Ból zelżał, lecz tylko nieznacznie.
Byłam w stanie zacząć myśleć i czuć coś innego niż ten rozdzierający ból, który pulsował w moim ciele.
Moja pierwsza myśl przeszyła mnie falą przerażenia. Czy z dzieckiem wszystko w porządku? Nie było szans, by przeżyło coś takiego. Miejsce piekącego bólu zajęła udręka. Nie mogłam stracić też ich; byli moim ostatnim ogniwem łączącym mnie z Kaelenem, z życiem, którego wciąż tak desperacko pragnęłam.
Mrugnęłam, otwierając oczy, i zobaczyłam, że wróciłam do swojego pokoju – mojego pokoju z dzieciństwa w domu rodziców. Nowa fala łez napłynęła mi do oczu; byłam tutaj, zamiast w pokoju, który dzieliłam z Kaelenem w Cresthouse. Miałam nadzieję, że to wszystko było tylko złym snem, ale to wydawało się ostateczne.
— Skarbie? — Moja mama weszła z wodą i pomogła mi usiąść.
Miałam sucho w gardle i wypiłam całą szklankę bez przerwy.
— Jak długo? — zapytałam, a mówienie sprawiało mi ból.
— Prawie dwa dni.
Moją pierwszą myślą było to, że przegapiłam jego urodziny, i nienawidziłam siebie za to, że wciąż myślałam o nim przed sobą. Ale zawsze tak robiłam, nawet zanim mnie zauważył.
— On chce z tobą porozmawiać, kiedy będziesz gotowa. — Skinęłam głową; każda cząstka mnie wciąż łaknęła jego i jego uścisku.
Musiał zmienić zdanie – i to była jedyna rzecz, która wyciągnęła mnie z łóżka i pod prysznic. Przeczesałam włosy grzebieniem, ale nic nie mogło zniwelować cieni pod moimi zaczerwienionymi, opuchniętymi oczami.
Dobrze, niech mnie taką zobaczy.
Szłam do jego gabinetu z determinacją – a raczej do gabinetu jego ojca, którego dziś używał. Zapukałam i otworzyłam drzwi, nie czekając na odpowiedź.
Kaelen siedział za biurkiem i wyglądał na zaskoczonego moim widokiem. Ucieszyłam się, że wyglądał na zmęczonego, choć nie w połowie tak źle jak ja.
— Elara — wykrztusił, wskazując mi krzesło. Nie potrafiłam wyczytać niczego z jego wyrazu twarzy. Jego oblicze było napięte, a oczy twarde, nie przypominały tych łagodnych, ciemnobrązowych oczu, które zazwyczaj widziałam, gdy na mnie patrzył.
Zostałam na nogach, stojąc za pustym krzesłem. Uniosłam podbródek. Nie odezwałam się. To należało do niego.
— Żałuję, że tak się to stało. Postawiłaś mnie w naprawdę trudnej sytuacji, ale to nie powinno zostać załatwione w ten sposób. Powinienem był porozmawiać z tobą po przyjęciu. — Przetarł twarz dłonią, a moje serce zabiło mocniej.
— Spanikowałem, ale teraz, kiedy emocje nieco opadły... — Spojrzał na mnie. — Muszę, żebyś to dokończyła.
Przechyliłam głowę. Nie rozumiałam.
— Elaro, muszę, żebyś przyjęła moje odrzucenie, abyśmy mogli pójść dalej. Oboje.
Powietrze uszło ze mnie gwałtownie, walczyłam, by ustać na nogach. Mój uścisk na oparciu krzesła zacisnął się.
— Nadal możesz zostać w tej watasze; twoje rzeczy są właśnie pakowane i zostaną wysłane do twoich rodziców, żeby było ci łatwiej.
W uszach mi dzwoniło i nie słyszałam nic poza szumem własnej krwi.
— Elaro? — Jego głos brzmiał, jakby dobiegał z oddali.
— Ja, Elaraminta Balfour, przyjmuję twoje odrzucenie mnie jako twojej partnerki i przyszłej Luny Terytorium Azure-Crest. — Ostatni skrawek mojej duszy pękł.
