– Musisz coś zjeść – mówię, wzruszając ramionami. – Nakarmiłam dzieci. Wcinają teraz litr lodów.
Śmieje się krótko, tym razem szczerze, po czym z zaskoczeniem przykłada rękę do ust – tak jakby… jakby zrobiła to po raz pierwszy, odkąd dowiedziała się, że on nie żyje. I nie zdawała sobie sprawy, że jeszcze potrafi. – To dobrze – mruczy, przytakując. – Jestem w… totalnej rozsypce. Dziękuję, że je nak






