Trzymam Piper mocno, próbując ją pocieszyć, ale ponad jej drżącym ciałem mój wzrok pada na Sadie. Jest wciśnięta w oparcie sofy, blada i milcząca, łzy lśnią w jej oczach, ale nie chcą spaść. Wygląda, jakby stała na krawędzi klifu, patrząc w dół w coś rozległego i przerażającego.
Sadie oplata się ramionami, kuląc się do środka, jakby mogła stać się mniejsza. – Nie chciałam powiedzieć tego na głos –






