Następne półtora miesiąca to najgorszy okres w moim życiu. Wszelka motywacja, jaką kiedykolwiek miałam, po prostu wyparowała. Zamiast tylko śniadań i kolacji, przygotowuję teraz także obiady i nadal zajmuję się spiżarniami. Każda minuta mojego dnia jest wypełniona pracą od momentu obudzenia aż do chwili, gdy padam na łóżko.
Dzięki Bogini za Serę. Tylko ona trzyma mnie przy życiu. Sera nakłania mnie, bym cieszyła się czasem, który możemy spędzać razem, co ma miejsce zazwyczaj podczas gotowania.
Odkrywam, że naprawdę lubię gotować, gdy towarzyszy mi Sera. Nikt nie przychodzi nam przeszkadzać, więc możemy odbywać wspaniałe rozmowy bez zakłóceń. A na koniec powstaje coś, z czego inni będą czerpać przyjemność. Znalazłam nawet kilka książek kucharskich głęboko w szafkach i sama nauczyłam się nowych technik i potraw.
Cała reszta mojego życia to jedno wielkie gówno. Alfa Alistair przyzwala członkom stada na bicie mnie i obrażanie słowne, a oni w pełni wykorzystują to przy każdej okazji. Przychodzi do mojego pokoju kilka razy w tygodniu, żeby mnie katować i mieszać z błotem za wyimaginowane przewinienia, których nigdy nie popełniłam. Czasem przychodzi z nim Julian, żeby popatrzeć. Kilka razy nawet osobiście przyniósł bicz swojemu ojcu, ale nigdy mnie nie uderzył. Przysięgam, że widzę, jak się uśmiecha, patrząc na to. Sera próbuje przekonać mnie, bym walczyła, ale to byłby wyrok śmierci dla nas obu. Gdybym spróbowała się bronić, albo co gorsza, gdybym się przemieniła, jestem pewna, że zabito by mnie na miejscu.
Sera wciąż powtarza, że wszystko ulegnie zmianie po naszej przemianie. Twierdzi, że jesteśmy córką Księżycowej Bogini i jej wojownikiem. Jest sfrustrowana tym, że się poddaję, zamiast stawiać opór. Jest wściekła, że trzymam ją w tajemnicy. Mówi, że to ją osłabia.
„Dobra, Sera, jest z tym kilka problemów" – próbuję tłumaczyć jej po raz milionowy, gdy już zapadniemy się w materac. „Po pierwsze, nie mam pojęcia, kiedy będę w stanie cię wypuścić. Wstaję i tyram codziennie od piątej rano aż do północy. Po drugie, jeśli Alfa dowie się, że w ogóle posiadam wilka, wygna mnie ze stada i zabije, albo odpuści sobie wygnanie i po prostu ukatrupi na miejscu. A po trzecie, jesteśmy niewolnicą, a nie wojownikiem. Nawet nie jesteśmy omegą.”
„Esme, nie jesteśmy tylko wojownikiem. Jesteśmy dzieckiem Księżycowej Bogini. Ona jest naszą matką.”
Ja tylko przewracam oczami. „Dobra, dobra. Nie wiem, kiedy będę mogła cię wypuścić, ale obiecuję, że wykorzystam pierwszą nadarzającą się ku temu okazję, Sera. Słowo.”
To wydaje się ją satysfakcjonować. Prowadzimy w kółko ten sam spór o to, czy bycie wilkołakiem i bycie dzieckiem Księżycowej Bogini oznacza bycie jej potomkiem w dosłownym znaczeniu tego słowa. Ona nie dostrzega tej różnicy. Wierzy, że Księżycowa Bogini jest moją mamą. Tak dosłownie, matką.
Każdego wieczoru jestem kompletnie wykończona, gdy tylko wejdę do mojego pokoju. Dzień staje się jeszcze dłuższy, jeśli odwiedzi mnie Alfa Alistair. Sera okazała się najlepszą przyjaciółką, o jaką mogłabym prosić, nawet jeśli czasami bywa sfrustrowana i słabnie. Zawsze mnie wspiera i nie pozwala mi się poddać. Czuję się winna, że nie potrafię się jej za to odwdzięczyć.
