Przez pierwsze kilka dni pozwalam sobie pogrążać się we własnym nieszczęściu, snując się ponuro po apartamencie. Nawet nie biorę prysznica. Mnóstwo czasu spędzam na balkonie, pozwalając, by niedopałki piętrzyły się w popielniczce.
Kiedy nie mogę już znieść ciszy, rzucam się w wir pracy. Docieram do biura przed siódmą rano i codziennie wychodzę po dwudziestej trzeciej. Po trzech dniach orientuję s






