Przygotowania zajęły Valeriowi trzy dni, a ja czułam się coraz gorzej, byłam tak wycieńczona i zmęczona, jakby każda uncja mojej siły szła na rozwój dziecka w łonie, a faktu nie ułatwiało to, że nie mogłam niczego utrzymać w żołądku.
Ubrałam dzieci w ciepłe rzeczy, bo wszyscy wychodziliśmy, a na siebie włożyłam luźną letnią sukienkę.
– Jesteś gotowa? – Głos Miguela dobiegł z progu. (W oryginalnym






