languageJęzyk

Nienawidzę cię

Autor: Katty&Cutie12 cze 2026

Poranny budzik wyrywa mnie ze snu. Ledwo jestem w stanie podnieść się z podłogi. Kręci mi się w głowie i czuję, że zaraz zemdleję. W brzuchu mi burczy od bólu zeszłej nocy. Wciąż nie mogę uwierzyć, że cierpiałam tak bardzo, iż straciłam przytomność. Od dawna nie czułam niczego, co choćby zbliżyło się do tamtego bólu. Myśl, że sprawił mi to mój rzekomy partner, jest wykańczająca. Myślałam, że odrzucenie mnie było najgorszą rzeczą, jaką mógł zrobić, ale to zdecydowanie zawiesiło poprzeczkę jeszcze wyżej.

Z moich ust wyrywa się westchnienie, gdy siadam na brzegu wielkiego łóżka. Podciągam koszulkę i krzyczę w duchu na widok swojego brzucha – jest pokryty czarnymi i sinymi plamami. Próbuję go dotknąć, ale pieczenie sprawia, że natychmiast cofam rękę. Nie mogę uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Jestem wyczerpana. Z Kyrą było już lepiej, ale teraz ledwo ją wyczuwam. Słyszę jedynie jej ciche skomlenie.

Pukanie do drzwi sprawia, że podskakuję gwałtownie.

— Wejść! — wołam, zbierając w sobie resztki sił.

Do pokoju wchodzi młoda kobieta w stroju służącej. Wygląda na nie więcej niż dwadzieścia lat.

Podchodzi do mnie z uprzejmym uśmiechem.

— Luna prosi o pani obecność na śniadaniu. Będzie gotowe za trzydzieści minut — mówi z tym samym wyuczonym uśmiechem.

— Dobrze, dziękuję — odpowiadam cicho. Próbuję odwzajemnić uśmiech, ale jestem zbyt słaba, by wyszło to naturalnie.

Dziewczyna kłania się i wychodzi z pokoju.

Czy oni naprawdę myślą, że chcę z nimi jeść śniadanie? Po tym wszystkim?

Spędziłam tu tylko jedną noc, a już mam dość. Jak mam tu wytrzymać dłużej?

Tęsknię za Silasami. Nie mam nawet telefonu, żeby się z nimi skontaktować. Mam nadzieję, że wszystko u nich w porządku. Zwłaszcza u Miny – ona nigdy nie spędziła nocy bez moich bajek na dobranoc.

Z moich ust znów wyrywa się westchnienie. Przykrywam twarz poduszką i krzyczę. Krzyk zawsze pomaga, ale niestety nie tym razem.

********

Jak zapewne wiecie, nieposłuszeństwo wobec rozkazów Luny nigdy nie uchodzi na sucho, a ponieważ jestem zbyt słaba, by znosić jakiekolwiek kary, wykrzesałam z siebie dość siły, by wziąć prysznic i ubrać się, mimo pieczenia, jakie wywoływał kontakt wody ze skórą.

Dziś jest środa, więc wciąż trwa tydzień szkolny. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie mogę się doczekać, aż pójdę do szkoły. Wow, nigdy nie sądziłam, że nadejdzie dzień, w którym wypowiem takie słowa. To najlepiej pokazuje, że sięgnęłam dna.

Chodzenie sprawia mi trudność przez ból brzucha, ale udaje mi się wyjść z pokoju. Spuszczam wzrok i mocno ściskam plecak, kierując się w stronę jadalni. Zauważyłam ją wczoraj, wchodząc do domu, więc znam drogę.

— Cholera — przeklinam pod nosem, gdy na kogoś wpadam. Nie rozpoznaję zapachu tej osoby. Chwytam się za brzuch i robię wszystko, co w mojej mocy, by ukryć ból.

— Przepraszam — mówię szybko i chcę iść dalej, ale nagle czyjaś dłoń chwyta mnie za tył koszulki i szarpie do tyłu.

Przede mną stoi Jace Vane, kuzyn Drake’a i przyszły Beta.

Zgaduję, że to na niego wpadłam.

— Tak nie wita się szwagra — stwierdza spokojnie.

Ma chłopięcy uśmiech i zawadiacki błysk w niebieskich oczach. Jest bardzo podobny do Drake’a, ale ich rysy twarzy dzieli wyraźna różnica. W przeciwieństwie do przystojnych, męskich cech Drake’a, Jace ma w sobie chłopięcy urok... Bije od niego też przyjazna aura, zupełnie inna niż chłodna i dominująca energia Drake’a. Z drugiej strony, Drake może być taki, bo jest przyszłym alfą, albo po prostu dlatego, że jest palantem.

— Hej — Jace macha mi ręką przed twarzą, wyrywając mnie z odrętwienia.

— Cześć — odpowiadam.

— Jestem Jace, kuzyn Drake’a — wyciąga rękę na powitanie.

Przyjmuję ten miły gest i podaję mu dłoń.

— Wiem, kim jesteś — mruczę, ale on wyłapuje moje słowa.

— Oh. — Drapie się po potylicy, jakby zastanawiał się, co powiedzieć.

Wykorzystuję tę okazję, by kontynuować marsz do jadalni, ale zatrzymuję się, gdy słyszę, jak mnie woła:

— A ty musisz być Cas, partnerka Drake’a.

Odwracam się i rzucam mu karcące spojrzenie.