Pewnego dnia, Lori, osobista omega Alfy Alistaira, wpada zziajana do kuchni podczas robienia obiadu i oznajmia, że Alfa wzywa mnie do swojego biura natychmiast. Rzucam wszystko i pędzę do niego.
Pukam cichutko, w razie gdyby był zajęty.
„Wejść." – woła z wnętrza gabinetu. Pociągam za klamkę i zerkam do środka.
„Wzywał mnie pan, Alfo?" – pytam najciszej jak potrafię. Najprostszą drogą do pozbycia się go jest odzywanie się jak najrzadziej i nie zadawanie zbędnych pytań.
„Nie stój tak, wchodź.” – warczy.
Wślizguję się szybko i zamykam za sobą drzwi. Zostaję tak blisko nich, jak tylko się da, w razie gdybym musiała rzucić się do ucieczki.
„Esme, w przyszłym tygodniu odwiedzi nas delegacja ze stada Sanguine. W sumie dwadzieścia wilków, sami wyżej postawieni członkowie, ich przeznaczeni, dowódcy ochrony, strażnicy, i cały personel ochroniarski. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, zawrzemy z nimi pakt. Należy traktować ich z najwyższym szacunkiem i kulturą. Przynoś im codziennie obiady do sali konferencyjnej i przygotowuj oficjalną kolację każdego wieczoru, dopilnuj, by mieli zaopatrzone spiżarnie i ogólnie nie rzucaj się, do cholery, w oczy. Zrozumiałaś?”
Patrzę na niego spod ronda czapki, wciąż trzymając głowę na tyle nisko, by nie mógł dostrzec moich oczu. O tak, minęły niemal dwa miesiące, a on wciąż nie zorientował się, że mam zielone oczy. A jeśli zauważył, nie dał tego po sobie poznać. O moich srebrnych włosach też nie wspomniał. Co jak najbardziej mi pasuje.
„Tak, proszę pana.”
„Wszyscy będą tu w poniedziałek. Oprócz Alfy, który przyjedzie we wtorek. Po kolacji wydamy przyjęcie powitalne na jego cześć. Dopilnuj, żeby starczyło jedzenia. Daj Sebastianowi listę potrzebnych produktów. Zrozumiano?”
„Tak, proszę pana.”
„Dobrze. Musimy zadbać, by Alfa był zadowolony. Jeśli nie, nie zawaham się pozwolić mu cię uśmiercić. Dotarło?” – Wstaje z miejsca, opierając ręce na biurku i wygląda przy tym niezwykle przerażająco.
„T-tak, proszę pana.”
„A teraz zejdź mi z oczu" – wskazuje palcem na drzwi za mną.
Wypadam z jego gabinetu tak szybko, jak potrafię, i biegnę do Sebastiana. Sebastian zajmuje się zaopatrzeniem całego obiektu stada. Powinien być teraz w swoim biurze. Mój umysł już przetwarza specjalne potrawy do przyrządzenia i składniki na nie. Potrzebuję też nadwyżki zapasów do spiżarni apartamentów gościnnych. Ciekawe, co lubi stado Sanguine?
Sanguine to największe stado w regionie północnym, zaraz po moim stadzie Silvercrest. Alfa Alistair twierdzi, że Sanguine są brutalni i rygorystyczni. Większość ich stada służyła kiedyś w wojsku. Zatrudniają mrocznych magów i czarownice do pomocy przy utrzymywaniu władzy nad sąsiednimi stadami. Zastanawiam się, czy przyprowadzą ze sobą jakieś mroczne czarownice. Oby nie. Słyszałam też, że ich Alfa zabija członków, którzy obleją egzaminy szkoleniowe, bo nie życzy sobie słabych wilków w swoim stadzie. Stanowczo człowiek, z którym wolałabym nie mieć do czynienia.
