Enzo wyjechał wcześnie rano, ucałowawszy dzieci i mocno mnie przytuliwszy. – Bierzesz ze sobą ludzi?
– Kilku.
– Uważaj na siebie – mówię.
Pochyla się, składając delikatny pocałunek na moich ustach.
– Kocham cię – szepczę, a on znów mnie całuje.
– Napiszę, jak wyląduję.
– Dobrze, cześć. – Puszczając go, splatam dłonie za plecami. Skoro już wyjeżdża, nie chcę, żeby mnie opuszczał. To tylko dwa dni,






