Noc smakuje krwią. Plami powietrze, gęsta i metaliczna, przywierając do mojego języka bez względu na to, ile razy przełykam ślinę. Wszędzie leżą ciała: wilki, wampiry i wiedźmy, wszyscy połamani, rozerwani i wykręceni pod kątami, pod jakimi żadna żywa istota nie powinna się wyginać.
To już nie jest pole bitwy. To cmentarzysko.
Chodzę od osoby do osoby, sprawdzając puls, zmuszając dłonie do spokoju