W jakiś sposób zmusiłam się, by odejść od niego bez błagania, bez zadawania pytań, które kłębiły się we mnie.
A co z dzieckiem? Dlaczego? Dlaczego?
Biegnąc do kliniki, nie zauważałam nikogo, kogo mijałam. Bieganie nie przystało Lunie, ale nie miałam już nią być, więc pieprzyć to.
Zignorowałam pielęgniarkę w recepcji i wpadłam do gabinetu doktor Liorah.
— Czy z dzieckiem wszystko w porządku? Muszę wiedzieć — zażądałam.
Jej wzrok złagodniał, gdy zobaczyła mnie w tym stanie; musiała już wiedzieć.
- - - - -
Z dzieckiem było wszystko w porządku. Ze mną nie, ale to było chociaż coś.
- - - - -
Na szczęście nikogo nie było w domu. Wczołgałam się do łóżka w domu, w którym mieszkałam, dopóki Kaelen nie ogłosił mnie swoją partnerką. Teraz, na kilka miesięcy przed momentem, w którym miałam zostać jego Luną, wróciłam tutaj, ze złamanym sercem i zdezorientowana.
Mogły minąć godziny lub dni, zanim moja mama zdołała do mnie dotrzeć.
— Kochanie, wiem, że to trudne. Twój ojciec i ja nie potrafimy sobie nawet wyobrazić tego bólu, ale musimy porozmawiać. — Usiadłam, a ona postawiła przede mną tacę z jedzeniem: zupę i grube pajdy domowego chleba.
Jadłam i piłam cokolwiek wyłącznie ze względu na dziecko. Sama nie miałam apetytu i chętnie zamieniłabym się w nicość, gdyby nie ono.
— Chcemy wiedzieć, co zamierzasz zrobić. Będziemy cię wspierać bez względu na to, co wybierzesz. — Jej głos był łagodny.
Mój tata wszedł do pokoju i położył rękę na ramieniu matki, która usiadła na łóżku obok mnie.
— Co masz na myśli? — Miałam suche gardło i zachrypnięty głos, choć nie pamiętałam dlaczego.
— Czy chcesz tu zostać, czy może wyjechać na chwilę do miasta, do ludzkiego miasta? Albo moglibyśmy znaleźć dla ciebie Crest, do którego mogłabyś się tymczasowo przenieść. Twoja ciocia na pewno ucieszyłaby się z twojego towarzystwa.
Położyłam dłoń na swoim płaskim brzuchu.
— Nie mogę... — głos mi się załamał.
Choć bardzo chciałabym uciec do domu cioci, który odwiedzałam w niektóre wakacje, przeprowadzić się do miasta albo pójść na studia i udawać, że to wszystko się nie wydarzyło, miałam bardzo realne przypomnienie, że tak właśnie się stało.
Przygryzłam wargę.
Część mnie chciała tu zostać. To było kłamstwo; ogromna część mnie chciała zostać. Chciałam paradować z brzuchem przed nim, przed nimi wszystkimi. Chciałam, by Kaelen miał czas uświadomić sobie swój błąd i przyjąć mnie z powrotem.
Chciałam zostać, by pokazać mu, co traci, i by stało się jasne dla każdego w tej przeklętej watasze, że noszę dziecko Alfy. Nie było mowy, by pozwolili mu na to wszystko, gdy zobaczą dowód rosnący we mnie.
— Zostanę — powiedziałam, kiwając głową z nowo odnalezioną determinacją. Będę walczyć o to, by to dziecko miało ojca. Będę o nie walczyć, nawet jeśli to była ta rzecz, która przyprawiła Kaelena o panikę.
Rodzice spojrzeli na siebie, a potem z powrotem na mnie.
— Kochanie. — Mama położyła dłoń na moim kolanie. — Kochamy to, jak silna jesteś, ale to może nie być najlepszy pomysł. — Wyglądała na zdenerwowaną.
— O co chodzi? — zapytałam, a mama zamknęła oczy. Tata potarł wąsy, co robił zawsze, gdy był wytrącony z równowagi.
