Wróciliśmy do budynku rady. Cami stała u mego boku i oboje czekaliśmy. Na co? Nie mieliśmy pojęcia. Na drugim końcu poczekalni stał mój brat w towarzystwie swojego Bety. Od czasu do czasu mój brat zatrzymywał na mnie swój wzrok.
„Nie pozwól mu wyprowadzić się z równowagi”, przekazała Cami. Odwróciłem wzrok od brata.
„On coś knuje”, rzuciłem.
„Oczywiście, że tak. Nie zawracałby tym głowy radzie,






