~Cressida~
– Oto lista gości, którzy wezmą udział w ślubie. Zapoznaj się z tymi nazwiskami. Dołączyłam też krótkie informacje na ich temat. Chociaż Lucius został zmuszony do tego małżeństwa, nie chce zostać upokorzony. Zgodnie z jego instrukcjami, będziecie mieli godną ceremonię – opisała Rowena.
Cressida pokiwała głową, kładąc listę na szafce nocnej. Ponownie skupiła uwagę na Rowenie i zapytała: – Co więc będziemy dzisiaj robić? –
– Zacznijmy od oprowadzenia cię po domu watahy. Po południu poszukamy twojej sukni ślubnej i zdecydujemy o przygotowaniach. Oczywiście zabiorę cię również na wycieczkę po mieście – żebyś poznała niektórych członków watahy – wyjawiła Rowena.
Ich pierwszym punktem w programie była część mieszkalna rodziny Vane'ów. Znajdowała się na tym samym piętrze, co jej pokój. Wewnątrz wisiały portrety poprzednich członków rodziny Vane, którzy przewodzili watasze.
– To Kevin Vane, ojciec Luciusa. Był najdłużej panującym Alfą, który rządził naszą watahą – opisała Rowena. Uśmiechnęła się, dodając: – Wiesz, on ocalił moją rodzinę. Sprowadził nas z sąsiedniej watahy, która cierpiała z powodu biedy. –
– To piękne – zauważyła Cressida. – Musiał być dobrym alfą. Czy jabłko padło daleko od jabłoni? –
Uświadamiając sobie własne słowa, Cressida zacisnęła usta. Powiedziała: – Przepraszam. Nie miałam tego na myśli. –
Rowena zachichotała. Odpowiedziała: – Nie mogę go winić. Alfa Lucius wiele przeszedł. –
– Jego rodzice zginęli, gdy miał zaledwie dziesięć lat. Jego wuj tymczasowo przejął watahę, dopóki on sam nie był gotowy do rządzenia. Tylko po to, by dowiedzieć się, że to ten sam wuj zaaranżował śmierć poprzedniego alfy i luny, i nigdy nie zamierzał przekazać władzy Luciusowi. Jego wuj zginął z jego własnych rąk – wyjawiła Rowena. – Ogrom zdrady, jakiej doświadczył, zamienił jego serce w kamień, i to dosłownie. –
– Ale pamiętasz, co powiedziałam ci zeszłej nocy? – zapytała Rowena.
Cressida skinęła głową i odpowiedziała: – Tak, że nie jest tym, kim się wydaje? Więc wcale nie jest z kamienia? Mnie to tak nie wygląda. –
Rowena westchnęła, po czym posłała jej uśmiech. Odpowiedziała: – On nie powierza łatwo nikomu swojego prawdziwego ja. Znowu to powtórzę – bądź cierpliwa. Jesteś tu nowa, stałaś się niewiadomą w jego planach. Staraj się mu nie sprzeciwiać, a będziesz miała tu spokojne życie. –
Z marszczycielą brwi Rowena dodała: – Nawet jako kontraktowa żona. –
***
Przez resztę dnia Rowena oprowadzała Cressidę po mieście. Cressida poznała wielu członków watahy i była zaskoczona tym, jak gościnnie ją przyjmowali. Za każdym razem, gdy ją komuś przedstawiano, Cressida witała się z szacunkiem i posyłała swój najszczerszy uśmiech.
– Czy to nasza przyszła Luna? Król dobrze wybrał. Jest piękna jak kwiat! –
– Miło cię poznać, nasza przyszła Luno. –
– Jest córką Alfy, prawda? Nic dziwnego, że ma tak wspaniałe maniery. –
Kiedy podchodziły do niej dzieci, obdarowywała je uściskami. To sprawiło, że Cressida przypomniała sobie o młodszym rodzeństwie Doriana i Marcelli, a widok młodych szczeniąt sprawił, że poczuła się bezradnie wzruszona.
– Cześć, jestem Celestia. Jesteś taka piękna! – powiedziała mała dziewczynka. – Chcę być tak piękna jak ty! –
Słowa małej wilczycy wywołały uśmiech na twarzy Cressidy. Uklękła przed malutką i powiedziała: – Ty jesteś równie piękna. Uwielbiam twoje warkocze. –
– Dzięki! Moja mama mi je zrobiła! – powiedziała dziewczynka, wskazując na swoją matkę.
Matka Celestii okazała się być dobrze znaną w mieście akuszerką. Miała na imię Minerwa. Skłaniając głowę na powitanie przyszłej Luny, Minerwa zasugerowała: – Kiedy zajdziesz w ciążę z dzieckiem Alfy, osobiście się tobą zaopiekuję. –
To sprawiło, że Cressida się zarumieniła. Stojąca obok niej Rowena nie mogła powstrzymać się od chichotu. Ona jednak wiedziała, że to nigdy nie nastąpi. Była tylko żoną na papierze i Lucius nigdy nie zabierze jej do łóżka. Co więcej, sama tego chciała.
Cressida wciąż miała nadzieję oddać się jedynie swojemu prawdziwemu przeznaczonemu.
Udając uśmiech, odpowiedziała: – Byłoby miło, Minerwo. Cudownie było cię poznać. Wszyscy sprawiliście, że poczułam się dziś jak w domu. A nawet lepiej niż w domu. –
Po długim dniu spędzonym na zwiedzaniu miasta, Cressida pragnęła jedynie szybko położyć się spać. Kiedy Rowena przeprosiła ją, by udać się do biura Luciusa, Cressida pobiegła do swojego pokoju.
