languageJęzyk

Księga 1: Rozdział 3

Autor: Adela Nowak14 cze 2026

Słyszę kroki Alfy Alistaira oddalające się korytarzem, gdy wychodzi z lochów. Julian zaciska chwyt na moim karku, wysuwając swoje wilcze pazury, co wywołuje u mnie bolesny okrzyk.

Gdy tylko drzwi zatrzaskują się z hukiem, Julian puszcza moją szyję i klęka przede mną. Jego twarz jest wykrzywiona ze złości. Oczy stają się całkowicie czarne, a jego wilk, Talon, przejmuje kontrolę.

Łapie mnie za ramiona, potrząsając mną gwałtownie: „Co ty, do cholery, zrobiłaś, że tak go wkurzyłaś?"

Dlaczego mnie nie bije, tak jak obiecał Alfie Alistairowi? Sztywnieję, unikając z nim kontaktu wzrokowego. Trzęsę się tak bardzo, że nie potrafię wydusić z siebie ani słowa. Myśl, że od teraz dwie osoby będą mnie regularnie katować przez resztę mojego życia... to po prostu nie może być prawda. Prawda?

Jak Bogini może pozwalać na coś takiego? Chcę umrzeć. To nie jest przesada. Nie dramatyzuję. Proszę, Bogini, nie pozwól na to. Po prostu pozwól mi umrzeć.

Trzęsę się tak straszliwie, że upadam na kolana. Zaczynam histerycznie szlochać, a mój mózg wyłącza zdolność racjonalnego myślenia.

Julian chwyta mnie za podbródek i zmusza do spojrzenia prosto w jego zimne, szare oczy. Przez moment przypatruje mi się z przerażeniem. „C-co ci się stało w oczy?”

Przesuwa dłonie z podbródka i kładzie je tuż pod moimi powiekami. Czuję, jak jego dłonie drżą na mojej twarzy.

„C-czy ty jesteś jakąś hybrydą czy co?"

Jedynie na co mnie stać to kręcenie przecząco głową między kolejnymi szlochami. Gdy kręcę głową, czuję, jak zaczyna naciskać kciukami na moje dolne powieki, zasłaniając mi widok.

O nie, nie, nie, on zamierza mi wydłubać oczy.

O jasna cholera! Zobaczył ich szmaragdowy kolor. On mnie oślepi. Kładę własne dłonie na jego, próbując je oderwać od mojej twarzy. Słyszę własny krzyk: „NIENIENIENIIIEEE! PRZESTAŃ!! Nie wydłubuj mi oczuuu! BŁAGAAAAAM!!!”

Na krótką chwilę czas zastyga. I nie mam na myśli tego, że mam poczucie zatrzymania czasu, ponieważ znajduję się w środku traumatycznej sytuacji. Nie, czas faktycznie się zatrzymał. Cóż, zamarzł dla wszystkiego poza mną, powinnam powiedzieć. Czuć to w powietrzu.

To trwa tylko moment. Bez trudu odrywam dłonie Juliana od mojej twarzy. Wyraz złości zmieszany z dezorientacją zastyga na jego obliczu. Obok niego, mucha wisi zawieszona w powietrzu. Wskazówka sekundnika w zegarze na ścianie za nim zamarła. Krople wody, nie mogąc dokończyć lotu, zastygają nad kałużami na podłodze, pozostawiając rozpryski w kształcie parasolek.

Co do... cholery? Czy Księżycowa Bogini mnie usłyszała? Zlitowała się nade mną? Pozwoliła mi umrzeć?

Patrzę na Juliana szeroko otwartymi oczami. Moje dłonie lśnią zielenią. Czas rusza na nowo równie szybko, jak się zatrzymał. Julian zaczyna krzyczeć i odskakuje ode mnie. Wierzchy jego dłoni, w miejscach, gdzie moje go dotykały, są czerwone i opuchnięte.

Patrzę na własne dłonie. Znów są normalne, nie emanują żadnym zielonym światłem. Poważnie, co tu się, do jasnej cholery, wydarzyło?

Zaciskam mocno oczy, czekając na odwet Juliana.

„Jeśli komukolwiek powiesz, zabiję cię" – warczy mi do ucha. Potem uderza mnie pięścią w brzuch, pozbawiając mnie tchu.

Słyszę odgłos jego kroków, gdy ucieka korytarzem, a potem wybiega za drzwi. Nie wiem, jak długo tak siedzę, ale kiedy w końcu otwieram oczy, oddycham z ulgą.

