Elara z przerażeniem wpatrywała się w nagiego mężczyznę śpiącego obok niej oraz na stan, w jakim sama się znajdowała. Pod kocem przykrywającym jej ciało nie miała na sobie zupełnie nic – podobnie jak ten obcy człowiek leżący tuż przy niej.
Jak mogło do tego dojść?! Gorączkowo próbowała odnaleźć telefon, ale nigdzie go nie było. Zamiast tego jej wzrok padł na sukienkę i majtki porzucone na podłodze obok ubrań mężczyzny. Atmosfera w pokoju była jednoznaczna; gdyby ktokolwiek tu teraz wszedł, z pewnością wyciągnąłby najgorsze wnioski!
Ale czy między nią a tym nieznajomym naprawdę do czegoś doszło?
Elara nie potrafiła trzeźwo myśleć. Owinęła się ciasno kocem i drżącymi rękami sięgnęła po sukienkę. W jej głowie panował totalny chaos.
Jedyne, o czym potrafiła myśleć, to ucieczka, zanim ktokolwiek się o tym dowie.
Zanim jednak zdążyła włożyć ubranie, wzdrygnęła się, słysząc, że ktoś wchodzi. Drzwi otworzyły się z potężnym hukiem, a do środka wkroczyła osoba, której Elara za nic na świecie nie chciała widzieć w takim stanie.
Kaelen.
Alfa Kaelen z Watahy Szablistego Kła. Jej mate.
Jego ciemne oczy błyskawicznie ją odnalazły. Zobaczył swoją partnerkę nagą w pokoju z innym mężczyzną, który wciąż spał na łóżku, nieświadomy nadciągającego sztormu.
– CO TO MA ZNACZYĆ?! – ryknął wściekle Kaelen. Całe jego ciało drżało. Nigdy wcześniej nie podniósł na Elarę głosu, ani nie emanował tak morderczą żądzą mordu w jej obecności.
Mówiono, że Kaelen to zimnokrwisty alfa. Dla wrogów był bezlitosny i wyrachowany, ale dla Elary zawsze był uosobieniem łagodności.
Dlatego teraz po raz pierwszy poczuła na sobie jego prawdziwy gniew.
– Nie wiem… Nie wiem, Kaelen… – Elara potrząsnęła głową, mocniej zaciskając dłonie na kocu. Jednak odsłonięte ramię i trzymana w ręku sukienka stawiały ją w beznadziejnym położeniu. Kto by jej uwierzył, widząc ją w takim stanie? – Nie znam go. Naprawdę go nie znam.
Elara desperacko próbowała się tłumaczyć, ale Kaelen nie chciał słuchać. Podszedł do łóżka, chwycił śpiącego mężczyznę za włosy i jednym gwałtownym ruchem zrzucił go na podłogę.
Nieznajomy zaklął pod nosem i spróbował się podnieść, ale tylko zatoczył się i upadł z powrotem na tyłek. – Co ty, kurwa, wyrabiasz?! – wciąż był wyraźnie odurzony, a jego mętny wzrok nie potrafił złapać ostrości.
Zamiast odpowiedzi Kaelen dopadł go, chwycił za szyję i bezlitośnie zmiażdżył mu krtań. Odgłos pękających kości był obrzydliwy.
W następnej chwili Elara zobaczyła, jak mężczyzna spluwa krwią i umiera.
Krew trysnęła na twarz Alfy, nadając mu jeszcze bardziej drapieżny wygląd. Jego oczy były zimne, jakby martwe. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w zwłoki, po czym przeniósł wzrok na Elarę, która szlochała z przerażenia.
Osunęła się na podłogę, wciąż owinięta kocem. Kuliła się w sobie, drżąc na całym ciele.
– Nie… nie, proszę… Kaelen, nic nie zrobiłam… – Elara zaczęła się odsuwać, gdy Kaelen ruszył w jej stronę. Jego kroki były miarowe, a biła od niego namacalna furia. Zatrzymała się dopiero, gdy jej plecy uderzyły o ścianę; nie miała już dokąd uciec.
„On mnie zabije”.
To była jedyna myśl w jej głowie. Wciąż miała przed oczami widok martwego nieznajomego, a w uszach dźwięczał jej ten potworny odgłos łamanych kości.
Kaelen kucnął przed nią i spojrzał jej prosto w oczy. Widziała w nich tylko ból i gniew. Nie było już w nich śladu miłości.
Alfa mógł znieść wszystko, ale nie zdradę, zwłaszcza ze strony własnej mate.
– Dlaczego to zrobiłaś? – jego głos był lodowaty. Patrzył na nią, ale tak, jakby stała się dla niego obcą osobą.
Jego mate, połowa jego duszy, którą odnalazł dwa lata temu, osoba, dla której poświęciłby życie i którą przysiągł chronić, okazała się zwykłą dziwką.
– Nie zrobiłam tego… – Elara wciąż zaprzeczała. Nigdy nie przyznałaby się do czegoś, czego nie popełniła. – Kocham cię, Kaelen, jesteś moim mate, dlaczego miałabym cię zdradzić?
Kaelen zmrużył oczy. – I po tym, co tu zobaczyłem, ty naprawdę liczysz na to, że ci uwierzę? – w jego głosie pobrzmiewała czysta kpinka.
Elara rozumiała go. Na jego miejscu pewnie też by sobie nie uwierzyła.
– Kaelen, proszę, uwierz mi… musi być jakieś wyjaśnienie tego, jak znalazłam się w tym pokoju – błagała, a w jej głowie kłębiły się tysiące myśli. Jego milczenie napawało ją ogromnym lękiem.
– Nie wybaczam zdrajcom, Elaro, i doskonale o tym wiesz. – Gniew i smutek w jego oczach nagle ustąpiły miejsca bezwzględności. – Ale jak mam cię zabić, skoro jesteś moją mate?
Te słowa zabolały Elarę bardziej niż cokolwiek innego. Nie wierzył jej. Ani trochę. Nie miał nawet cienia wątpliwości, że to wszystko mogło zostać sfingowane. Jego słowa były okrutne.
Tym razem Elara otarła łzy wierzchem dłoni i uniosła podbródek, patrząc Kaelenowi prosto w oczy.
Jej głos stał się znacznie pewniejszy.
– Nawet jeśli mnie zabijesz, nigdy nie przyznam się do czegoś, czego nie zrobiłam – powiedziała stanowczo.
Determinacja w jej spojrzeniu była tak wyraźna, że aż go zaskoczyła, ale Alfa cierpiał zbyt mocno, by myśleć racjonalnie.
– Ja, Kaelen Voss z Watahy Szablistego Kła, odrzucam ciebie, Elaro Vance, jako moją mate. – Kaelen zerwał wszystkie łączące ich więzi.