Gdy tylko weszła po schodach, usłyszała za sobą szybkie, męskie kroki. Nie musiała się odwracać, by wiedzieć, do kogo należały.
Powietrze wokół niej stało się ciężkie i czuła się tak, jakby pochłaniała ją potężna aura mężczyzny, a była pewna, że to mógł być tylko Alfa Lucius.
Serce Cressidy zabiło szybciej. Rozkazała samej sobie: „Szybciej, Cressida! Szybciej!”.
Kiedy dotarła do swojego pokoju, szybko chwyciła za klamkę, gotowa się ukryć. Usłyszała jednak słowa Luciusa: – Stój! Okaż szacunek swojemu Alfie! –
Cressida wciągnęła powietrze i odwróciła się do Luciusa, mówiąc: – Alfo Luciusie. Moje przeprosiny. Nie zdążyłam się jeszcze oswoić z twoim zapachem. Nie zorientowałam się, że to ty. – Skłaniając głowę, dodała: – Dobry wieczór. –
– A co jest dobrego w tym wieczorze? – zapytał Lucius swoim zwyczajowym, lodowatym tonem.
Oczy Cressidy wędrowały od lewej do prawej, próbując znaleźć odpowiednie słowa. W końcu odpowiedziała: – Miałam wspaniały dzień, spotykając się z twoimi ludźmi, Alfo. Twoja wataha jest pełna życzliwych członków. To prawdziwy zaszczyt móc tu być. –
– Czy dlatego wmusiłaś się w to małżeństwo? – zapytał stanowczo.
– Obiecuję ci, Alfo. To nie była moja prośba. Jedyne, czego chciałam, to skończyć dwadzieścia jeden lat i pewnego dnia być z moim przeznaczonym – wyznała.
Cressida nie wiedziała dlaczego, ale wydawało się, jakby powietrze stało się lodowate, a z alfy uchodziła negatywna energia. Warknął głucho, a Cressida czuła, jak jego wzrok przepala ją na wylot.
– To, że przeniosłem cię do pokoju obok, nie znaczy, że jesteś o krok bliżej zdobycia moich względów. – Przypomniał, podchodząc bliżej. – Nawet przez chwilę nie myśl, że jesteś tu, w tej watasze, naprawdę mile widziana, bo moi ludzie nie wiedzą, w jaki sposób zostałaś mianowana moją Luną! –
Cressida w końcu cofnęła się w głąb swojego pokoju, podczas gdy Lucius mówił dalej, a jego kroki również powiodły go do środka.
– Pamiętaj o naszej umowie. Jesteś tylko kontraktową żoną. I tylko tym będziesz. – Lucius parsknął i ciągnął: – Nie chcę dziś w nocy słyszeć twoich krzyków. Śpij w łóżku i ani się waż spać na podłodze. Nie zmuszaj mnie, bym tu przyszedł i sam przywiązał cię do łóżka. –
– Pamiętaj, masz trzymać się ode mnie z daleka i unikać powietrza, którym ja oddycham! – dodał.
Cressida poczuła dreszcze na plecach po jego upomnieniu. Skończyło się na tym, że wstrzymała oddech, stosując się do jego ostatniego polecenia.
– Wyjdź! – rozkazał.
Zdezorientowana Cressida zapytała: – Dokąd? Mam wrócić do poprzedniego pokoju? –
Lucius zmarszczył brwi. I po prostu wyszedł, zostawiając ją samą w nowym pokoju. Wrócił na korytarz i zszedł po schodach.
Cressida była całkowicie zbita z tropu. Zastanawiała się: „Czy on tu przyszedł tylko po to, żeby mi to powiedzieć?”.
***
Cressida ułożyła kołdrę na podłodze. Minęły dwie godziny, odkąd próbowała zasnąć, ale na próżno. Uznała, że powinna znów spróbować zasnąć na podłodze.
Zanim to zrobiła, zamknęła drzwi na klucz, łącznie z drzwiami łączącymi jej pokój z pokojem Alfy Luciusa. Powiedziała sobie: – Nie ma mowy, żeby dowiedział się, że spałam na podłodze. Poza tym, co go to w ogóle obchodzi? –
Spojrzała przez okno i upewniwszy się, że nie będzie padać, ułożyła się i zamknęła oczy, by zasnąć.
Tamtej nocy znów śniła o Luciusie, o jego czułych pieszczotach, a mogłaby przysiąc, że powietrze wokół pachniało lasem z nutą przypraw. Po śnie o Luciusie, przyśnił jej się zimowoszary wilk, którego sierść lśniła w świetle księżyca.
Lśniący wilk powiedział: – Idę po ciebie. Idę po ciebie. –
Cressida obudziła się, czując gęsią skórkę na całym ciele. Słowa zimowoszarego wilka wciąż odbijały się echem w jej głowie: „Idę po ciebie”.
– Co to miało znaczyć? – zapytała samą siebie, ale zanim zdążyła skupić się na swoim śnie, jej oczy rozszerzyły się, gdy zdała sobie sprawę, że spała w łóżku, a nie na podłodze!
Wzięła ostry wdech, a jej wzrok padł na drzwi łączące jej pokój z sypialnią Alfy Luciusa. – Nie, to niemożliwe. –






