– Cristiano – jęczę, spoglądając ponownie przez ramię na drugi samochód jadący za nami, w którym upakowane są cztery osoby, podczas gdy w naszym jesteśmy tylko my dwoje. – Dlaczego jedziemy do kościoła!?
– Po raz dziesiąty, Isadoro! – śmieje się Cristiano, zerkając na mnie wesoło. Szczerze mówiąc, gdyby on nie był tym tak podekscytowany, pewnie całkiem bym spanikowała. – Będzie fajnie. Spodoba ci






