Perspektywa narratora:
Elena i jej rodzina dotarli do domu. Dziewczynka usiadła na kanapie, wciąż pełna energii, bo nie przestawała na niej podskakiwać. Ojciec i matka zamknęli drzwi wejściowe i obserwowali ją. – Nasza córka jest naprawdę piękna – powiedział ojciec Eleny, patrząc na dziewczynkę. Mama Eleny oparła głowę na ramieniu męża i uśmiechnęła się. – Tak, jest naprawdę piękna.
Elena przestała skakać i spojrzała na rodziców. – Bardzo wam dziękuję za dzisiejszy dzień, mamo i tato! – podziękowała, ściskając piłkę.
Wstała i przytuliła ich oboje. Tata pogłaskał ją po włosach. – Powinnaś już iść spać. Idź do swojego pokoju, mój mały aniele – powiedział, uśmiechając się do niej. Spojrzała na niego i skinęła głową. Pobiegła na górę, ale zatrzymała się na schodach. Spojrzała na nich z góry. – Kocham was oboje! – krzyknęła, przykładając dłonie do ust. Rodzice uśmiechnęli się do niej. – My ciebie też! – odkrzyknęła mama.
Elena weszła do swojego pokoju. Rzuciła się na łóżko i wpatrywała w sufit. „To były najlepsze urodziny na świecie. Dziękuję za drugą szansę od losu” – powiedziała do siebie z uśmiechem. Czuła się niezwykle szczęśliwa, że mogła spędzić ten dzień z rodziną. Uniosła rękę, trzymając w niej piłkę.
W salonie rodzice usiedli na kanapie. Tata Eleny objął żonę ramieniem. Mama wtuliła się w męża. Trzęśli się. – Myślę, że on dzisiaj przyjdzie – wymamrotał ojciec Eleny. Jego żona przełknęła ślinę. – Musimy chronić naszą córkę. Nie wiem, co się wydarzy, ale nie zdołaliśmy dotrzymać umowy – powiedziała smutnym głosem, patrząc mężowi w oczy. Była przerażona.
Po kilku sekundach „ktoś” przybył. Rozbił wielkie szklane okno i wkroczył do środka. Lycaonia. Lycaonia w swojej prawdziwej postaci.
Ojciec Eleny osłonił żonę, przytulając ją mocno. Wilkołak podszedł do nich z płonącymi czerwienią oczami. – A więc, gdzie jest moich dziesięć milionów dolarów? – zapytał, stając przed nimi. Mama Eleny zsunęła się z kanapy i padła na kolana przed potworem. – Tak strasznie przepraszam. Nie zdołaliśmy ich zebrać. Proszę, wybacz nam i daj nam więcej czasu – błagała.
– Kochanie! – krzyknął ojciec Eleny. Czuł się strasznie, widząc żonę błagającą tę bestię.
Oczy wilkołaka rozszerzyły się z wściekłości. – Co? Co ty gadasz? Umowa została zawarta osiem lat temu, a wy wciąż ich nie macie? – wrzasnął wilkołak, wściekły z powodu złamanej obietnicy.
Ojciec Eleny wstał. – Przykro mi. Mieliśmy ostatnio trudne sytuacje. Nasza firma zbankrutowała. Ale zamierzam... – Nie dokończył, bo Lycaonia spoliczkował go z siłą, która powaliła go na ziemię.
– Nie! – wrzasnął potwór. Nagle zerwał się potężny wicher, który zniszczył większość mebli i urządzeń. – Argh! Nie wybaczę wam! Umowa to umowa! Pomogłem wam osiem lat temu, kiedy twoja żona miała ciężki poród, a wy teraz tak mnie zawodzicie? – powiedział chrapliwym, warczącym głosem. – Zginiecie! – ryknął wilkołak, rzucając się do ataku.
Ojciec Eleny chwycił żonę za rękę. – Uciekajmy. Będę chronił ciebie i Elenę – powiedział, ciężko dysząc.
Mama Eleny odmówiła ucieczki. – Nie chcę, żeby Elenie stała się krzywda. Zostanę tutaj i przyjmę karę – powiedziała z wyrazem żalu na twarzy. Odwróciła się twarzą do Lycaonii.