— Elaro... — Spuściła głowę, a we mnie wszystko zaczęło drżeć. To nie mogło być nic dobrego.
— Po prostu mi powiedz. — Mój uścisk na łyżce był morderczy.
— Wydaje się... cóż, słyszeliśmy, ale oczywiście plotki szybko się rozchodzą...
— Kaelen chce wziąć inną Lunę — przerwał mój ojciec.
Mój świat zachwiał się i zawirował; popędziłam obok nich do łazienki, gdzie zwymiotowałam tę odrobinę zupy i chleba, którą zdołałam w siebie wmusić.
Tęskniłam za tą ciemnością, w którą zapadłam w noc, gdy mnie odrzucił. Wciąż czułam odrętwienie, ale to odrętwienie stawało się coraz ostrzejsze na krawędziach, a ja nie chciałam czuć niczego.
Mama przetarła mi twarz zimną ściereczką i pomogła wrócić do łóżka. Widok twarzy jej i taty całkowicie mnie złamał.
- - - - -
Następnego dnia pojawiła się Luna Vespera. Byłam zaskoczona, ale i ciekawa, co ma do powiedzenia na temat swojego syna. Przeprosiny za to, że wychowali takiego skończonego palanta, byłyby mile widziane.
Przebrałam się i upięłam długie włosy w niedbały kok. Byłam zbyt wyczerpana, by w ogóle radzić sobie z kołtunami.
Zeszłam na dół i usiadłam obok niej na kanapie, podczas gdy moja mama nalała nam herbaty i wyszła z pokoju. Sięgnęłam po filiżankę tylko po to, by mieć co zrobić z rękami.
— Elaro. — Skrzywiła się, patrząc na mnie z litością.
Nienawidziłam tego.
— Nie spodziewałam się tego. Nikt się nie spodziewał. Przyszłam powiedzieć, że ja i Harkon bardzo żałujemy, że tak się to stało. Nie mogliśmy się doczekać, aż zostaniesz Luną, i cieszyliśmy się twoją obecnością. — Nienawidziłam tego, że mówiła o mnie w czasie przeszłym, jakby to już było ostateczne, jakby całkowicie to zaakceptowali.
Nie wiedziałam, czy wierzę w jej słowa, ale miło było usłyszeć, że cieszyło ją moje towarzystwo. Skinęłam głową, patrząc na brązowy płyn w filiżance.
— Cieszymy się jednak, że zdecydował się postąpić właściwie. — Mój wzrok wystrzelił ku jej brązowym oczom, takim samym jak u jej syna.
Co miała na myśli?
— Wiem, że ty tego tak nie widzisz, i to jest do przewidzenia. — Westchnęła i upiła łyk herbaty. — Ale przyszłość tej watahy jest ważna, a linia Alfy jeszcze bardziej. Sytuacja nie jest idealna, ale cieszymy się, że wybiera rodzinę dla swojego dziecka. — Spojrzała na mnie.
Byłam całkowicie zagubiona. Czy Kaelen powiedział im o moim dziecku, o naszym dziecku? Sposób, w jaki to sformułowała, nie miał sensu.
Mały płomyk nadziei zapłonął we mnie. Czy Kaelen chciał postawić dziecko na pierwszym miejscu? Wybrał dziecko, mimo że nie wybrał mnie. To musiałoby wystarczyć. Wystarczyłoby, gdyby oznaczało, że wciąż mogę z nim być.
— Pozostaje mi więc przygotowanie przyjęcia baby shower i ceremonii nowej Luny. — Pokręciła głową, jakby to wcale nie było spełnienie jej marzeń.
— Wiesz? — zapytałam, kładąc dłoń na brzuchu i powstrzymując uśmiech. Już planowała dla nas baby shower.
— Kaelen i Lysandra właśnie podzielili się z nami tą nowiną. — Znów posłała mi to pełne litości spojrzenie.
— Co? — Moje oczy wbiły się w jej oczy.
Lodowate przerażenie przeniknęło mnie, gasząc ten płomyk nadziei raz na zawsze.
— Wiedziałaś, prawda? — Zakryła usta dłonią. — Lysandra jest w około trzecim tygodniu ciąży, prawie w czwartym.
