languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Helena Bergman13 kwi 2026

– Camellio.

Imię wymknęło się z ust Caspiana. To nie było powitanie. To był ostatni oddech kata przed opuszczeniem ostrza.

Ledwie zarejestrowałam, jak wataha instynktownie cofa się niczym fala, tworząc wokół nas szeroki, wstrzymujący oddech krąg. Odwieczna tradycja wymagała przestrzeni, by nowo rozpoznani partnerzy mogli zgłosić do siebie prawa – bufora przeciwko zaciekłym terytorialnym instynktom, które miały właśnie zapłonąć. Gdzieś na obrzeżach usłyszałam mojego ojca i Alfe Maksymiliana wymieniających donośny, radosny śmiech.

Ale w oczach Caspiana nie było radości. Były całkowicie pozbawione ciepła, z którym dorastałam, zastąpionego przez zimny, ołowiany cień.

– Cami – mruknął, a jego głos spadł o oktawę, przechodząc w znane mi przezwisko. Powoli zmniejszał dzielący nas dystans. Moje stopy wydawały się przytwierdzone do wilgotnej ziemi. Miażdżący ciężar więzi przeznaczenia przykuł mój wzrok do jego, uniemożliwiając odwrócenie spojrzenia, uniemożliwiając ucieczkę.

– Przepraszam, Cami. Ale nie mogę. Wiesz, że nie mogę.

Początkowo te słowa do mnie nie dotarły. Unosiły się w powietrzu jak miejscowy szron. Śmiech starszych nagle ucichł. Na polanę opadła miażdżąca cisza setek nasłuchujących wilkołaków.

– Przyszły Alfa nie może mieć słabej Luny – kontynuował Caspian, mówiąc wystarczająco głośno, by upewnić się, że słyszy go każdy pojedynczy wilk. Był niczym polityk stwierdzający fakt, wycinający moje serce, by zbudować swój tron. – Nie masz wilka. Nawet jeśli bogini obdarzy cię nim z opóźnieniem, wszyscy wiemy, że będzie słaby. Kocham cię, jak przyjaciółkę. Ale moim obowiązkiem jest Blackwood, a ta wataha zasługuje na siłę.

Mój instynkt – desperacka, żałosna ludzka potrzeba błagania – szarpał mnie za gardło. Chęć, by obiecać mu, że będę ciężej trenować, nauczę się znosić wszystko, będę kimkolwiek, kogo potrzebuje. Ale pod tym upokarzającym pragnieniem wyrwała się naprzód głęboko zakorzeniona duma córki Bety, zamykając tym słowom drogę niczym stalowe drzwi. Ugryzłam się w język tak mocno, że poczułam smak miedzi.

– Synu – ostrzegł Alfa Maksymilian, wchodząc do kręgu. Jego głos niósł w sobie niebezpieczne, niskie dudnienie. – To nie jest odpowiednie miejsce ani czas.

– Okrucieństwem byłoby pozwolić więzi się zacementować i robić jej złudne nadzieje – gładko odparował Caspian, nie zrywając ze mną kontaktu wzrokowego.

– Przemyślisz to jeszcze, Caspianie. Bogowie nie popełniają błędów – warknął Alfa.

– Nie zmienię zdania.

Nagle moje boki obmyły kojące zapachy cedru i deszczu. Matka objęła mnie opiekuńczo w pasie, a jej pazury były lekko wysunięte tuż przy moim boku, podczas gdy ojciec stanął tak, by osłonić drugą połowę mojego ciała.

– Zastanów się, co robisz, chłopcze – warknął drwiąco ojciec, porzucając pełne szacunku tytuły. Jego oczy płonęły opiekuńczą furią ojca. – Bogini splotła wasze dusze.

– Przepraszam cię, Reginaldzie – to wszystko, co zaoferował Caspian.

– W takim razie nie nadajesz się, by wziąć udział w Igrzyskach Szczytu – wypluł ojciec. Tłum wybuchnął napiętymi szeptami. Igrzyska Szczytu były brutalną, odbywającą się co dekadę próbą dominacji i sprytu, która dyktowała pozycję watahy w radzie wilkołaków. Valerian i Caspian przygotowując się do nich praktycznie mieszkali na placu treningowym. Ale zerwanie więzi przeznaczenia było uznawane przez prawo rady za poważną traumę psychologiczną – ranę zadaną samemu sobie, która wymagała trzymiesięcznej kwarantanny. Igrzyska miały się odbyć za cztery tygodnie.

Na ułamek sekundy stoicka maska Caspiana opadła. Spojrzał na mojego brata, który odwzajemnił spojrzenie z nieukrywanym przerażeniem. Jednak wahanie zniknęło, ustępując miejsca niezłomnej, bezlitosnej determinacji.

– Niech i tak będzie. W tym roku zrezygnuję ze swojego miejsca.

Ostatni tlący się żar nadziei obrócił się w popiół.

Nie mogłam oddychać. Moje dłonie zwinęły się w ciasne, boleśnie zaciśnięte pięści, a paznokcie wyryły w mych dłoniach kształty półksiężyców. Zmusiłam moje zdrętwiałe palce do rozluźnienia i na oślep sięgnęłam po ramię matki.

