languageJęzyk

ROZDZIAŁ 9: Vax

Autor: Vivian_G14 cze 2026

Rozdział 9:

Perspektywa Lycaonii:

Ci ludzie są doprawdy obrzydliwi, ale uwielbiam to, co teraz widzę – patrzenie na to, jak ich niszczę. Zaatakowałem oboje, zabijając ich na miejscu; osunęli się na podłogę. Ale co to? Zauważyłem, że kobieta wciąż jest przytomna. Powoli uniosła głowę i spojrzała na córkę. „Uciekaj, Eleno. Chowaj się, aż wzejdzie słońce. Wilkołaki nie pojawiają się za dnia”.

Nie! Dlaczego ona to powiedziała?

„Mamo, proszę, nie odchodź!” – wrzeszczał ten bachor.

Poczułem irytację i postanowiłem być jeszcze bardziej brutalny. Chciałem zabić tę denerwującą babę i jej dzieciaka! Postawiłem stopę na głowie kobiety i zmiażdżyłem ją. Haha, czuję się świetnie! Zacząłem się śmiać z szeroko otwartymi ustami. Wtedy moje oczy wyszły z orbit, bo ten bachor wrzucił mi piłkę prosto do gardła!

Nie mogłem jej usunąć. Nie mogłem oddychać! Co robić?! Zauważyłem, że dzieciak ucieka! Nie! Wymyka mi się! Muszę ją zabić! Ale ugh, duszę się! Co robić! Zobaczyłem ścianę. Cofnąłem się i uderzyłem plecami o mur. Wciąż nie wypadło! Argh! Spróbowałem jeszcze raz, z większą siłą. Ack! W końcu wyleciała mi z pyska. Sapałem ciężko, czując, że prawie umarłem. Spojrzałem na ludzi, których zabiłem. „Zasłużyliście na to” – syknąłem.

Wyszedłem z ich domu i zacząłem krążyć w poszukiwaniu dzieciaka. Gdzie ona jest? Muszę ją dopaść przed świtem.

Chodziłem w kółko, wykrzykując jej imię. „Elena? Gdzie jesteś? Chcesz dołączyć do rodziców w niebie?”.

Na ulicy panowała cisza. Nie zapamiętałem jej zapachu wcześniej przez krew jej rodziców. To był mój błąd! Szukałem jej wszędzie, ale bez skutku. Skakałem wściekle i wyłem. Słońce zaraz wzejdzie, powinienem wrócić do swojej ludzkiej formy, ale skoro jestem tak ranny, muszę wrócić do Lycaonii!

Poddałem się w poszukiwaniach małej, ale obiecuję – zabiję cię! Wróciłem do Lycaonii przez jeden z portali. Tam usłyszałem plotki o Dorianie. Ten Dorian jest Następcą Tronu Lycaonii! Nienawidzę tego leniwego następcy!

Poszedłem do lekarza, żeby opatrzył mi rany na głowie i twarzy. Naprawdę bolało! Leżąc na łóżku zabiegowym, przypomniałem sobie, co mi zrobiła! Przysięgam, zabiję cię! I jeszcze ta piłka, którą we mnie rzuciła! Zacząłem drapać łóżko pazurami. „Już gotowe” – powiedział lekarz. Podał mi leki, które przyjąłem. Przemieniłem się w człowieka i postanowiłem pójść do baru. Chcę się napić, zanim wrócę do świata ludzi. Zabiję cię, Eleno.

Wchodzę do baru i kogo widzę? Doriana.

Podejdźmy do niego. „Dorian, dlaczego wyglądasz na tak przejętego?” – zakpiłem, siadając obok niego.

„Poproszę czerwone wino” – zamówiłem u barmana z uśmiechem.

Dorian nawet na mnie nie spojrzał. Nie przestawał pić. „Właśnie zabiłem dwóch ludzi w ich świecie. Mieliśmy układ, ale go nie dotrzymali” – zacząłem opowiadać, bo nie mam tu przyjaciół. Zresztą z nim też się nie przyjaźnię. Ja nienawidzę jego, on nienawidzi mnie. Barman podał mi wino. „O, dziękuję” – rzuciłem, nie mogąc się doczekać pierwszego łyku.

„Co ty tu robisz, Vax? Nie jesteśmy kumplami, a ja szczerze cię nienawidzę. Przestań udawać przyjaciela!” – wycedził mi Dorian prosto w twarz. Zachichotałem.

„Haha. Wiem, prawda? Po prostu czerpię satysfakcję, patrząc teraz na ciebie. Słyszałem pewne plotki na twój temat” – odparłem. Tak, słyszałem, że Dorian popełnił wielki błąd związany ze światem ludzi. Jak sobie z tym poradzisz, Wasza Wysokość?

Nagle Dorian chwycił mnie za szczękę i spojrzał mi w oczy płonącym wzrokiem! „Wynoś się! Albo cię zabiję!”.

Wow, zmienił się. Teraz jestem jeszcze bardziej ciekawy, co takiego przeskrobał. Odtrąciłem jego rękę i wstałem. „Wow, naprawdę się zmieniłeś. Z leniwego wilkołaka stałeś się bezdusznym potworem” – rzuciłem z drwiącym uśmiechem.

