Ella
Poranek ceremonii księżycowej zastaje mnie, co nie jest zaskoczeniem, w kuchni. Kiedy jem.
Tym razem jest ze mną Rafe, chichoczący radośnie, gdy tańczę z nim wesolutko po pokoju, śpiewając o tym, jak pyszne są marchewki, podczas gdy wysypuję trochę minimarchewek z torebki na talerz i zaczynam je chrupać.
Właśnie dochodzę do fragmentu piosenki – którą wymyślam na bieżąco – o tym, że są dobre n






