„Ana” – mówię, a ona krzyżuje ramiona na piersi, żądając, bym wyszedł. W napadzie wściekłości chwytam najbliższe krzesło i ciskam nim o ścianę tuż obok Ericksona, a Ana głośno wciąga powietrze.
„Leondre!” – wykrzykuje, podchodząc do mnie, ale ja odwracam się i odchodzę. Wyobrażam sobie ten pełen wyższości uśmieszek na twarzy Ericksona; pewnie tylko na to czekał.
„Chcesz wyskoczyć na drinka?” – pyt