Odwróciłem się do niego plecami. „Dobra, wracam do świata ludzi, by tam dalej żyć. Kogoś tam szukam” – powiedziałem. Muszę wrócić, mam tam swoje dobra i muszę zabić Elenę!

„Prowadzę tam bardzo wygodne życie. Jestem bogatym prezesem” – pochwaliłem się i pożegnałem go, wychodząc z baru.

Opuściłem Lycaonię i wróciłem do świata ludzi. Tutaj wiele kobiet jest zafascynowanych moim urokiem. Poszedłem do swojej firmy i wszedłem do gabinetu. Usiadłem w fotelu, żeby się zrelaksować, ale uświadomiłem sobie, że nie ma na to czasu! Muszę dopaść tego dzieciaka!

Kazałem asystentce odnaleźć Elenę. Powiedziała mi, że dziewczynka była na czuwaniu przy rodzicach, ale zniknęła w nocy. Potarłem podbródek z uśmiechem. A więc wiesz, jak się przede mną chować? Ale ja ci nie odpuszczę.

Wstałem, a asystentka dodała, że jutro odbędzie się pogrzeb. Niestety, to nie będzie noc. Hmm, po prostu każę asystentce ją porwać.

-

Perspektywa osób trzecich:

Następnego dnia Vax czekał na przybycie Eleny. Jednak jego asystentka wróciła do biura sama. Oczy Vaxa rozszerzyły się z wściekłości. „Gdzie ona jest?!” – wrzasnął, uderzając pięścią w stół.

Asystentka spuściła głowę. „Przepraszam, nie mogłam jej znaleźć, panie prezesie. Musiała opuścić Madryt” – tłumaczyła się.

Vax był sfrustrowany. „Nie! Wynocha!” – wykrzyczał. Asystentka skłoniła się i wyszła.

„Znajdę cię i zabiję, Eleno!” – wrzasnął.

Po kilku dniach asystentka przyniosła nowe dokumenty. Położyła je na biurku. Vax wykrzywił usta. „Mam nadzieję, że to dobre wieści” – pomyślał. Przejrzał papiery i zobaczył zdjęcia Eleny oraz jej lokalizację. „A więc jesteś w Barcelonie! Zabiję cię, Eleno!” – powiedział do siebie ze złośliwym uśmieszkiem.

Vax udał się do Barcelony w ludzkiej formie swoim prywatnym samochodem. Nikt nie wiedział, że jest z Lycaonii. „Wysiądę tutaj. Możesz jechać” – powiedział do kierowcy przed bramą sierocińca. Robiło się późno. Vax miał ze sobą bombę. Mimo ludzkiej formy wilkołaki są silniejsze i szybsze od ludzi. Udało mu się wskoczyć wysoko i włamać do budynku przez okno. Zauważył dziewczęta w holu. Widział je z góry, stojąc na podeście. „Elena” – przeczytał imię na koszulce i pomyślał, że to ona. Ale to była Adeline, ponieważ dziewczęta zamieniły się koszulkami. Vax wyszczerzył zęby w uśmiechu, myśląc, że tym razem naprawdę ją zabije. Podłożył bombę w kącie i nacisnął przycisk. Detonacja miała nastąpić za 5 minut. Czuł radość, patrząc na ładunek. „Żegnaj, Eleno. Zaraz będziesz u rodziców”.

Vax opuścił budynek i ukrył się za dużym drzewem. Słońce zaszło, więc postanowił przyjąć formę Lycaonii, uznając, że nikt go nie zobaczy. „Wszyscy zginą, a to twoja wina, Eleno! Hahaha!” – mówił do siebie, czując ochotę na świętowanie.

Po 5 minutach budynek eksplodował. Vax śmiał się bez przerwy, patrząc, jak konstrukcja się wali i płonie.

Elena, która była na zewnątrz, pobiegła w stronę budynku, ale wtedy dostrzegła znajomą kreaturę. Jej oczy znów się rozszerzyły, a ciało zaczęło drżeć. „Ten wilkołak!” – pomyślała. Ale nagle...

„Co tu się dzieje?” – zapytała pani Ashford. Ona i pan Ashford wysiedli z samochodu. Byli to miliarderzy, którzy mieli adoptować Adeline. Elena zamarła ze strachu, że Vax ją zauważy. Jednak Vax był zbyt zajęty szaleńczym śmiechem. Elena przytuliła się do pani Ashford. Wtedy kobieta odczytała imię Adeline z koszulki, którą miała na sobie Elena. „Adeline?” – zawołała pani Ashford, biorąc ją za dziewczynkę, po którą przyjechali.

Elena coś zrozumiała. Skoro jej życie było w niebezpieczeństwie, a wilkołak myślał, że ona nie żyje, mogła przyjąć tożsamość Adeline, by ocaleć i żyć normalnie. „Wybacz, Adeline, muszę udawać ciebie” – pomyślała. Elena spojrzała na panią Ashford, wciąż się w nią wtulając. „Tak, mamo. Jestem Adeline”.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki