– O mój Boże... co to, do cholery, jest?
Cale zatrzasnął brązową teczkę, odrobinę zbyt głośno. Jego palce zatrzymały się na rogu ostatniej strony, jakby w nadziei, że po prostu źle ją przeczytał. W tymczasowym archiwum Callister Group panowała cisza, przerywana jedynie cichym buczeniem klimatyzatora. Przeczesał dłonią włosy, a na jego twarzy malowało się całkowite niedowierzanie.
– To nie ma najmn






