languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Isabella11 maj 2026

Kaelen

„Gotowy, Aelferze?”

„Pewnie, że tak, słodkie policzki. Chodźmy zrobić tym kutasom jesień średniowiecza z tyłków!” Powoli wynurzam głowę, by zerknąć, i wtedy ich widzę. Około piętnastu wilków otacza mojego ojca. Natychmiast rozpoznaję trzech czołowych wojowników oraz przyszłego Alfę i Gammę.

I wiem, że mimo naszej krwi Betów i tego, że jesteśmy dobrymi wojownikami, nie ma mowy, byśmy wyszli stąd żywi.

Otrząsam się z błądzących myśli i powoli przedzieram przez wodę do brzegu. Tata natychmiast mnie dostrzega i posyła mi błagalne spojrzenie. Wiem, że jest gotów poświęcić swoje życie za moje, ale nie pozwolę mu na to. Albo obaj wyjdziemy stąd żywi, albo obaj polegniemy walcząc.

— No, no, patrzcie kogo my tu mamy, samą królową balu — wypluwa Talon, przyszły Gamma, podczas gdy jego podlizujące się sługusy wybuchają śmiechem.

— Bardzo oryginalne. — Przewracam oczami na ten tani tekst i ruszam w górę brzegu w stronę taty.

— Dlaczego nie możecie nas po prostu zostawić w spokoju? Serio, dlaczego chcecie tracić czas na ściganie nas? Wszyscy wiemy, że macie lepsze rzeczy do roboty, więc może mnie oświecisz?

Wyłapuję spojrzenie Trista. Wpatruje się we mnie przez czas, który wydaje się wiecznością. Nie mówi ani słowa, ale widzę to w jego oczach. Wciąż widzę tam mojego najlepszego przyjaciela, nawet jeśli zachowuje się jak ten jego palantowaty ojciec.

Jakby Bogini nie miała dość zabawy w torturowanie mnie i taty, nagle z krzaków wyłania się sam Alfa. Kosztuje mnie to mnóstwo sił, by nie pozwolić Aelferowi przejąć kontroli i rzucić się na niego.

— To dlatego, że znam sekret Alfy, nieprawdaż, Rorgarze? — odzywa się teraz mój tata, a jego głos Bety jest twardy i opanowany. Trwało to tak krótko, że wątpię, by wiele obecnych tu wilków to zauważyło, ale ja tak — widziałem moment strachu i bólu, który przemknął przez twarz Alfy, co natychmiast mnie zaintrygowało.

— I jaki to sekret? — wykrzykuje Trist, próbując nadać swojemu głosowi stanowczy ton, ale marnie mu to wychodzi.

— WSZYSCY MORDA W KUBEŁ! — ryczy Alfa Rorgar. Patrzę na tatę i widzę ten wzrok, który widziałem tysiąc razy — nie zamierza ugiąć się przed Alfą, nie tym razem.

Mój tata zaczyna się śmiać. — Nawet teraz, gdy jesteś Alfą. Nawet teraz, gdy cała wataha leży ci u stóp, wciąż nie potrafisz być szczery ze sobą ani z nikim innym, co, Rorgar?

Tata patrzy na Trista i widzę w jego oczach litość. Choć Trist podpuścił watahę przeciwko mnie, wciąż czuję ukłucie smutku ze względu na niego. — Trist, co twój ojciec powiedział, dlaczego nas ścigacie?

— Przestań gadać, Beto! — ryczy Alfa. Szczerze mówiąc, swoim zachowaniem sprawia tylko, że wygląda na winnego. Mój tata kręci głową, co najwyraźniej przelewa czarę goryczy u Alfy, bo rzuca się on w stronę taty. W tym samym momencie czterech wojowników chwyta mojego ojca od tyłu i unieruchamia go. Widzę, co zamierzają zrobić, i Trist też to widzi, bo nagle jakby oprzytomniał i wrzeszczy do ojca, by przestał.

Zanim kończy krzyczeć, jestem już prawie w zasięgu Alfy i rzucam się na niego, gdy on zasypuje twarz mojego taty gradem ciosów.

Udaje mi się odepchnąć go od ojca, ale w tej samej chwili Alfa ryczy rozkaz i mężczyźni, którzy przed chwilą trzymali tatę, zaczynają go bić. Cztery wilki na jednego.

— TATO, DOŚĆ! — ryczy Trist, ale jego wołanie znów trafia w próżnię. Zaledwie sekundy przed tym, jak moja pięść ma uderzyć w twarz Alfy, zostaję odciągnięty przez kolejnych jego wojowników. Zanim zdążę mrugnąć, on trzyma mnie za gardło w morderczym uścisku. Wystarczy jeden ruch jego nadgarstka, bym stał się martwym wilkiem.

— Puść mojego tatę, to mnie chcesz, nie jego! — Nie wiem, dlaczego próbuję go przekonać, skoro wiem, że to bezcelowe, a zły śmiech, który wydobywa się z jego ust, tylko to potwierdza. Spoglądam na tatę, ale nie potrafię już rozpoznać jego twarzy.

W miejscu, gdzie kiedyś była kochająca, radosna twarz mojego taty, jest teraz posiniaczony, zakrwawiony i zmasakrowany obraz, którego wiem, że nigdy nie zapomnę. On jest tutaj tylko przeze mnie. To wszystko przeze mnie.

— TATO! — ryczę. Zaczynam się szarpać, by uwolnić się z uścisku Alfy, ale im bardziej się staram, tym mocniej on zaciska dłoń. Nie poddam się jednak bez walki i za żadne skarby nie będę stał i patrzył, jak zabijają mojego tatę, nic nie robiąc.

Słyszę szelest dobiegający z lasu i wyłania się z niego jeszcze więcej wojowników, w tym twarze, których nigdy wcześniej nie widziałem. Poważnie, jest nas dwóch — ile, kurwa, wilków według niego potrzeba, by nas wykończyć?

Jakoś udaje mi się mocno kopnąć Alfę w klejnoty rodowe. Jego uścisk rozluźnia się na tyle, bym mógł wyswobodzić się z jego ręki i wyprowadzić najmocniejszy cios w życiu prosto w jego twarz. Odskakuje na tyle, że mogę się odwrócić i rzucić prosto na mężczyzn, którzy wciąż atakują mojego tatę.

„Kaelen... nie walcz z nimi... zrób to, co musisz... by przeżyć... uciekaj... kocham cię... synu”. Link od taty przeszywa mnie, zostawiając mnie bez ruchu. Wiem, że nieważne, co teraz zrobię i jak bardzo bym chciał, by było inaczej, to są ostatnie słowa, jakie kiedykolwiek usłyszę od mojego ojca. Próbuję mu odpowiedzieć, ale połączenie jest zerwane. Wiem, że odszedł.

— TATO! — ryczę, a ze mnie wyrywa się szloch, ale nie ma odpowiedzi, on się nie rusza. Przysiągłem, że wyjdziemy stąd żywi razem albo razem polegniemy, i zamierzam trzymać się tego planu.

— WY PIERDOLONE BĘKARTY! — ryczę, a moja krew Bety płynie we mnie jak nigdy dotąd. Rzucam się na Alfę, ale jego sługusy mnie powstrzymują i on znów chwyta mnie za gardło. W tej chwili mam to głęboko gdzieś, czy mnie wykończy.

— Zrób to, Alfo! — wypluwam te słowa i w nagrodę dostaję złowieszczy uśmieszek, jakiego nigdy u niego nie widziałem, po czym czuję, jak uścisk się zacieśnia. Nawet nie próbuję walczyć, jestem gotowy odejść.

Wolałbym odejść z moim tatą niż zostać tutaj z tymi draniami. Chciałbym tylko wiedzieć, że z Lylah będzie wszystko w porządku. On wciąż zaciska rękę, a ja zaczynam czuć, jakby moje oczy puchły. Czuję pulsowanie z tyłu gałek ocznych i zaczynam się pocić, gdy serce zwalnia. Wszystko to dlatego, że jestem gejem. Wszystko to, bo nie chciałem poddać się woli Alfy. Wszystko to, bo tata i ja chcieliśmy być od nich wolni. Mój świat zaczyna powoli blaknąć, ale śmiech Alfy wciąż obija mi się o bębenki.

— Tato, przestań! — ryczy Trist, ale jest już za późno. — Kaelen, tak bardzo przepraszam! — Patrzy na mnie i w końcu... w końcu po czasie, który wydawał się wiecznością, widzę go. Widzę mojego najlepszego przyjaciela Trista i widzę zrozpaczony wyraz jego twarzy.

— Jest okej, słodkie policzki — wykrztuszam z chichotem. Przez krótką chwilę uśmiecha się do mnie, zanim zostaje odciągnięty przez dwóch wojowników. Rzucam ostatnie spojrzenie na bezwładne ciało mojego taty na ziemi, po czym zamykam oczy, gotowy powitać śmierć... W końcu będę wolny...

— ZABIERAJ TE SWOJE PIERDOLONE ŁAPY OD MOJEGO MATE, ALBO WYRWĘ CI GARDŁO!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 - Jego przeznaczony Gamma | StoriesNook