Kaelen
— Synu, biegnij! — ryczy do mnie tata, gdy odwracam się i widzę wilki zmierzające w naszą stronę. Musi być ich co najmniej dwudziestu i wiem, że tata i ja potrafimy walczyć, ale nas dwóch przeciwko tej całej watasze... Nie widzę, by to się dla nas dobrze skończyło.
Biegniemy z całych sił przez drzewa, chaszcze, po kamieniach i gałęziach. Płuca mnie palą, ale nie mogę zwolnić, nie możemy się teraz zatrzymać. Przedzieramy się przez ostatnie drzewa i hamujemy gwałtownie przy krawędzi klifu. Kurwa!
— Tam, ten wodospad, tam jest ukryta jaskinia! — krzyczy ojciec. Ledwo udaje mi się go usłyszeć przez huk wody rozbijającej się o skały poniżej, zanim wpada do rwącej rzeki.
Szybko wspinamy się po skałach, docieramy do wodospadu i chowamy się w jaskini. Modlę się z całych sił, żeby nas nie znaleźli. Trzymamy się blisko ściany, a potem widzimy, jak wyłaniają się spomiędzy drzew. Moje serce wali tak mocno, że przysięgam, mogliby je usłyszeć.
Rozglądają się po szczytach klifów, a nawet w dół, w stronę rzeki o silnym nurcie. Widzę, jak Trist patrzy w stronę wodospadu i natychmiast wpadam w panikę. Kurwa, kurwa, kurwa! Ale po chwili w duchu dziękuję Bogini Księżyca, widząc, jak wbiegają z powrotem do lasu, oddalając się od nas.
— Kurwa, było blisko — sapie tata, walcząc o oddech.
— Tato, powinieneś wrócić. Nie powinieneś żyć w ten sposób przeze mnie.
— Jesteś moim synem i jesteśmy w tym razem.
— A co z mamą i Lylah?
— Twoja matka podjęła decyzję, wybierając watahę zamiast własnego syna. Gdy tylko się urządzimy, wymyślimy sposób, jak zabrać Lylah.
— Ale kto się nią zaopiekuje, gdy nas nie będzie? Mama tego nie zrobi!
— Rozmawiałem już z Bessą. Chciałem mieć pewność, że mam plan awaryjny. Zaopiekuje się Lylah, dopóki jej nie odbierzemy. Nie martw się synu, u niej wszystko w porządku.
Pewność w głosie taty wystarcza, bym przestał go dalej wypytywać. Wkrótce opuszczamy wodospad i ruszamy dalej przez las. Biegniemy od wielu godzin i obaj jesteśmy całkowicie wykończeni. Musimy znaleźć miejsce, by się ukryć i odpocząć, i to szybko.
Mijają dwa tygodnie. Dwa tygodnie ucieczki i ukrywania się. Dwa tygodnie szukania bezpiecznego miejsca do spania, ale nigdzie nie zostajemy dłużej niż jedną noc, bo to zbyt ryzykowne.
Alfa Rorgar wciąż nie przerwał poszukiwań, ale nie rozumiem dlaczego. Dlaczego nie może nas po prostu zostawić w spokoju? Dlaczego nie pozwoli nam po prostu żyć własnym życiem?
Nikomu nie robimy krzywdy, nie zabraliśmy mu niczego z domu watahy. Do cholery, wyszliśmy tylko w tym, co mieliśmy na grzbiecie, nie mając przy sobie ani dolara, więc dlaczego musi nas ciągle ścigać?
— Synu, idź się obmyj, ja będę trzymał straż, a potem ruszamy. Wataha twojego wuja jest stąd tylko kilka godzin drogi. — Rano poszliśmy polować na śniadanie i zrobiło się trochę krwawo. „Ale, kurwa, ten jeleń był pyszny!” — piszczy w mojej głowie Aelfer, a ja słyszę dźwięk oblizywania się. Kiedy opuszczaliśmy watahę z tatą, zostaliśmy z niczym, więc żeby przeżyć, musimy zmieniać się w wilki i polować na jedzenie oraz pić z rzek i stawów, które znajdziemy.
Musimy zachować energię, by móc w każdej chwili uciekać lub walczyć, więc choć nienawidzę zabijać zwierząt, nie mamy teraz wielkiego wyboru. Zmieniamy się też w wilki do spania w nocy — tak jest cieplej i bezpieczniej, ale kurwa, mam już tego dość.
— Dobrze, tato, pośpieszę się. — Zmieniam się w ludzką postać i szybko wchodzę do jeziora, podczas gdy tata trzyma straż. On już się umył i wiem, że pali się do drogi, bo jesteśmy tu już od kilku godzin.
Woda jest tak zimna, że czuję, jak szczypie mnie w skórę, ale i tak dobrze jest się odświeżyć i zmyć z siebie zapach i ślad krwi.
Patrzę na tatę, który ubiera się na brzegu, jednocześnie pilnując otoczenia, i jak zawsze czuję ukłucie winy w sercu. Jest tutaj tylko przeze mnie. Jest tutaj tylko dlatego, że mnie przyłapano.
Gdybym tylko zrobił to, co mówili, nie byłoby nas tu teraz. Byłby w domu, tam gdzie jego miejsce, a Lylah nie zostałaby z tą mściwą suką!
„On tego dla ciebie nie chce, Kaelenie. Wolałby być tutaj z tobą niż pozwolić ci na życie, jakiego oni dla ciebie chcą. Wiesz o tym!” — wtrąca się Aelfer i wiem, że mówi prawdę, ale to wcale nie ułatwia sprawy.
Mój tata zawsze stawiał mnie i Lylah na pierwszym miejscu, nawet przed mamą. I nawet teraz, gdy mam 18 lat i miał pełne prawo po prostu przytaknąć tamtym w watasze albo pozwolić mi odejść samemu, nie zrobił tego. Nie mój tata. Jest tu przy moim boku, tak jak zawsze był i jak wiem, że zawsze będzie.
— Tato, jesteś pewien, że wujek Jovak nie będzie miał nic przeciwko naszym odwiedzinom? Myślisz, że jego wataha zaakceptuje... mnie? — wołam, bo wątpliwości wciąż kłębią mi się w głowie. Wujek Jovak to najmłodszy brat mojego taty i niesamowity człowiek.
Przeniósł się do innej watahy, ponieważ jego mate nie chciała zostawiać swojej matki. Szczerze mówiąc, rzadko się zdarza, by samiec odchodził do watahy wilczycy, ale on zrobił to dla niej, co mówi bardzo wiele o tym, jakim jest mężczyzną. Ma krew Bety, tak jak mój tata, ale zrezygnował z tego wszystkiego dla swojej partnerki, Jaxine, i teraz jest wysoko postawionym wojownikiem w watasze Sable-Serpent.
— Tak, dzwoniłem do niego w noc ucieczki, opowiedziałem mu wszystko, a on kazał nam jak najszybciej przyjeżdżać. I Kael, jego wataha nie przejmuje się takimi rzeczami. Stary Alfa miał to gdzieś, nowy też.
Ale powinniśmy tam być już 2 dni temu, bateria w moim telefonie padła i wiem, że on się martwi, więc sprężmy się i dotrzyjmy tam przed końcem nocy, okej?
Szybko się zgadzam i zaczynam szorować ciało najlepiej jak potrafię. Zanurzam głowę pod wodę, by umyć włosy, ale nagle rozprasza mnie link od taty. Przesyła słowa bardzo szybko.
„Kael, zostań pod wodą tak długo, jak dasz radę, albo wydostań się stamtąd jakoś, synu, ale nie wracaj tutaj. NIE PODCHODŹ DO MNIE! KOCHAM CIĘ, SYNU!” — Wykrzykuje ostatnią część, po czym szybko blokuje linka, zanim zdążę cokolwiek odpowiedzieć. Ale nie muszę. Nie muszę pytać, co jest nie tak, bo już to wiem.
Są tutaj. Znaleźli nas i to będzie nasz koniec. Ale za nic, kurwa, nie będę uciekał jak żałosne szczenię. Za nic nie pozwolę tacie cierpieć w samotności. Zawsze się wspieraliśmy i teraz nie będzie inaczej. Jeśli zginiemy, to zginiemy razem!






