Rozdział 8: Wybuch
Perspektywa osób trzecich:
Adeline wyciągnęła rękę do Eleny. „Jestem Adeline, mnie również miło cię poznać”. Przedstawiła się i uśmiechnęła do Eleny. Elena odwzajemniła uśmiech. „Dziękuję” – odparła.
Gwen czuła, że atmosfera jest bardzo dobra. Uśmiechała się, obserwując dziewczęta. „Dobrze, dziewczynki, ugośćcie Elenę jak najlepiej, ja wyjdę na chwilę” – powiedziała Gwen i opuściła pokój. Zamknęła drzwi i odeszła korytarzem.
Sloane uniosła brew i skrzyżowała ramiona na piersi. Spojrzała gniewnie na Elenę. „Hej, mamy tu tylko cztery łóżka! Masz zamiar spać na podłodze?” – zapytała sarkastycznie. Tessa i Carys wybuchnęły śmiechem. Elena dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie ma dodatkowego łóżka. „Czy Gwen wiedziała, że są tu tylko cztery miejsca do spania?” – pomyślała.
Adeline chwyciła Elenę za rękę. „Będzie spała ze mną. Moje łóżko jest dość przestronne, więc myślę, że się zmieścimy” – powiedziała, po czym spojrzała na Elenę. „Prawda?” – dodała i mrugnęła do niej. Elena uśmiechnęła się. „Adeline jest naprawdę miła. Cieszę się, że mam tu kogoś takiego” – pomyślała.
Sloane wykrzywiła usta i odrzuciła włosy do tyłu. „Cokolwiek!” – krzyknęła wyraźnie poirytowana. Przeszła obok Eleny, celowo potrącając ją ramieniem. Tessa i Carys ruszyły za nią, jednocześnie przewracając oczami. Cała trójka opuściła pokój.
Elena spojrzała za nimi z ukosa. „Ale z nich wredne zdziry” – pomyślała.
Adeline położyła rękę na ramieniu Eleny. „Nie przejmuj się nimi, pomogę ci z bagażem i pościelimy łóżko, dobrze?” – powiedziała z uśmiechem. Elena poczuła do Adeline ogromną sympatię. Była naprawdę szczęśliwa.
Po rozpakowaniu rzeczy Adeline i Elena postanowiły wyjść. Adeline oprowadziła Elenę po sierocińcu. Nagle z głośników na korytarzu dobiegł głos Gwen: „Dziewczęta, mam ogłoszenie. Proszę wszystkich do auli”.
Adeline i Elena zatrzymały się na chwilę. „Ciekawe, o co chodzi?” – zastanawiała się Elena. Adeline ujęła jej dłoń. „Pewnie znowu ktoś zostanie adoptowany” – odpowiedziała.
W auli Elena i Adeline usiadły z tyłu. Gwen stała na scenie z mikrofonem w ręku. Trwała prezentacja; za jej plecami znajdował się duży ekran, na którym coś omawiała.
„To państwo Ashford” – powiedziała Gwen, pokazując ich twarze na ekranie. „To bardzo wpływowa rodzina miliarderów” – kontynuowała. Dziewczęta zaczęły piszczeć z ekscytacji. „Skontaktowali się z nami, ponieważ chcą adoptować córkę. Nasza administracja zdecydowała się powierzyć im naszą najlepszą wychowankę” – ogłosiła z promiennym uśmiechem.
Gwen kontynuowała prezentację, a wszystkich ogarnęło zdumienie. „To Adeline. Nie widzieli jeszcze jej zdjęć, bo chcą poznać ją osobiście. Przyjadą do naszego sierocińca jutro”.
Adeline była w szoku, jej oczy szeroko się otworzyły. „Wow, to ja” – wykrztusiła. Elena spojrzała na nią z uśmiechem. „Tak się cieszę, będziesz miała nową rodzinę”.
Adeline pokiwała głową. „Będę cię tu odwiedzać, Eleno” – obiecała. Obie dziewczyny promieniały szczęściem. Adeline była podekscytowana i nie mogła uwierzyć, że to właśnie ona została wybrana.
Wieczorem, po kolacji, wróciły do pokoju. Sloane i jej koleżanki już tam były, leżąc na swoich łóżkach. Elena i Adeline położyły się obok siebie.
„No proszę, Adeline musi być zachwycona, że zaadoptuje ją miliarder” – zakpiła celowo Sloane. Leżała na górnym poziomie łóżka piętrowego, zwrócona twarzą w stronę Eleny i Adeline, które zajmowały dół. Sloane patrzyła na nie, leżąc na boku.