Docieram do biura Sebastiana i pukam w drzwi. Z wnętrza dobiegają mnie jakieś dźwięki, ale nie odpowiada. Pukam odrobinę głośniej. Co za dupek. Musi wiedzieć, że tu jestem. Zna mój zapach. Po prostu powiedz, żebym weszła, no już.
„Nie lubię tego gościa, Esme. Jest odrażający. Gapi się na twoje piersi" – narzeka Sera.
„Cóż, nie mamy wyjścia, musimy z nim pracować. On trzyma kasę.”
„Ugh. Niech będzie, ale załatwmy to szybko.”
Pukam po raz kolejny. Tym razem bardziej niecierpliwie.
„Czego?" – odzywa się w końcu z warkotem z wewnątrz.
Otwieram drzwi i widzę niemal nagą wilczycę z długimi blond włosami, siedzącą na jego biurku. Jej nogi oplatają go w talii. Chowa twarz w jego klatce piersiowej. Nie widzę, kim była, ale nie da się pomylić tego zapachu. Sebastian nie ma na sobie spodni i jest zalany potem.
„Wypierdalaj, Esme! Jestem zajęty!"
Stoję w szoku z szeroko otwartymi oczami i opadniętą szczęką. To nie może być prawda. Sebastian uprawia seks w swoim gabinecie... Z LUNĄ.
„WYPIERDALAJ STĄD, ESME!" – ryczy głośniej.
Odzyskuję panowanie nad sobą i zatrzaskuję drzwi. Pędzę do kuchni najszybciej jak potrafię. Czuję, jak krew odpływa mi z twarzy. Jeśli ktokolwiek dowie się, co właśnie zobaczyłam, to już po mnie. O jasna cholera, jasna cholera, jasna cholera.
Sera uważa to za przejaw czystego komizmu. Przez cały czas przygotowywania obiadu śmieje mi się w głowie. Ja po prostu staram się wymazać tę scenę z pamięci.
Zbieram się do wynoszenia półmisków do jadalni, kiedy Sebastian wpada do kuchni niczym burza. Rusza prosto na mnie, chwyta mnie za gardło i przygważdża do ściany. Zamierza się i uderza mnie pięścią prosto w twarz. Tył mojej głowy uderza o ścianę z takim impetem, że widzę gwiazdy. Z jękiem zsuwam się po ścianie; czuję krew spływającą z nosa.
„Nic nie widziałaś!" Jego oczy robią się smoliście czarne, kiedy warczy na mnie. Czuję jego pazury wpijające się w moją szyję, z której zaczyna lecieć krew. „Zrozumiałaś, ty mała suko?"
Ze strachu mnie paraliżuje. Nie mogę odpowiedzieć. Nie mogę nawet kiwnąć głową. Nagle mam wrażenie, że spadam do tyłu we własnym umyśle. Mrugam szybko kilka razy. Czuję się tak, jakbym patrzyła zza cudzych oczu.
„Puść ją!" Głos dochodzi ze mnie, ale to nie jest mój głos. To Seraphina. Jej głos grzmi i brzmi niemal niebiańsko. Naczynia na blacie zaczynają drżeć, gdy wydaje z siebie potężny warkot w stronę Sebastiana.
Z bezsilnością obserwuję, jak moje lśniące szmaragdem dłonie chwytają go za nadgarstki. Na ten widok jego oczy rozszerzają się ze strachu i zaczyna wyć z bólu. Słychać dźwięk skwierczenia w miejscu, gdzie moje ręce stykają się z jego skórą. Szybko puszcza moją szyję i oboje upadamy na podłogę.
„Jak ty to robisz? Czym ty, do cholery, jesteś, Esme?"
Wstaję, czując się o wiele wyższa niż moje nędzne metr pięćdziesiąt. Głos Sery wydobywa się ze mnie niczym huk: „Jestem wojowniczką, dzieckiem Księżycowej Bogini. Jeśli komukolwiek powiesz o tym, co się tutaj dzisiaj wydarzyło, ZABIJĘ. CIĘ.”