Opieram się o łóżko, szlochając, drżąc i próbując złapać oddech. On mnie nie zmasakrował? Na pewno zaraz wróci. Węszę, ale jego zapach zniknął. Nasłuchuję w skupieniu, ale z innych części lochu nie docierają żadne dźwięki. Jestem sama.

„Bogini, dziękuję ci, że mnie ocaliłaś. Dziękuję" – mówię na głos, na wypadek gdyby cud, którego właśnie doświadczyłam, był jej zasługą.

Jestem wykończona, ale powoli zaczynam się uspokajać. Dobra, Esme, skup się. Muszę przygotować kolację dla stada, bo Alfa Alistair mnie znajdzie i zamorduje. I to nie jest przesada. Nawet jeśli spróbuję uciec, on albo Julian dopadną mnie, zanim zdążę opuścić ich terytorium. Myślę, że na tym etapie naprawdę by mnie zabił. A skoro o tym mowa, powrót Juliana i zlanie mnie na kwaśne jabłko, tak jak kazał mu ojciec, to była tylko kwestia czasu.

Biorę kilka głębokich oddechów i zmuszam się, by pójść korytarzem do umywalki. Ochlapuję twarz zimną wodą i spoglądam w brudne lustro. Oboje moich oczu są teraz czysto szmaragdowe. Srebrzyste pasma zaczynają coraz bardziej przejmować moje włosy. To nie wygląda jak włosy starej osoby. Są to włosy tak srebrzystobiałe, że wręcz migoczą, nawet w skąpym świetle lochu. To niesamowicie dziwne i za nic w świecie nie będę w stanie przywyknąć do mojego nowego wyglądu.

Wracam do pokoju i przebieram się w legginsy i koszulkę. Zakładam czapkę z daszkiem od Diane, naciągając mocno rondo, żeby ukryć oczy. Przez cały serwis obiadowy obrywam morderczymi spojrzeniami od Alfy Alistaira. Upewniam się, by wzrok mieć wbity w podłogę, dzięki czemu nie zobaczy mojego koloru oczu. Julian piorunuje mnie wzrokiem przy każdej nadarzającej się okazji. Po kolacji uzupełnianie spiżarni zajmuje mi więcej czasu niż zwykle, bo ten, kto robił to za mnie w czasie mojego pobytu w szpitalu, kompletnie nie wiedział, co robi.

Jest grubo po północy, kiedy padam na łóżko i zamykam oczy. „20 czerwca” – myślę sobie. Ostatni dzień szkoły. No, dla innych, w każdym razie. Nie dla mnie. „Edukacja nie jest ci potrzebna do gotowania i uzupełniania spiżarni”, słowa Alfy Alistaira wciąż dudnią mi w uszach. Ot, kolejny zwykły dzień. Pogrążam się przez chwilę w użalaniu się nad sobą, a po chwili przewracam się na bok i próbuję zasnąć. Prawie odpływam, gdy nagle słyszę kobiecy głos.

„Witaj!"

Błyskawicznie zrywam się na nogi, rozglądając się wszędzie w poszukiwaniu sprawcy. W pokoju jestem sama. Zerkam na korytarz i rozglądam się, ale nikogo nie widać.

„Halo?" – szepczę dość głośno w stronę korytarza.

„Ugh, Esme. To nie jest właściwe zachowanie jak na wojownika. Ogarnij się." – ruga mnie głos. Zrozumiałam, że dobiega on z wnętrza mojej głowy.

„C-czy ty jesteś moim wilkiem?" – pytam nieśmiało, martwiąc się, że zwariowałam.

„Zgadza się. Mam na imię Seraphina. Możesz mi mówić Sera.”

„Och, Seraphina. Obudziłaś się o jeden dzień za późno. Nasz Alfa niecałe dwanaście godzin temu zamienił nas w niewolnicę. Nie mamy już drogi ucieczki." Czuję, że zbiera mi się na łzy.

Wyjaśniam jej wszystko po kolei. Jak Alfa zabił mojego ojca, jak Luna przeniosła mnie do lochu, opowiadam o katowaniu i całej reszcie. Przez cały ten czas wybucham płaczem.

„Jestem już z tobą, Esme. Nie martw się. Jesteśmy dzieckiem Księżycowej Bogini. Jesteśmy wojownikiem. A to oznacza, że jesteśmy potężne. Przetrwamy to.”

„Sera, wcześniej, gdy moje ręce zrobiły się zielone i poparzyły Juliana. To byłaś ty?”

„W pewnym sensie. To byłaś ty, ale moje przebudzenie pomogło obudzić twoją moc. Potem ci to dokładniej wytłumaczę. Na razie idź spać.”

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki