Wychodzę z lochu z zasychającą na dłoniach krwią i huraganem szalejącym w piersi.
Przesłuchanie nic mi nie dało. Nic oprócz kolejnych pytań. Nic oprócz większej wściekłości. Nic oprócz większego ciężaru, który leży mi na żebrach jak kamień, próbując je zmiażdżyć.
Wycieram ręce o spodnie, chociaż plamy nie zejdą, ale to dziwne uczucie mieć jej krew na dłoniach. Czuję się z tym niemal źle.
Za mną, s






