Pół godziny później zjeżdżamy z autostrady i jedziemy jeszcze przez dwadzieścia minut wiejską drogą. W końcu zatrzymujemy się przed małą restauracją, na której wisi ręcznie robiony szyld z napisem „Jimmy’s BBQ” z sylwetką świni tuż pod nim. Na parkingu stoi kilka innych samochodów, ale miejsce to nie wygląda na takie, które bywa zbyt zatłoczone.
– Ubrałeś się tak, by zjeść barbecue? – pytam, wska