— Nie jestem jego partnerką. — Idę dalej w stronę jadalni. Miło jest spotkać kogoś, kto rozmawia ze mną tak, jakbym zasługiwała na odrobinę szacunku, ale nie chcę rozgniewać Luny, więc muszę zdążyć na śniadanie.

Jace zrównuje ze mną krok.

— Nie jesteś jego partnerką? — pyta, szturchając mnie żartobliwie w ramię. Dopiero co się poznaliśmy. Jak on może być tak bezpośredni?

Chyba powinnam mu odpowiedzieć.

— Technicznie rzecz biorąc, byłam nią, ale już nie jestem — wyjaśniam.

Oddycham z ulgą, gdy w zasięgu wzroku pojawia się stół w jadalni. Luna właśnie wchodzi do pomieszczenia. Unikam jej wzroku, a w mojej głowie migają wspomnienia z naszego ostatniego spotkania.

Jace przytula ją i siada przy stole.

— Cas, kochanie, jak ci minęła noc? — pyta mnie.

Była koszmarna.

— W porządku.

— Wyspałaś się? — dopytuje słodko.

Prawie w ogóle nie spałam, zwijałam się z bólu przez całą noc, aż straciłam przytomność.

— Tak, wyspałam się. Dziękuję, że pytasz.

Gestem wskazuje mi miejsce obok siebie, a ja siadam. Muszę przyznać, że jestem zaskoczona jej uprzejmością po tym, jak niegrzecznie zachowałam się wczoraj.

Kilka minut później schodzi Drake. Ma na sobie białą koszulkę polo, czarne spodnie i dopasowane, czarne skórzane buty. Ubrał się swobodnie, ale niech to szlag, patrzenie na niego sprawia, że kręci mi się w głowie. Prawie zapominam, jak bardzo jestem na niego wściekła. Na szczęście ból i siniaki na brzuchu przypominają mi, że Drake Vane to drań.

— Cześć, mamo — mówi i przytula ją krótko, po czym odsuwa krzesło i siada. Nawet nie raczy zauważyć mojej obecności. Postanawiam zrobić to samo.

Gdy tylko Drake siada, do jadalni ktoś wchodzi.

Moje serce pęka, gdy nasze spojrzenia się spotykają.

Sloane Thorne. Powód, dla którego zostałam odrzucona. Jej rude włosy falują łagodnie, gdy podchodzi do stołu.

To potwierdza tylko jedno. Zeszłej nocy ten ból, który czułam, był ich winą. Jego winą. Podświadomie kieruję wzrok na Drake’a. Płonę gniewem. Jak mógł zrobić coś takiego? Powinien wiedzieć, co spanie z inną dziewczyną może mi zrobić, a i tak to zrobił. Nawet jeśli mnie nie szanuje, powinien mieć w sobie choć odrobinę przyzwoitości.

Służący przynoszą jedzenie, a gdy je podają, mój wzrok pozostaje przyklejony do Drake’a. W tej chwili nienawidzę go z całego serca.

Jedyną rzeczą, która trzyma mnie na krześle, jest fakt, że Luna siedzi tuż obok. Naprawdę nie chcę jej podpaść. Gdyby nie ona, przysięgam, że wszczęłabym kłótnię z tym nadętym, irytującym przyszłym alfą.

Sądząc po tym, jak Luna patrzy na Sloane Thorne, jasne jest, że nie popiera tego związku...

Zresztą, kto by popierał? Drake to przyszły alfa, powinien być ze swoją partnerką. Poza tym wszyscy wiedzą, że większość lukanów ciągnie do siebie nawzajem. Jasne, Sloane teraz na niego leci, ale może nadejść dzień, w którym znajdzie innego lukana i rzuci Drake’a szybciej, niż zdąży mrugnąć okiem.

Biorę kęs tortilli leżącej przede mną i moje oczy natychmiast się rozświetlają. Nigdy nie jadłam czegoś tak dobrego. Prawie zapomniałam, że od połowy wczorajszego dnia nie miałam nic w ustach. Mój żołądek mruczy z zachwytu – to znaczy, że Kyrze też smakuje. Przynajmniej jedzenie pomaga jej poczuć się lepiej.

— Dziękuję za śniadanie, było pyszne — mówię z ukłonem w stronę Luny, gdy tylko mój talerz zostaje pusty. Wstaję od stołu i ruszam do wyjścia, żeby jak najszybciej wydostać się z tego domu.

Planuję wyjść wcześniej, żeby wstąpić do Silasów i się przywitać. To była pierwsza noc Miny w domu beze mnie. Zazwyczaj ma problemy z zasypianiem. Mam nadzieję, że spała dobrze.

— Dokąd to się wybierasz? — słyszę głos Luny za plecami.

— Do szkoły? — odpowiadam tonem, który brzmi bardziej jak pytanie.

— Drake cię podwiezie — stwierdza radosnym głosem, jakby podwózka miała sprawić, że Drake nagle mnie zaakceptuje.

W tej chwili guzik mnie obchodzi, czy mnie akceptuje, czy nie.

Kieruję wzrok na Drake’a, a na moją twarz znów powraca grymas.

— Wolę iść pieszo — mówię natychmiast, nawet nie próbując ukryć pogardy w głosie.

Luna otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale Jace jej przerywa.

— Może zabrać się ze mną. — Chwyta kluczyki i wyciąga mnie na zewnątrz, zanim Luna zdąży zaprotestować.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki