languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Katty&Cutie12 cze 2026

"Nie wiem, ale zostali przysłani przez alfę" – oznajmia Mina.

"Przez alfę?" Dlaczego miałby kogoś po mnie posyłać? Czy to, że jego syn mnie odrzucił, mu nie wystarczyło? Chce posypać moje rany solą?

"Nie schodzę na dół" – odpowiadam jej szybko.

Żadna kara nie mogłaby być gorsza niż ból, przez który już przechodzę.

"Jesteś pewna?" – pyta, a jej młode oczy błagają, bym zmieniła zdanie.

"Tak" – odpowiadam.

Mina rzuca mi ostatnie spojrzenie i wychodzi z pokoju, pamiętając, by zamknąć za sobą drzwi.

Wzdycham ciężko i siadam na łóżku. Mam nadzieję, że sobie pójdą. Nie chcę wiedzieć, czego chcą. Chcę tylko zostać sama i uporać się z tym bólem. Nieco już zelżał.

Kilka minut później moje drzwi otwierają się i wchodzi pani Silas z wymęczonym wyrazem twarzy. Wydaje z siebie ciężkie westchnienie i przeczesuje dłonią włosy.

"Cas, kochanie, przykro mi o to prosić, ale musisz zejść ze mną na dół. Alfa i Luna przysłali posłańca. Chcą z tobą porozmawiać" – mówi, siadając obok mnie.

Odwracam się do niej i wydymam wargi.

"Cóż, ja nie chcę z nimi rozmawiać". Wiem, że brzmię dziecinnie. Alfa żąda mojej obecności, a ja odrzucam ofertę.

Pani Silas gładzi mnie łagodnie po głowie.

"Cas, proszę. Mówimy o alfie. Musimy słuchać jego rozkazów. Bogini wie, co mogłoby się z nami stać, gdybyśmy odmówili" – błaga.

"Nie sądzę, by cokolwiek mogło boleć bardziej niż to, co już czuję w sercu" – odpowiadam, wywracając oczami. Chciałabym móc powstrzymać kłucie w piersi, ale nie potrafię. Spotkanie z alfą skończy się tylko kolejnym bólem. Nie jestem pewna, czy to zniosę, ale wiem też, że powinnam uszanować jego wezwanie, więc niech tam.

"Chodźmy" – mówię sucho, wstając.

Pani Silas podchodzi do mojej szafy, wyjmuje kurtkę i podaje mi ją z troską w oczach.

******

Nigdy nie sądziłam, że zostanę wezwana przez alfę. Cóż, nigdy też nie sądziłam, że będę przeznaczona jego synowi, a potem zostanę przez niego odrzucona.

Dzisiejszy dzień był pełen niespodzianek i to nie tych miłych.

"Słuchajcie, wy dwie. Pamiętajcie, że kiedy staniemy przed alfą i luną, macie mieć spuszczone głowy i zgadzać się na wszystko, co powiedzą. Jasne?" – pyta jeden ze strażników.

"Tak" – odpowiada natychmiast pani Silas.

Kiwam głową w jego stronę; szczerze mówiąc, jestem zbyt zmęczona, by teraz mówić.

W końcu docieramy do domu alfy. Jest wieczór, więc jest na miejscu; zazwyczaj przebywa albo w firmie, albo na spotkaniach.

Jego dom nie jest przesadnie wystawny; jest wystarczająco duży, ale nie tak ekstrawagancki, jak można by się spodziewać. W przeciwieństwie do innych alfów, Alfa Konrad Vane nie wierzy w obnoszenie się z bogactwem. To jedna z rzeczy, za które ludzie go lubią.

Z miejsca, w którym jesteśmy, widzimy jego i lunę siedzących na ganku przed domem; z jakiegoś powodu ganek jest ogromny. Wokół kręci się kilku strażników.

Wygląda tak zwyczajnie, że nikt nie domyśliłby się, że jest alfą.

Gdy podchodzimy bliżej, automatycznie spuszczamy głowy w pokłonie pełnym szacunku.

"Powstańcie" – mówi Alfa Konrad Vane.

Pani Silas i ja natychmiast podnosimy głowy i stajemy prosto.

"Ty musisz być Cassia Valerius?" – pyta, a jego niebieskie oczy lustrują moje rysy twarzy. Dostrzega ból w moim spojrzeniu i czuję, że jest mu w pewien sposób przykro.

"Tak, proszę pana" – odpowiadam ze spuszczonym wzrokiem.

"Jesteś mate mojego syna?" – pyta nasza Luna słodkim, spokojnym głosem.

"Odrzucił mnie" – mówię szybko.

"Zapewne zdajesz sobie sprawę, że nadal jesteś jego mate, dopóki nie zostaniesz naznaczona przez innego" – stwierdza Alfa.

Kiwam głową w odpowiedzi, przypominając sobie, co strażnik mówił wcześniej o zgadzaniu się ze wszystkim, co powie alfa.

"Chcemy, żebyś się do nas wprowadziła" – mówi Luna.

Wiem, że powinnam się na wszystko zgadzać, ale nie na to. Jak mam mieszkać pod jednym dachem z kolesiem, który jest przyczyną mojego cierpienia? Poza tym mam dom.

Odwracam się w stronę pani Silas, jakbym prosiła ją, by coś zrobiła. Kiwa do mnie głową i zwraca się do alfów.

"Z całym szacunkiem. Cas ma dom. Jej rodzice odeszli, ale ma mojego męża i mnie jako opiekunów. Doskonale czuje się w naszym domu".

"Moja żona nie pytała, czy ona dobrze się czuje w waszym domu, czy nie…" – mówi Alfa Konrad Vane, podnosząc na nas głos. Wzdrygamy się lekko. Jego żona zauważa nasz strach i dotyka jego ramienia.

"Ja się tym zajmę" – mówi do niego, po czym zwraca się do nas.

"Posłuchajcie. Drake ma być następnym alfą, a alfa nie może być tak silny, jak powinien, jeśli nie jest ze swoją mate. Bogini miała powód, by uczynić cię jego mate, i my to szanujemy".

"Ale Drake nie szanuje, więc czy możemy po prostu porzucić ten temat, żebym mogła wrócić do swojego życia?" – szepczę pod nosem, ale jak wiecie, wilkołaki… super słuch. Nie wiem, jak mogę o tym czasem zapominać.

Alfa Konrad Vane wstaje z krzesła, a jego oczy błyskawicznie zmieniają kolor z niebieskiego na czerwony i z powrotem na niebieski.

"Jak śmiesz odzywać się w ten sposób do Luny?" – krzyczy na mnie.

Jego alfańska aura przejmuje nade mną kontrolę. Nie potrafię się powstrzymać; moje kolana uginają się i mimowolnie pochylam głowę do samej ziemi.

"Przepraszam" – mamroczę. Łza wymyka się z mojego oka. Szybko ją ocieram, odzyskując panowanie nad własnym ciałem.

Wstaję i patrzę na nich moimi załzawionymi oczami.

Alfa Konrad Vane kontynuuje przemowę głosem pełnym autorytetu. Każde jego słowo niesie moc i budzi we mnie lęk.

"Mógłbym z łatwością rozkazać ci wprowadzić się do mojego domu. Chcę jednak, byś zrobiła to z własnej woli. Moja luna uważa, że nie powinienem cię zmuszać. Umowa jest więc taka: wprowadź się, a nie zabiję twojej całej przybranej rodziny. Zamiast tego zadbam o to, by niczego im nie brakowało".

Wcześniej się myliłam. Istnieje kara gorsza niż ból odrzucenia. Utrata moich bliskich.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki