languageJęzyk

5 - Alpha Vandrak

Autor: Skylar Quinn13 maj 2026

(Alfa Vandrak)

Było w niej coś, czego nie potrafiłem się pozbyć. Nie rozumiałem tego. Sądząc po tym, co czułem, gdy na nią patrzyłem, myślałem, że może być moją towarzyszką. Jednak to uczucie nie było tak silne, jak się spodziewałem, a jednocześnie o wiele potężniejsze niż cokolwiek, co kiedykolwiek poczułem do kogoś innego.

Oczywiście zauważyłem jej uderzającą urodę, ale chodziło o coś więcej. O coś więcej niż jej kruczoczarne włosy. Chodziło o sposób, w jaki opadały jej na ramię; niemal wyciągnąłem rękę, by sprawdzić, czy są tak miękkie, na jakie wyglądały.

Chodziło o coś więcej niż spojrzenie jej szeroko otwartych, jasnotrawiastych oczu, gdy na sekundę napotkały moje. Chodziło o to, jak czułem, że mój świat zadrżał w posadach, gdy to się stało.

Zdawała się nie ulegać mojemu wpływowi, nie w taki sposób, w jaki robili to wszyscy inni. Nawet gdy powściągałem swoją królewską aurę, wiedziałem, że dla innych wilków i ludzi wciąż jest ona trudna do zniesienia. Ona zdawała się mnie nawet nie zauważać i uporczywie patrzyła gdzieś obok mnie, bez względu na to, ile razy próbowałem zacząć rozmowę.

Nie rzucała mi się też na szyję, jak wiele kobiet, które spotykałem, nawet tych, które miały już partnerów. Nie byłem zarozumiały, ale powiedziałbym, że moja pewność siebie była w pełni uzasadniona tym, jak świetny byłem w… cóż, we wszystkim.

Nie mogłem przestać jej obserwować. Tego, jak przygryzała dolną wargę i jak mrużyła brwi, kiedy się krzywiła.

Jak mogła tego nie czuć?

Kiedy powiedziała mi, że jest następną Luną, myślałem, że żartuje. Ta klasycznie piękna blondynka zdawała się przyciągać całą uwagę przyszłego Alfy – Korbyna, Kaelena, Koverna? Nie miałem pojęcia i szczerze mówiąc, nic mnie to nie obchodziło.

Chociaż byłem gościem honorowym – a zawsze nim byłem na takich imprezach – to były urodziny tamtego gościa, a jego towarzyszka i przyszła Luna powinna zawsze siedzieć obok niego.

Chciałem zostać dłużej i spróbować po raz kolejny wciągnąć ją w rozmowę, ale wezwano mnie na ważne spotkanie z inną watahą, która unikała mnie od tygodni.

To było wydarzenie, w którym od początku nie chciałem brać udziału, a teraz nie chciałem odchodzić. Przez nią.

Sam nie wiem, dlaczego w ogóle tam pojechałem. To były tylko urodziny przyszłego Alfy średniej wielkości watahy. Technicznie podlegali naszej jurysdykcji, choć tytuły królewskie były raczej honorowe, ale nigdy nie przyjechałbym na coś tak nieistotnego.

Jednak coś kazało mi tam jechać i zastanawiałem się, czy to z jej powodu.

Ale to nie mogło być to, bo była przeznaczona innemu, i nie miało znaczenia, że nie mogłem przestać o niej myśleć. Należała do kogoś innego.

Musiałem się przekonać, mimo że było już za późno. Musiałem znaleźć sposób, by wyrzucić ją z głowy.

Przyjąłem więc zaproszenie na jej Ceremonię Luny, podczas której mieli jednocześnie objąć stanowiska Alfy i Luny. Serce mnie bolało na myśl o tym, że oficjalnie stanie się jego, ale przecież już była. Nosiła jego naznaczenie.

Musiałem tylko zobaczyć ją ten ostatni raz, żeby pokazać mojemu wilkowi, że to nic takiego, że to, co się we mnie obudziło, było tylko przypadkiem, pewnie przez drinki, które piłem tamtej nocy.

Musiałem po prostu zostawić to za sobą. I żeby to zrobić, musiałem ją zobaczyć.

Myśli o niej mąciły mi w głowie, gdy wieziono mnie z powrotem na Terytorium Azure-Crest. Jak smakowałyby jej pełne usta, jak czułbym jej miękkie włosy splątane w moich dłoniach, o czym myślała, kiedy marszczyła brwi, co oznaczał ten uśmiech, który posyłała innym, a który nie wydawał się szczery.

O czym ja myślałem? Była zajęta, miała zostać Luną, a ja pożądałem kogoś, kto już należał do kogoś innego i kogoś innego zaakceptował.

Nawet jeśli czyniło mnie to irracjonalnie zazdrosnym o innego mężczyznę – a zazdrość nie była uczuciem, które znałem.

- - - - -

— Alfo Harkonie, Luno Vespero. — Złożyłem wyrazy szacunku obecnej parze przywódczej, nawet jeśli za chwilę mieli przekazać swoje tytuły.

— Alfo Vandraku. — Oboje skinęli głowami w lekkim ukłonie.

— To dla nas absolutny zaszczyt gościć pana tutaj — wykrzyknęła Luna, ściskając ramię swojego partnera.

— Przepraszam, że ostatnim razem musiałem wyjechać tak wcześnie; wypadło mi coś pilnego.

Alfa skinął głową. — Oczywiście, rozumiemy. Doceniamy, że wrócił pan na tę uroczystość. Jeśli znajdzie pan później czas, jestem pewien, że mój syn chętnie porozmawia o przyszłych relacjach między nami.

— Zobaczę, czy uda mi się to wcisnąć do grafiku.

— Świetnie. — Posłał mi wymuszony uśmiech. Nie dbało mnie to, czy pomyśli, że ich zbywam. Bo tak właśnie było.

Skinąłem głową i odwróciłem się. Chciałem mieć to już za sobą. W najlepszym scenariuszu to, co czułem, było jednorazowym impulsem, ale w głębi duszy wiedziałem, że tak się nie stanie. To, co czułem, to, co wiedziałem, nie zamierzało zniknąć. Prawdopodobnie tylko się nasili, ale musiałem mieć pewność.

- - - - -

Ceremonia była tym samym nudnym widowiskiem, których zawsze unikałem.

Nowy Alfa, Kaelen, wszedł na scenę obok swojego ojca. Poczułem narastające napięcie, gdy wywołano Lunę.

Mój wzrok utkwiony był w przeciwnej stronie sceny, skąd, jak przypuszczałem, miała wyjść. Każda cząstka mnie była na tym skupiona. Nie wiedziałem, czy to oczekiwanie, czy lęk; bałem się, że znów poczuję te wszystkie rzeczy.

Musiałem się otrząsnąć, ale już wyobrażałem sobie jej kruczoczarne włosy, które zdawały się odbijać światło przy każdym jej ruchu. Pragnąłem jej błyszczących zielonych oczu skupionych na mnie, nawet jeśli miałoby to trwać tylko krótką chwilę.

Cholera, nie powinienem był przyjeżdżać.

Dotarło do mnie mgliście, że właśnie ogłoszono Lunę, gdy jakaś postać zaczęła iść w stronę sceny. Moje serce niemal zamarło w oczekiwaniu podszytym lękiem.

Nie wiedziałem, czy czuję ulgę, czy dezorientację, gdy na scenę weszła wysoka, długonoga blondynka – ta sama, o której ostatnim razem pomyślałem, że jest przyszłą Luną. Jej brzuch był zaokrąglony; położyła dłoń na swojej białej sukni do ziemi. Nie zauważyłem w niej nic poza tym. Gówno mnie obchodziła.

Czy Elara – dowiedziałem się, jak ma na imię, tuż po tym, jak ostatnio wyjechałem – czy ona kłamała?

Nie siedziała obok Kaelena na jego przyjęciu urodzinowym, ale tamtej nocy jej oczy nie opuszczały go ani na sekundę. Powiedziała, że jest przyszłą Luną, ale może po prostu kochała tego nowego Alfę? Może była jego byłą, którą odsunął na boczny tor, gdy znalazł swoją prawdziwą towarzyszkę. Widziałem to nazbyt często.

To nie miało sensu, ale przecież jej nie znałem.

— Lysandra jest w życiu Kaelena dłużej niż ktokolwiek inny. — Luna Vespera uśmiechnęła się do blondynki i swojego syna. — Nie są partnerami z przeznaczenia, ale mimo to są dla siebie stworzeni.

Co?

— Jesteśmy zaszczyceni i uszczęśliwieni, że Lysandra idzie w moje ślady jako Luna i że ona oraz potomek mojego syna będą kontynuować linię Krossów. — Jej oczy zaszkliły się; wyglądało to na szczere wzruszenie.

Te uroczystości zawsze stawały się tak cholernie emocjonalne bez żadnego powodu.

— Synu. — Alfa Harkon uścisnął dłoń syna.

Nie zwracałem uwagi na resztę. Słyszałem to już milion razy.

Moja uwaga skupiona była na Kaelenie i Lysandrze. Ona nie przestawała dotykać swojego brzucha. Wiedzieliśmy, że jest w ciąży, i w tym momencie wyglądało to na zwykłe przedstawienie.

Zdawali się być zakochani, a przynajmniej zauroczeni, ale rzadko zdarzało się, by tak młody Alfa brał sobie wybraną towarzyszkę. Ja objąłem stanowisko Alfy pięć lat temu, mając dziewiętnaście lat, i nigdy nie odnalazłem swojej. Moja towarzyszka uczyniłaby mnie silniejszym, uczyniłaby watahę silniejszą, kiedy już ją znajdę. Ale nie potrzebowałem nikogo do pomocy. Miałem od tego mojego Betę i Gammę, dopóki ona się nie pojawi.

Zastanawiałem się, dlaczego on poczuł potrzebę wzięcia wybranej partnerki zamiast czekać na tę prawdziwą. Ale ważniejszą kwestią było to, jak w to wszystko wpisywała się Elara, albo jak jej się wydawało, że się wpisuje.

Formalności przeciągały się w nieskończoność. Przysięgam, niektórzy z tych ludzi po prostu lubili słuchać własnego głosu.

W końcu, gdy trwało to już wystarczająco długo, uroczystość dobiegła końca i mogłem wmieszać się w tłum.

„Wmieszać się” było dla mnie ciekawym określeniem. Większość ludzi mnie unikała. Wszyscy się gapiły, ale zachowywali bezpieczny dystans. Wiedziałem, że częściowo wynikało to z aury, która ze mnie emanowała, nawet gdy ją tłumiłem. Drugim powodem była sensacja, jaką budziła obecność księcia wśród nich.

Zazwyczaj mi to nie przeszkadzało. Trzymało ludzi z daleka, chyba że czegoś potrzebowali lub ja potrzebowałem czegoś od nich.

— Alfo Kaelenie, gratulacje. — Uścisnąłem jego dłoń. Miał słaby uścisk.

— Książę Alfo Vandraku. — Skinął głową, używając błędnej formy mojego tytułu. Idiota. Wyjąłem dłoń z jego uścisku.

— Gdzie jest Elara? — zapytałem. Nie miałem czasu ani ochoty owijać w bawełnę, zwłaszcza jeśli chodziło o nią.

Przeskanował moją twarz wzrokiem, cofając się o krok.

— Oh. — Na jego twarzy odmalowało się zrozumienie. — Był pan tutaj na moich urodzinach.

Skinąłem raz głową; ciekawe, że zapomniał o tym szczególe, chyba że tylko udawał.

Przełknął ślinę. Uznałem, że lepiej pozwolić innym mówić, zwłaszcza w mojej obecności. Zazwyczaj wyjawiali wszystko, czego potrzebowałem, a nawet więcej, byle tylko wypełnić niekomfortową ciszę.

— Więc pan nie słyszał. — Spojrzał na mnie ponownie.

— Najwyraźniej nie, inaczej bym nie pytał. — Zmierzyłem go znudzonym spojrzeniem, którego nie musiałem nawet udawać.

— My, cóż, postanowiliśmy pójść swoimi drogami. — Splótł dłonie, co było złym znakiem u Alfy, nawet jeśli był nim zaledwie od kilku minut.

— Co to znaczy? Nie lubię zagadek — rzuciłem. Jego ramiona opadły na ułamek sekundy, czym się skrycie napawałem, ale nie dałem mu tego poznać. Zachowywałem opanowanie, jak zawsze; to była moja druga natura.

— Odrzuciliśmy się nawzajem.

To mnie zaskoczyło. Poczułem, jak moje opanowanie na moment pęka. Elara i Kaelen byli przeznaczonymi sobie partnerami i zdecydowali się na wzajemne odrzucenie? To było rzadkie, wręcz niespotykane. Nigdy w życiu nie spotkałem nikogo, kto by to zrobił.

Rozumiałem, dlaczego ona mogła go odrzucić. Nie był nieatrakcyjny, ale wydawał się wyniosły, z pewnością nie był dominującym samcem Alfa, jakiego bym się spodziewał. Ona zaś była absolutną boginią, olśniewającą w sposób, w jaki mało kto bywa, a przy tym świadomą, inteligentną i opanowaną.

Znowu – opierałem to na kilku krótkich chwilach, w których faktycznie poświęciła mi uwagę. Ale z tych ulotnych momentów wiedziałem, że on na nią nie zasługiwał.

— Przykro mi to słyszeć. — Przykro mi z jego powodu, nie jej. — Gdzie ona jest teraz? — Zamierzałem opuścić to monotonne przyjęcie i pójść jej szukać, by raz na zawsze sprawdzić, czy to, co czułem, było prawdziwe.

— Nie wiem. — Potrząsnął głową, kiwając do kogoś za moimi plecami.

— Wciąż do ciebie mówię — skierowałem jego uwagę z powrotem na siebie.

— Tak, panie. — Znów pochylił głowę, a ja niemal się uśmiechnąłem. — Wyjechała kilka miesięcy temu, ale nie wiem dokąd.

Wyjechała?

To mi się nie spodobało. Wiedziałem, że stawienie czoła komuś, kogo się odrzuciło, musi być trudne, zwłaszcza Alfie, ale jeśli to naprawdę było obopólne, to dlaczego czuła, że musi wyjechać?

— Kto wie, dokąd się udała? — Mój głos brzmiał twardo.

— Uh, właściwie to nikt. Wyjechała z rodzicami. — Przełknął ślinę i przestępował z nogi na nogę pod moim intensywnym spojrzeniem.

Podeszła do niego jego długonoga blond Luna, oplatając go ramionami.

— Ups, nie chcę cię dźgnąć brzuchem. — Uśmiechnęła się do niego. — To nie byłoby dobre dla dziecka. — Potarła swój brzuch.

— To byłaby tragedia — odparłem beznamiętnie, po czym ich zostawiłem.

Ich krótka interakcja mnie wyczerpała, a teraz miałem więcej pytań niż odpowiedzi.

Jeśli naprawdę odrzucili się miesiące temu, to jak mógł tak swobodnie przyjmować już nową Lunę? Słyszałem, że ból po odrzuceniu jest ogromny, a on już zdążył ją zapłodnić.

To się nie trzymało kupy, ale naprawdę nie obchodzili mnie na tyle, by pytać o szczegóły.

Jedyną osobą, która obchodziła mnie w całej tej przeklętej watasze, była Elara Balfour, a jej najwyraźniej już tu nie było.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: 5 - Alpha Vandrak - Odrzucona partnerka alfy: Królewska druga szansa | StoriesNook