zszedłem na ziemię. Przeszedłem się po naszym dziedzińcu. Było tu wielu ludzi, wszyscy pracowali dla nas. Pobiegłem i znów skoczyłem, by opuścić zamek. Poszedłem do miasta i przyglądałem się każdemu z Likaończyków. Wszyscy radzili sobie świetnie. To znaczyło tylko tyle, że mój ojciec świetnie sprawdzał się tu w roli króla. Czy ja też to potrafię? Nie potrafię. Ale ojciec mi to powierzył. A jednak wcale nie jestem szczęśliwy. Chcę po prostu się bawić i spać w nieskończoność.

Perspektywa Reida:

Zamknąłem się w swoim pokoju. Stoję, opierając się o drzwi. Łzy płyną mi z oczu. Czuję je na swojej twarzy. Nie potrafię teraz nawet mrugnąć. Jestem tak bardzo zaskoczony. Dlaczego to nie jestem ja? Dlaczego to Dorian? Robiłem wszystko, by zadowolić naszego ojca! Zgrzytnąłem zębami i zamknąłem oczy. – Po prostu nie potrafię tego zaakceptować! – krzyknąłem i podbiegłem do łóżka. Rzuciłem się na nie płasko na brzuchu i zaszlochałem głośniej. Dorian od zawsze był jego faworytem! To takie niesprawiedliwe!

Perspektywa narratora:

Dorian spaceruje po wiosce. Zmęczył się i postanowił pójść do parku. Znajduje się tam studnia. Usiadł naprzeciwko niej. – Więc to jest ten portal prowadzący do ludzkiego świata, co? – powiedział do siebie, zaglądając do środka. Dorian nigdy tam nie był. Ale teraz poczuł ciekawość. – Czy powinienem tam wejść? – zastanawiał się.

– Dorianie! Wasza Wysokość! Gratulacje! – ktoś krzyczał z oddali. Dorian odwrócił się i sprawdził, kto to taki.

Jego oczy się rozszerzyły i poczuł irytację. – To Macy! – powiedział z rozczarowaniem na twarzy. Macy jest jedną z dziewczyn, którym się podoba. Dorian pragnie uciec. „Gdzie powinienem pójść?” – pomyślał. Wtedy przypomniał sobie o studni. Przełknął ślinę. – To będzie mój pierwszy raz. – Macy nie będzie mogła tam wejść, bo nie zdaje sobie sprawy z jej istnienia; to po prostu zwykła studnia dla tych Likaończyków, którym brakuje wiedzy na jej temat.

Dorian zamknął oczy i wskoczył do studni.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 1: ROZDZIAŁ 1: Następca - Serce, które muszę skraść | StoriesNook