Sadie
Następny poranek nadchodzi zdecydowanie zbyt szybko.
Ledwo śpię. Może godzinę lub dwie, ale i tak wlokę się na poligon treningowy. Jeśli zostanę w pokoju dłużej, utonę we własnych myślach. Potrzebuję ruchu. Potrzebuję powietrza. Potrzebuję czegoś, co uciszy ból, który leży mi na piersi jak kamień. Muszę trenować.
Pole jest puste, rosa lśni na trawie, a wczesne słońce jest bladą smugą na nieb