Ojciec Eleny trzymał ją mocno, próbując wyciągnąć z pokoju. – Nie! Chodźmy! Nie pozwolę ci umrzeć! – szlochał.
Jego żona zaczęła płakać i zamknęła oczy. Była gotowa na śmierć z rąk potwora.
W międzyczasie Elena nagle się obudziła. Schowała piłkę do kieszeni i zeszła z łóżka. – Co się dzieje? – szepnęła. Słyszała dziwne odgłosy na dole. Powoli podeszła do drzwi, przekręciła gałkę i wyszła na korytarz.
Zobaczyła rodziców i Lycaonię w salonie. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia; zbiegła po schodach i stanęła jak wryta. – Mamo! Tato! – zawołała. Nie rozumiała, co się dzieje, była śmiertelnie przerażona. Spojrzała na wilkołaka z nienawiścią. Ten popatrzył na nią i polizał wargi. – A więc to wasz bachor, co? Wygląda smakowicie! – powiedział z drwiącym uśmiechem.
Mama Eleny chwyciła wilkołaka za prawą stopę. – Proszę, nie zabijaj naszej córki! – błagała, próbując go powstrzymać. Wilkołak spojrzał na nią i odepchnął ją brutalnie. Mama Eleny poleciała w powietrze i uderzyła plecami o ścianę. Osunęła się na podłogę, ale wciąż była przytomna. – Eleno! Uciekaj! – krzyknęła, patrząc córce w oczy.
Elena wciąż była w szoku. „Co to jest? Wilkołak? Skrzywdził moją mamę!” – pomyślała. Nie mogła się ruszyć, nogi jej drżały. Ojciec Eleny rzucił się na wilkołaka i chwycił go, próbując unieruchomić. Spojrzał na córkę. – Uciekaj! Eleno! Mama i tata cię obronią! – krzyczał, błagając ją, by ratowała życie.
Elena dostrzegła wazon. Chwyciła go i rzuciła w głowę Lycaonii. Trafiła idealnie. – Nie! Ack! – wrzasnął wilkołak z bólu, a z jego głowy zaczęła obficie płynąć krew. Potwór cofnął się o kilka kroków. Ojciec Eleny wykorzystał szansę na ucieczkę. Chwycił żonę za rękę, a ta powoli się podniosła. Elena obserwowała ich w napięciu. – Proszę, szybciej! Mamo, tato! – próbowała ich dodać im otuchy.
Oboje rodzice dyszeli, próbując iść jak najszybciej, by uciec przed wilkołakiem i ocalić życie. Ojciec podtrzymywał matkę, pomagając jej iść. Ale wtedy...
– Nie uciekniecie! Zabiję was wszystkich! – wrzasnął wilkołak i skoczył w stronę rodziców Eleny. Rozpłatał im plecy swoimi potężnymi pazurami. Oczy Eleny rozszerzyły się, a jej serce pękło na tysiąc kawałków. – Nie! – załkała, patrząc na śmierć swoich rodziców.
Rodzice Eleny padli na podłogę. Matka była jeszcze przytomna. Powoli uniosła głowę i spojrzała na córkę. – Uciekaj, Eleno. Ukryj się, dopóki słońce nie wzejdzie. Wilkołaki nie pojawiają się w dzień – wykrztusiła umierającym głosem.
Elena płakała niepohamowanie. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko stało się w jej urodziny. – Mamo, proszę, nie odchodź! – jęknęła.
Wilkołak, zirytowany, postawił stopę na głowie matki Eleny i zmiażdżył ją. Elena widząc to, poczuła przypływ czystej nienawiści. Wyjęła piłkę z kieszeni i rzuciła nią prosto w szeroko otwarty pysk Lycaonii.
Wilkołak zakrztusił się i nie mógł wyjąć zabawki z gardła. Zaczął mieć trudności z oddychaniem. Elena wykorzystała ten moment, by uciec. Wybiegła z domu i pędziła ulicą. Rozejrzała się i zobaczyła duży kubeł na śmieci. Otworzyła go – na szczęście był pusty. Wskoczyła do środka i nakryła się pokrywą. Siedziała wewnątrz kubła, płacząc w całkowitej ciszy.






