Ruszam się, zanim pomyślę, i staję na straży przed Alekiem. Po prostu nie mogę stać z boku i patrzeć, jak mi go zabierają. Po prostu nie mogę.
– Nie. Nie zabierzecie go – mówię im ostro, z dłońmi zaciśniętymi w pięści przy bokach.
Polana wybucha.
King jako pierwszy staje u mojego boku, jego obecność to lita ściana autorytetu i furii. Raven jest tuż za nim, oczy jej płoną, moc trzaska pod jej skórą