*Zabierz mnie stąd,* błagałam ją przez nasze prywatne połączenie mentalne, a przekaz myśli drżał od niewylanych łez.

Złamane skomlenie rozległo się w moim umyśle, zanim matka fizycznie stanęła przed Caspianem, odcinając duszącą uwięź naszej więzi. Wataha rozstąpiła się jak Morze Czerwone, gdy ruszyłyśmy w stronę wyjścia, a wyraz ich twarzy zmienił się z radosnego wyczekiwania na duszącą litość. Szmery stawały się coraz głośniejsze. Litość dla utajonego wilka. Litość dla odrzuconej partnerki. Poczułam kilka współczujących dłoni ocierających się o moje rękawy, ale ich pocieszenie paliło jak kwas. Niejasno przypomniałam sobie obietnicę wujka Jaspera sprzed zaledwie kilku godzin – że osobiście spierze każdego, kto odważy się patrzeć na mnie z góry.

Wydawało się, że dziedzic Alfy był wyłączony z tej obietnicy.

Gdy ciężkie, drewniane drzwi naszego domu zatrzasnęły się za nami, odcinając nas od świata, nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Matka mnie złapała, a jej ciche, znajome gruchanie wypełniło korytarz, podczas gdy ja rozpadałam się na kawałki.

Poprowadziła mnie na górę niczym ducha, mechanicznie pomagając mi zdjąć ubrania i ubrać w za dużą koszulę nocną. Wczołgałam się na środek łóżka, przyciągając kolana płasko do klatki piersiowej. Usiadła na skraju materaca, przeczesując palcami moje splątane, rude włosy i nucąc nieskładną kołysankę.

Tama pękła. Szlochy wstrząsnęły moim ciałem, bolesne i surowe, dopóki gwałtownie nie zaczęłam trząść się na materacu.

Jakiś czas później ciężki trzask drzwi wejściowych odbił się echem przez deski podłogowe. Bogaty, ziemisty zapach mojego ojca zalał dom. Wszedł ciężkim krokiem do mojego pokoju i opadł obok matki, opierając dużą, stwardniałą dłoń na mojej nodze. Siedzieliśmy w ciemności przez coś, co wydawało się godzinami. Powoli fizyczny ból przerodził się w tępy, pulsujący ból.

Nagle uświadomiłam sobie, że nie ma tu mojego brata.

Valerian został z Caspianem. To uświadomienie sobie było drugim sztyletem w żebra.

Ostre pukanie do drzwi wejściowych zrujnowało ciszę. Dłoń ojca zacisnęła się na krótko, zanim wstał i zszedł na dół.

Byłam utajona, co oznaczało, że nie mogłam się przemienić, ale mój słuch wciąż był znacznie ostrzejszy niż jakiegokolwiek człowieka. Gdy mój ojciec wprowadził gościa do swojego gabinetu na parterze, uszczelniając ciężkie dębowe drzwi, zamknęłam oczy i skupiłam się.

– Jak ona się trzyma? – To był Alfa Maksymilian.

– Jak myślisz? – Głos mojego ojca był nie do poznania – zabójczy, niepokorny syk. Nigdy nie słyszałam, by okazywał swojemu Alfie taki brak szacunku. – Nie odezwała się ani słowem od czasu, gdy twój syn roztrzaskał jej duszę na oczach całej watahy.

– Naprawdę mi przykro, Reginaldzie.

– Czy podjął już decyzję?

– Tak.

– I co z tym zrobisz? – zażądał ojciec, a napięcie przenikało przez sufit. – Oczekujesz, że moja córka będzie łamać chleb z samcem, który ją upokorzył? Znasz prawa dotyczące nieprzerwanych więzi.

– Reginaldzie! Nie możesz poważnie prosić, bym wygnał mojego jedynego dziedzica.

– Dlaczego nie? Czy krew Alfy jest wyłączona spod sprawiedliwości? Prawo chroni ofiarę, a Camellia jest ofiarą!

– Caspian poradził sobie z tym słabo – przyznał Alfa i usłyszałam ciężki brzęk napełnianej szklanki. – Ale Reginaldzie... on miał uzasadniony powód.

Przestałam oddychać. Chciałam położyć dłonie matki na swoich uszach, ale nie mogłam się ruszyć.

– Co ty, kurwa, właśnie powiedziałeś? – warknął mój ojciec.

– Ona jest utajona. Jeśli kiedykolwiek przejdzie przemianę, będzie niebezpiecznie słaba. Caspian potrzebuje do rządzenia równej sobie. Miał ważny powód, by ją odrzucić.

– Mówisz o mojej córce!

– O córce, którą kocham jak własną krew – odparował Alfa. – Ale nie możemy uciekać przed rzeczywistością. Wiesz, jakie ciężary musi wziąć na swoje barki Luna. Camellia po prostu nie nadaje się do tronu.

Te słowa odbijały się echem w mojej czaszce, burząc ostatni filar fundamentów mojego życia. Przez lata Alfa powtarzał mi, że jestem idealna taka, jaka jestem. To wszystko było kłamstwem.

Zanim ojciec zdążył wybuchnąć, trzy ostre, gorączkowe uderzenia w drzwi mojej sypialni przerwały tę rozmowę – i pękły moje serce na pół.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki