languageJęzyk

4

Autor: Emery Rose4 kwi 2026

POV: EMERY

– Wracaj do swojej klatki, mały książę.

Głęboki głos przeciął cienie. Emery zamarł tak szybko, że jego buty zaszurały po kamieniu. Nie miał nawet czasu się odwrócić, zanim z ciemności zmaterializował się lord Viktor. Naznaczony blizną Likan poruszał się bezszelestnie, niczym drapieżny duch górując nad Emerym z zimnymi, martwymi, szarymi oczami.

Emery potknął się o własne nogi, wycofując się do tyłu, a jego tętno biło gorączkowo w gardle.

Viktor uśmiechnął się kpiąco, ale w wyrazie jego twarzy brakowało jakiegokolwiek życia. – Nawet nie dopuszczaj do siebie myśli o bohaterstwie. Czy masz w ogóle pojęcie, gdzie stoisz?

– R-Ravenwood – wydukał Emery, cofając się, aż jego kręgosłup uderzył o zamarzniętą, kamienną ścianę. – Forteca Wielkich Władców.

Lord Orion spokojnie wyłonił się zza korytarza. – Albo, jak to barwnie ujmują wasze księgi historyczne, *Szepcząca Otchłań*. – Wytworny lord rzucił Viktorowi wymowne spojrzenie. – Oszczędź chłopcu krwawych szczegółów, Viktorze. Muszę iść na spotkanie rady.

Zanim Emery zdążył w ogóle pomyśleć o ucieczce za mniej przerażającym z lordów, Viktor zablokował całą szerokość korytarza. – Nie, niech posłucha – mruknął zimno Viktor. – Niech zrozumie dokładnie, dlaczego życie jego siostry znaczy mniej niż brud na moich butach.

Oddech Emery'ego stał się płytki.

– Pięć wieków temu – zaczął Viktor, zniżając głos do ostrego jak brzytwa szeptu, który ciął powietrze – żyliśmy w doskonałej harmonii ze śmiertelnikami. Wtedy król ludzi wysłał swojego ulubionego księcia, by zaprzyjaźnił się z naszym młodym dziedzicem. Przy szampanie i fałszywym śmiechu książę wydobył z niego naszą jedyną słabość: Księżyc Zaćmienia.

Viktor zrobił powolny, groźny krok bliżej. Emery zamknął oczy, w pełni spodziewając się, że zostanie wypatroszony na miejscu.

– To była jedna noc co pięćset lat, kiedy księżyc odbiera nam naszą nienaturalną siłę. Stajemy się krusi jak niemowlęta. Ludzie zaatakowali tej właśnie nocy. Wmaszerowali do naszych sal i wyrżnęli nasze śpiące partnerki, nasze dzieci. – Szare oczy Viktora zaszły mgłą, ale nie było w nich smutku – jedynie nieskończona, bezdenna nienawiść. – Wielki Król Alaric, najbardziej przerażający Likan, jaki kiedykolwiek zaczerpnął tchu, zniszczył własny umysł, by ocalić resztki swojego ludu. Popchnął własne ciało poza granice poczytalności i przełamał ludzkie oblężenie, lecz zapłacił za to absolutną cenę.

Emery przełknął nerwowo ślinę, zniesmaczony ponurą rzeczywistością, do której doprowadził jego własny gatunek. – Całkowicie zdziczał.

– Kompletna utrata zmysłów – potwierdził sucho Viktor. – Zbawiciel stał się bezmyślną maszyną do rzezi. Od pięciu wieków Alaric jest zamknięty w podziemnych celach pod tą właśnie podłogą. Lecz nawet całkowicie zdziczała bestia jest uwiązana dwiema pierwotnymi kotwicami… Krwią. I seksem.

Emery pokręcił głową, a zaprzeczenie wywróciło jego żołądek na drugą stronę. – Nie…

– Tak – Viktor wkroczył w przestrzeń Emery'ego, a jego imponujący wzrost pogrążył go w całkowitej ciemności. – Jego żywiciel krwi nakarmił go wczoraj. Dziś w nocy trzeba ukoić jego cielesną furię. To dlatego zakupiono twoją siostrę. A jeśli bestia złamie jej kręgosłup, zanim noc dobiegnie końca, jutro wrzucę tam ciebie.

Emery opadł na kolana. Szorstki kamień boleśnie obił jego skórę, ale on tego nie czuł. Łzy zamazały mu wizję, całkowicie niszcząc stoicką fasadę, którą utrzymywał przez dwadzieścia jeden lat. – Błagam – zaszlochał, słabo drapiąc ciężki rąbek białej szaty Viktora. – Nie możesz tego zrobić! Ona nie przeżyje! Jest człowiekiem, jest delikatna! Wrzucacie ją do maszynki do mięsa!

Viktor nie drgnął. Nawet nie spojrzał w dół.

– Niewolnik nie błaga. Niewolnik jest posłuszny. – Viktor odkleił drżące dłonie Emery'ego od swoich szat z upokarzającą łatwością. – Powodzenia w próbach ucieczki. Za każdy krok w stronę bram zarobisz pięćdziesiąt batów.

– Ty potworny bękarcie! – krzyknął Emery, a jego fałszywie głęboki głos się załamał; trzewny ból rozdzierał mu gardło. – Nie jesteście bogami! Jesteście bezmyślnymi, sadystycznymi bestiami!

Viktor zatrzymał się w przejściu, zerkając przez swoje szerokie ramię. – Z twoich ust, mały człowieku, to komplement. I zapamiętaj: Wielki Lord Viktor.

Likan natychmiast rozpłynął się w cieniach, pozostawiając Emery'ego samego w ogłuszającej ciszy korytarza.

Emery opadł całkowicie na deski podłogowe, zwijając swoje drżące ciało w kłębek. Czas minął. Jego siostra szła na rzeź, a na niebie nie było żadnego boga, który przyszedłby im na ratunek.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki