– Dobrze, Finnianie – mówię powolnym, gniewnym głosem. Kiedy słowa zaczynają się ze mnie wylewać, zastanawiam się, gdzie u diabła podziała się ta niepewna dziewczyna z dzisiejszego poranka – ta, która bała się wyjść z sypialni, dopóki Lucia jej nie sprowokowała. – Nawet jeśli uparłeś się, żeby po prostu zamiatać to pod dywan, ja nie jestem taką tchórzem.
– Powiedz to więc – rzuca, lekko mną potrzą






