languageJęzyk
Strona główna/Uderzenie w twarz/Kontraktowa Luna Alfy/Rozdział 6: Cele bezpieczeństwa

Rozdział 6: Cele bezpieczeństwa

Autor: Adela Nowak20 kwi 2026

~Silvanus~

– Wysłałeś Serafinę do Stada Ravenscroft? – zapytał nagle Lucjusz w samym środku dyskusji o wojnie.

– Ach, tak, Alfo. Powinna tam dotrzeć jutro – odpowiedział Silvanus. – Wkrótce będziemy mieć wieści o Cressidzie.

– Na czym stanęliśmy? – zapytał Lucjusz, a choć omawiali sprawy wojenne, Silvanus widział, że myśli jego alfy krążą gdzie indziej. – Kurwa! Nie mogę się skupić!

Silvanus rozumiał, skąd brał się ten niepokój. Patrzył, jak jego alfa raz po raz wzdycha, jakby nie potrafił zdecydować, od czego zacząć.

Trwała nierozstrzygnięta wojna między Elizjum a Nokturnem. Dotknęła ona wybrzeża na południu kraju. Chociaż południowa część tych ziem nie należała do terytorium stada Lucjusza, jako jeden z zaufanych alfów pod rządami króla Reginalda, to on odpowiadał za obronę tego obszaru.

A teraz musiał jeszcze radzić sobie z nagłym małżeństwem z kobietą, którą ledwie znał.

„Mimo wszystko to do niego niepodobne, by kobieta miała na niego taki wpływ” – pomyślał Silvanus. „Co takiego jest w tej Cressidzie, że tak wyprowadziła mojego alfę z równowagi? I to w niecałe dwadzieścia cztery godziny?”

Wcześniej tego dnia Lucjusz zapytał, czy Cressida jadła śniadanie. Kiedy Silvanus zameldował, że zjadła razem z personelem kuchennym, jego wargi drgnęły, jakby z rozczarowania.

Później, wspominając ubiegłą noc, Lucjusz okazał cień troski o Cressidę. Może i próbował to ukryć, ale jako jego wieloletni przyjaciel i beta, Silvanus przejrzał go na wylot.

Najbardziej zaskakujące było to, że Lucjusz rozkazał przenieść Cressidę do pokoju obok swojego. I nie był to zwykły pokój, ale przylegający apartament! „Dlaczego to zrobił? Przecież nie znosił Cressidy?”

Zadając sobie te pytania, Silvanus nie mógł zaprzeczyć, że jemu również było żal Cressidy. W końcu to on sprowadził ją do stada. Dostrzegł jej szczerą naturę i był niemal pewien, że nie jest taką kobietą, za jaką ją mieli.

Koszmar, z którym zmagała się Cressida, nie był błahy. Jej krzyki były prawdziwe, a przerażenie brzmiące w jej głosie przyprawiło go o dreszcze aż do szpiku kości. Silvanus czuł, że Cressidzie przytrafiło się coś, co zraniło jej duszę; coś, co nawiedzało ją we śnie.

– Jeszcze raz! Na czym stanęliśmy? – zapytał Lucjusz.

– Wrogowie wciąż wracają. Mimo że stracili tak wielu ludzi, wydają się zdeterminowani, by przejąć terytoria na południowym wybrzeżu – zameldował Silvanus.

Z westchnieniem Lucjusz rozkazał: – Stada na południowym wybrzeżu wycierpiały już zbyt wiele. Przesiedlcie je, dopóki wojna nie zostanie wygrana.

– Tak, Alfo – odparł Silvanus.

– Poszukajcie dodatkowych wojowników z sąsiednich stad i rozkażcie im wyruszyć na front. Oczywiście za zgodą króla – zarządził Lucjusz. – Wyślijcie też batalion naszych ludzi.

– Tak...

Właśnie wtedy usłyszeli pukanie do drzwi. Silvanus od razu wiedział, że to jego przeznaczona, Rowena. – Wróciłyśmy!

Silvanus zauważył, jak głowa Lucjusza odwróciła się gwałtownie w stronę Roweny. Jego pierwsze słowa brzmiały: – Gdzie ona jest?

– Kto, Alfo? – zapytała zdezorientowana Rowena.

– Ta niewdzięczna kobieta, która nawet nie podziękowała mi za przeniesienie jej do lepszego pokoju – odpowiedział z goryczą Lucjusz.

Z szeroko otwartymi oczami Rowena szybko odparła: – Och, Cressida? Poszła prosto do swojego pokoju. Zjadłyśmy już kolację, więc ona...

Silvanus był zaskoczony. Patrzył, jak jego alfa wypada z gabinetu, uderzając ciężko krokami o podłogę. Spojrzeli po sobie z Roweną, próbując odgadnąć, dokąd zmierzał.

– Czy on idzie... się z nią zobaczyć? – zapytała Rowena.

– Ja... na to wygląda – odparł Silvanus.

Kilka minut później Lucjusz wrócił w jeszcze gorszym nastroju niż wcześniej.

***

Kilka godzin później.

Silvanus i Rowena rozmawiali o tym, jak Cressida zachowywała się w stosunku do członków stada. Opowieść Roweny o minionym dniu jedynie potwierdziła jego opinię o Cressidzie. Miała świetne podejście do ludzi i dzieci. Dzięki swojemu urokowi i charakterowi łatwo podbijała ich serca.

– Myślę, że nie jest wcale taka zła. Po prostu zabrakło jej szkolenia na przywódczynię – zasugerowała Rowena. – Może mogłaby być dobrą luną?

– Hmmm. Nie wiem. Postaraj się zbytnio do niej nie zbliżać, Roweno. Wiesz, jak bardzo Lucjusz zabiega o zmianę decyzji króla w jej sprawie. Jeśli wreszcie wygra tę wojnę, z pewnością poprosi o uwolnienie z tego małżeństwa. Zanim się obejrzymy, może dojść do rozwodu. Kolejnym wydarzeniem, w którym weźmiemy udział, będzie ceremonia odrzucenia – przypomniał Silvanus.

– Postaram się, ale trudno jej nie lubić. Gdybyś spędził z nią trochę czasu, wiedziałbyś, o czym mówię – odpowiedziała Rowena.

Silvanus nie zareagował. Próbował odrzucić tę myśl, ale doskonale wiedział, co jego przeznaczona ma na myśli. W końcu spędził z Cressidą dwa dni, podróżując ze Stada Ravenscroft do Stada Obsydianowego Szczytu.

Odpoczywając u boku swojej partnerki, Silvanus miał już zamknąć oczy, gdy nagle usłyszał w myślach głos swojego alfy: „Daj mi wszystkie klucze do wszystkich pokoi”.

„Alfo Lucjuszu? Słucham?” – Silvanus chciał się upewnić, że dobrze usłyszał. Zresztą, po co mu wszystkie klucze?

„POTRZEBUJĘ. WSZYSTKICH. KLUCZY. DO. WSZYSTKICH. POKOI” – połączył się z nim mentalnie Lucjusz.

„Po co?” – odparł w myślach Silvanus.

Nastąpiła nagła cisza ze strony Alfy i Silvanus nie był pewien, czy będzie on obstawał przy swoim żądaniu. W końcu Lucjusz odezwał się: „Względy bezpieczeństwa”.

„I potrzebujesz kluczy do wszystkich pokoi?” – upewnił się Silvanus.

„Głuchy jesteś? Nie słyszysz, jak mówię... DO WSZYSTKICH POKOI?” – powtórzył Lucjusz.

„Do naszego też?” – dopytywał Silvanus.

Mógł już sobie wyobrazić, jak jego Alfa chrząka z niezadowoleniem, ale w końcu Lucjusz odpowiedział: „Dobrze, oprócz twojego pokoju. Daj mi wszystkie klucze do pokoi!”

Zajęło to kilka minut, ale ostatecznie Silvanus znalazł się pod drzwiami Lucjusza, przekazując mu pudełko ze wszystkimi zapasowymi kluczami do domu stada, z wyjątkiem pokoju, który dzielił ze swoją przeznaczoną, Roweną.

Wręczając pudełko, Silvanus zapytał, kierując wzrok na pokój Cressidy: – Chyba nie zamierzasz otworzyć jej pokoju, prawda?

Lucjusz prychnął z drwiną. Odpowiedział: – A niby po co? Musiałem zamknąć swój pokój od wewnątrz. Nie chcę, żeby ta kobieta wchodziła mi do łóżka.

– Myślisz, że weszłaby ci do łóżka, alfo? – zapytał Silvanus, próbując uświadomić swojemu alfie prawdę.

– Każda córka alfy, która mnie poznała, próbowała to zrobić. Ona nie jest żadnym wyjątkiem! – odparł Lucjusz.

„Cóż, nie sądzę, żeby ta to zrobiła”. Beta Silvanus tylko to pomyślał, ale nie odważył się wypowiedzieć swoich myśli na głos.

– Powtarzam, to ze względów bezpieczeństwa – upierał się alfa. – Wracaj do swojego pokoju, beto.

***

Następnego dnia Silvanus dogonił Rowenę i Cressidę, zanim wyruszyły do miasta. Przechodząc przez podjazd, podsłuchał ich rozmowę.

– Musiałam wczołgać się z powrotem do łóżka. Przysięgam, że spałam na podłodze, a rano obudziłam się w łóżku – opowiadała Cressida Rowenie.

– Musiałaś sama wejść do łóżka. Przestań sypiać na podłodze, Cressido! To nie jest twój dawny dom. Pamiętaj, to miejsce jest lepsze niż twój dom – pocieszała ją Rowena.

Odchrząkując, Silvanus życzył Cressidzie dzień dobry. Pocałował Rowenę na pożegnanie i pomógł im wsiąść do samochodu.

Wracając myślami do tego, co właśnie odkrył, Silvanus pokręcił głową. Mruknął do siebie: – O, świetnie, Alfo Lucjuszu. Jesteś pełen niespodzianek.

***

Wchodząc do gabinetu Alfy, Silvanus zauważył, że Lucjusz ma dużo lepszy humor. Uśmiechnął się, pytając: – Dobry dzień, Alfo?

Lucjusz jedynie mruknął. Nie zaprzeczył ani nie potwierdził.

– Założę się, że miało to coś wspólnego z twoją wczorajszą kontrolą bezpieczeństwa, Alfo – rzucił żartobliwie Silvanus. Zaśmiał się, ale szybko zamilkł, widząc mordercze spojrzenie Lucjusza.

– Chcesz, żebym wysłał cię do Nokturnu, Silvanusie? – zagroził Lucjusz.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki