Zapach prowadzi mnie na parking, a konkretnie przed maskę bardzo znajomego samochodu.
Drzwi otwierają się i on wysiada. Drake Vane. Drake Vane jest moim mate? Nie, nie, nie, nie…
Jego wspaniałe niebieskie oczy rozszerzają się, gdy na mnie patrzy. Jego spojrzenie nieco łagodnieje, ale nie ukrywa to malującego się w nim zaskoczenia. Widzę w jego oczach konfuzję, gdy lustruje moje ciało.
Moja wilczyca wyje i chce, bym się na niego rzuciła, ale w przeciwieństwie do niej, ja widzę i czuję, że to nie jest odpowiedni moment.
Na jego twarzy pojawia się dziwny uśmiech i chłopak kręci głową.
"Bogini chyba sobie żartuje" – mówi w końcu z lekkim parsknięciem.
"Słucham?" – pytam głupio.
Oczywiście wiem, co ma na myśli.
"Jak się nazywasz?" – pyta. Nawet nie raczy na mnie spojrzeć tymi swoimi pięknymi oczami.
Nie potrafię odwrócić wzroku od jego idealnie wyrzeźbionej twarzy. Nigdy nie stałam tak blisko niego. Z bliska jest o wiele przystojniejszy.
"Cas… Cassia Valerius, ale możesz mi mówić Cas" – odpowiadam w końcu.
On krzywi się i przez chwilę zastanawia.
"Valerius? Przypomnij mi, kim są twoi rodzice?"
"Moi rodzice nie żyją… mieszkam w domu zastępczym. Moimi opiekunami są państwo Silas" – wyjaśniam. Jakie to ma znaczenie, kim byli moi rodzice?
Na jego twarzy pojawia się grymas niezadowolenia.
"Silasowie… ich status jest nawet gorszy niż bycie omegą. Nie możesz być moją mate. Potrzebuję kogoś silnego, z odpowiednimi powiązaniami".
"Kogoś takiego jak Sloane" – szepczę, ale on jakimś cudem mnie słyszy.
"Dokładnie. Poza tym Sloane i ja się kochamy. Nie mam pojęcia, jaki to chory żart Bogini, że uczyniła cię moją mate, ale nie pozwolę, by do tego doszło" – mówi z goryczą.
Jego słowa uderzają we mnie niczym sztylet wbity prosto w serce. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że spotkanie z moim mate będzie miało taki finał.
Kyra skomli z bólu.
Moje serce zaczyna bić szybciej. Wiem, co zaraz powie. Mój oddech zwalnia, zaczyna boleć mnie głowa. Nie potrafię opisać tego, co czuję, wiem tylko, że moje serce pęka na kawałki.
"Ja, Drake Vane, przyszły alfa watahy Luvina Moon, odrzucam ciebie, Cassio Valerius, jako moją mate i przyszłą Lunę mojej watahy" – oświadcza chłodno, ani razu na mnie nie patrząc, po czym wsiada z powrotem do samochodu i odjeżdża.
Moja wilczyca wyje i płacze z bólu. Czasami Kyra ma problem z odczytywaniem sytuacji, ale tym razem doskonale rozumie, co się stało. Drake Vane właśnie mnie odrzucił.
Chwytam się za pierś i powoli opadam na ziemię. Dlaczego serce tak bardzo mnie boli? Czekałam na spotkanie z moim mate osiemnaście lat. Byłoby mi wszystko jedno, kim by był, mógłby być nawet służącym, byle tylko mnie kochał, ale to…
Nigdy wcześniej nie czułam takiego bólu. To tak, jakby wyrwał mi serce i deptał je raz po raz, aż zostało całkowicie zniszczone.
Kyra skomli ostatni raz, po czym zapada w całkowitą ciszę.
Ostatnią rzeczą, jaką słyszę, jest głos Macy biegnącej w moją stronę, zanim tracę przytomność.
*****
Powoli otwieram oczy. Rozglądam się niepewnie. Jestem w swojej sypialni.
"Hej. Wszystko w porządku?" – pyta Macy.
Kiwam głową i próbuję usiąść, ale ostry ból przeszywa moją lewą pierś, zmuszając mnie do ponownego położenia się.
"Co się stało?" – pyta Macy, trzymając mnie za rękę. Gdy zadaje to pytanie, do pokoju wchodzi pani Silas.
Łza spływa mi po policzku.
"Mój mate mnie odrzucił. Drake mnie odrzucił". Nie mogę powstrzymać łez. Wypowiedzenie tego na głos sprawiło, że dotarło do mnie, jak bardzo jest to realne. Miałam nadzieję, że to nieprawda. Ale niestety, taka jest moja rzeczywistość.
Przez twarze Macy i pani Silas przemyka tysiąc i jedna emocja. Szok, gniew, litość, smutek…
Pani Silas podchodzi i przytula mnie. Ostry ból w klatce piersiowej nie ustępuje, a tym razem jest jeszcze silniejszy. Teraz czuję go prosto w sercu.
"To tak strasznie boli. Proszę, pomóż mi" – szlocham, mocno przytulając panią Silas.
Ona również zaczyna płakać, podobnie jak Macy.
"Tak mi przykro, kochanie, nic nie mogę zrobić" – mówi przez łzy.
Po czasie, który wydawał się wiecznością… w końcu przestaję płakać. Po prostu leżę na łóżku. Nie mam siły nic mówić ani robić.
Macy musiała iść do domu, a pani Silas wyszła przygotować kolację dla pozostałych dzieci i zająć się domowymi sprawami.
Od tamtej pory nie ruszyłam się z miejsca. Poduszka jest mokra od łez. Najgorsze jest to, że nie czuję Kyry. Od tamtego momentu na parkingu zapadła w niezwykle głęboką ciszę. Nie czuję nawet, czy cierpi. Czuję tylko jej milczenie i to boli najbardziej. Chwytam się za pierś i zwijam w kłębek.
Kolejna łza wymyka się z kącika oka. Chyba wciąż mam w sobie jakieś zapasy łez. Wpatruję się w okno i powoli wstaję z łóżka. Odległość z mojego okna do ziemi nie jest duża, ale może jeśli skoczę, odniosę na tyle poważne obrażenia, że zdołają one przyćmić ten ból w moim sercu.
Właśnie mam wspiąć się na parapet, gdy otwierają się drzwi. Wchodzi Mina; patrzy w dół, unikając mojego wzroku. Nie winię jej, na jej miejscu też nie wiedziałabym, jak do mnie podejść.
Odsuwam się od okna i próbuję wymusić uśmiech. To zbyt trudne. Zamiast tego z oczu płyną mi łzy. Mina podbiega do mnie i bierze mnie w ramiona.
"Przepraszam, Cas. Słyszałam, co się stało. Jest idiotą, że cię odrzucił. Jesteś najlepszą siostrą na świecie. On nie wie, co stracił". Każde słowo trafia prosto do mnie. Nie mogę uwierzyć, że chciałam targnąć się na życie.
"Dziękuję, Mino". Uwalniam się z uścisku i ocieram łzy. Przezwyciężę to.
Muszę.
"A tak w ogóle, pani Silas kazała cię zawołać. Przyszli jacyś ludzie, chcą się z tobą widzieć" – dodaje Mina.
"Kto to taki?" – pytam zachrypniętym głosem.
"Nie wiem, ale zostali przysłani przez alfę".