„To na pewno. Elena też musi być szczęśliwa, bo dostanie łóżko po Adeline. Hahaha!” – zawtórowała jej Tessa, śmiejąc się złośliwie ze swojego miejsca nad łóżkiem Sloane.
Adeline już spała. Elena wciąż czuwała, słuchając ich drwin. „Dlaczego te dziewczyny są takie wredne? Aż tak im się nudzi?” – pomyślała.
„Ale jak Adeline wyjedzie, Elena zostanie bez przyjaciół. Hahaha!” – Sloane wybuchnęła głośnym śmiechem.
Elena nie wytrzymała. Podniosła się z łóżka i podeszła do Sloane. „Hej, możecie się zamknąć? Jest środek nocy!” – krzyknęła, stojąc przy jej łóżku.
Sloane zeskoczyła na dół i stanęła twarzą w twarz z Eleną. „Hej, jestem od ciebie starsza! Trochę szacunku!” – odkrzyknęła, wygrażając jej palcem.
„To ty nie masz szacunku! My tu śpimy, a ty robisz tyle hałasu! Jesteś po prostu wredną, brzydką dziewuchą!” – Elena nie przebierała w słowach, kipiąc ze złości.
„Co? Brzydka? Jak śmiesz!” – Sloane poczuła się upokorzona. Rzuciła się na Elenę, szarpiąc ją za włosy. Elena nie pozostała dłużna i zaczęła się regularna bójka.
Adeline obudziła się i zaczęła je rozdzielać. Przytuliła Elenę. „Hej, Sloane, przestań dręczyć Elenę! Zgłoszę cię pannie Gwen!” – zagroziła. Sloane zacisnęła zęby i z frustracją wróciła do łóżka.
„Chodźmy spać, Eleno” – powiedziała Adeline, poprawiając jej włosy.
Następnego dnia wszyscy mieli na sobie koszulki sportowe ze swoimi imionami. Adeline pakowała swoje rzeczy. Elena siedziała na łóżku. „Będzie mi brakować Adeline, ale zasługuje na to. Cieszę się jej szczęściem” – pomyślała.
Adeline podeszła do Eleny i zdjęła swoją koszulkę. „Masz, zamieńmy się”.
Elena uśmiechnęła się i zdjęła swoją. Założyły koszulki koleżanki na pamiątkę. W krótkim czasie stały się najlepszymi przyjaciółkami. Uściskały się mocno.
Wszyscy zebrali się w holu, by uroczyście powitać wpływową rodzinę. Gwen wszystko zorganizowała, ale nagle ogłosiła: „Dobrze, muszę najpierw wyjechać. Wyjdę im naprzeciw i wrócimy razem za chwilę”. „Jak długo cię nie będzie?” – zapytała Sloane.
„Tylko pół godziny” – odparła Gwen i opuściła budynek. Wszyscy zostali w holu. Sloane podeszła do Eleny. „Eleno, mam prośbę. Pomożesz mi?” – zapytała.
Elena spojrzała na nią podejrzliwie. „O co chodzi?”.
„Pomóż mi proszę znaleźć drugi kolczyk do pary. Zgubiłam go gdzieś na zewnątrz” – poprosiła Sloane.
Elena skinęła głową. „Czyli mam po prostu wyjść i go poszukać?” – chciała się upewnić.
Sloane przytaknęła. „Tak, proszę. I tak w ogóle, to przepraszam za wczoraj”.
Elena uniosła kciuk w górę na znak, że pomoże. Opuściła budynek sierocińca, rzucając Adeline, że zaraz wraca.
Sloane i Tessa zachichotały pod nosem. „Elena jest taka głupia. Żaden kolczyk nie zginął. Hahaha, szukaj sobie wiatru w polu, a my cię tu już nie wpuścimy. Zamkniemy drzwi zaraz za tobą” – pomyślała Sloane.
Elena usilnie starała się znaleźć kolczyk. „Nie wiem, dlaczego pomagam tej zdzirze. Ale przeprosiła i wyglądało na to, że jej zależy” – pomyślała, aż nagle...
„O mój Boże!” – Elena zamarła. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia. Budynek sierocińca eksplodował. Była już w bezpiecznej odległości, ale wciąż widziała płonącą konstrukcję. Powoli się odwróciła. Nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Zrozpaczona wybuchnęła płaczem. Pobiegła w stronę ruin, ale wtedy dostrzegła znajomą postać. Jej ciało zaczęło drżeć. „Ta Lycaonia!” – przemknęło jej przez myśl.