Nie sądziłam, że można powiedzieć coś jeszcze, co by mnie zaszokowało. A jednak.
— Więc choć nienawidzimy tego, jak to się stało – naprawdę – jesteśmy tak dumni z naszego syna, że postąpił właściwie. Że podjął tę trudną decyzję, która zraniła go bardziej, niż myślisz, by postawić swoje dziecko przed kimkolwiek innym, nawet przed samym sobą. — Ledwie ją słyszałam.
— Wynoś się. — Odnalazłam swój głos, z zacisniętą szczęką.
Szok malujący się na jej twarzy sprawił, że nie poczułam nic poza lekkim ukłuciem satysfakcji.
— Elaro, wiem, że jesteś zdenerwowana, ale...
— Nie będę się powtarzać. — Wstałam i wyszłam z pokoju.
Chyba nie zostało we mnie już nic, czym mogłabym płakać. Usiadłam na schodach i skuliłam się, myśląc o tym, jak ktoś, kto twierdził, że kiedyś mnie kochał, mógł mi to zrobić.
Tego, przez co mnie przeciągnął, nie życzyłabym najgorszemu wrogowi, gdybym jakiegoś miała.
Cóż, może życzyłabym tego Lysandrze, ale to byłoby tylko życzenie jej tego, co ona zrobiła mnie. Ale co ja mogłam zrobić Kaelenowi, by zasłużyć na coś takiego?
Zawsze wiedziałam, że nie jestem dla niego wystarczająco dobra, ale on mnie naznaczył, a ja potem głupio zaczęłam wierzyć, że jestem godna tego naznaczenia, związku, który przeznaczyła nam Bogini Księżyca.
Bez względu na to, co bym zrobiła, jak bym się ubierała, czy gdybym spuchła jak wieloryb na oczach jego rodziców – nic, co mogłabym zrobić, nie sprawiłoby, że przyjąłby mnie z powrotem.
Dokonał wyboru i był oddany życiu z kimś innym.
- - - - -
Powiedziałam rodzicom o moim nowym planie, a oni zgodzili się jechać ze mną. Musiałam powstrzymywać tatę, żeby nie poszedł pobić Kaelena, gdy dowiedział się o mojej ciąży, a łzy mojej mamy doprowadziły mnie do kolejnego załamania. Nienawidziłam tego, że im to robiłam. Nienawidziłam tego, że on to robił.
To, co powinno być radosnym czasem – ich pierwszy wnuk – zostało zrujnowane przez jego odrzucenie. Wiedziałam, że nie chcą opuszczać watahy, ale wiedziałam też, że zrobią dla mnie wszystko.
Więc wyjechaliśmy.
Napisałam list do Lyry i kazałam go zostawić w jej skrzynce pocztowej, a potem rodzice i ja spakowaliśmy dom, zabierając ze sobą kilka rzeczy. Oni chcieli kiedyś wrócić, ale ja wiedziałam, że nigdy nie będę mogła.
-
Odrzucił mnie publicznie.
Wybrał inną Lunę.
Zdradzał mnie więcej niż ten jeden raz.
Zrobił jej dziecko.
A ja wciąż go kochałam.
-
Za to nienawidziłam siebie jeszcze bardziej.
-
Najgorsza część? Nie miałam możliwości wyboru w kwestii odrzucenia. Nie mogłam odejść z powodu jego niewierności. Zostałam praktycznie wyrzucona i upokorzona.
To nie był tylko on. To byli inni, którzy tak potulnie się na to godzili. Jego przyszli Beta i Gamma, których uważałam za przyjaciół, nie powstrzymali go. Jego rodzice go nie powstrzymali.
Nikt tego nie zrobił.
To nie tylko jego odrzucenie bolało najbardziej. Bolał fakt, że nikt go nie zapytał, co on do cholery sobie myśli.
Furia zajęła miejsce mojego smutku, gdy rzuciłam ostatnie spojrzenie na miejsce, w którym dorastałam – jedyny dom, jaki znałam, i ten, którym jeszcze tydzień temu miałam władać.






