Punkt widzenia Giselle:
„A co, jeśli to znowu jeden z trojaczków?” – nie mogłam przestać o tym myśleć.
– Giselle, skarbie, nie śpisz? – Odetchnęłam z ulgą, słysząc głos ojca. Nawet nie zauważyłam, że przez cały ten czas wstrzymywałam oddech.
Szybko otworzyłam drzwi i uśmiechnęłam się do niego.
– Tato. – Przytuliłam go, a moje serce natychmiast się uspokoiło.
– Moja mała księżniczka. – Ojciec odwzajemnił uścisk i delikatnie pogładził mnie po włosach.
Trwaliśmy tak przez chwilę. W mojej głowie kłębiło się mnóstwo myśli, a z powodu mojego napiętego ciała ojciec mógł to wyczuć.
Odsunęliśmy się od siebie, a on poprowadził mnie w stronę kanapy.
– Słyszałem, że Słynne Trojaczki to twoi przeznaczeni. – Będąc swoim bezpośrednim ja, przeszedł od razu do rzeczy.
– Tak, to prawda. Skąd wiesz? – zapytałam zdezorientowana.
– Odkąd się obudziłem, to jedyna rzecz, o której wszyscy mówią. Oczywiście za moimi plecami – odparł swobodnie, a ja skinęłam głową.
– Więc co zamierzasz z tym zrobić? – zapytał, patrząc mi prosto w oczy.
– Nie wiem, tato. Próbowałam wczoraj wieczorem porozmawiać o tym z mamą, ale to wciąż ta sama samolubna, złośliwa kobieta, którą była szesnaście lat temu. Dba tylko o siebie – odpowiedziałam z irytacją, ale on z pewnością dostrzegł głęboki ból w moich oczach.
Aby rozładować napięcie, powiedział żartobliwie: – Dlaczego już z samego rana nagradzasz ją tak uroczymi przezwiskami?
– Kiedy rozmawiałyśmy o moich przeznaczonych, poprosiła mnie o ich odrzucenie z taką obojętnością, bo rzekomo byłoby jej niezręcznie mieszkać w jednym domu z tak skomplikowanymi relacjami – poinformowałam go, a moje serce wciąż pękało na myśl, że moją matkę naprawdę nic nie obchodzę.
Dlaczego w ogóle walczyła o prawo do opieki nade mną?
– Masz rację. To nadal ta sama s*ka! Tak czy inaczej, nie chcesz ich odrzucić? Myślałem, że ich nienawidzisz – odparł tata z mieszanymi uczuciami wypisanymi na twarzy.
– Nie znoszę ich – poprawiłam go i ciągnęłam dalej: – To znaczy, nadal ich nie znoszę, ale z powodu tej więzi bratnich dusz moje serce zaczęło czuć coś innego. Nie wiem, co robić. Powinnam ich odrzucić?
– Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale radziłbym ci dać im szansę. Widziałem, jak od wczesnego rana ustawiali się pod twoimi drzwiami. Nie sądzę, żeby którykolwiek z nich spał zeszłej nocy – powiedział z troską w głosie, a ja osobiście wiedziałam, że Stefan nie spał z oczywistych powodów.
– Wiem, że w przeszłości cię gnębili i musieli zrobić każdą możliwą okropną rzecz, żebyś poczuła się malutka, ale jeśli nie dasz waszej relacji szansy i odrzucisz ich od razu, zawsze będziesz czuła z tego powodu niepokój. Przynajmniej zobacz, czy naprawdę się dla ciebie zmienią. Widziałem bezlitosnych Alfów, którzy zmieniali się nie do poznania dla swoich przeznaczonych. Te trojaczki to tylko zgraja rozpuszczonych, bachorowatych Alfów – zasugerował poważnym tonem tata.
Dlaczego on jest, do cholery, tak wyrozumiały?
– Nie zwracaj uwagi na matkę! Myśl tylko o sobie i własnym szczęściu, tak jak ona to robiła w przeszłości. Przemyśl wszystko dokładnie, zanim podejmiesz ostateczną decyzję. Wiesz, że zawsze tu dla ciebie jestem. Niezależnie od tego, jaka będzie twoja decyzja, twój ojciec zawsze będzie stał po twojej stronie i cię wspierał. – Ojciec ujął moją twarz w dłonie.
– Tak, tato. Dziękuję ci bardzo, że zawsze przy mnie jesteś. Dosłownie zmarnowałeś całą swoją młodość, by mnie wychować – powiedziałam, a na samą tę myśl do oczu napłynęły mi łzy.
– Nie, głuptasie. Zainwestowałem całe swoje życie, by wychować tak cennego anioła. – Ojciec pocałował mnie w czoło i kontynuował:
– Będę już jechał...
– Tak wcześnie? – zapytałam natychmiast.
– Nie mogę dłużej zostać w tym domu. – Tata posłał mi porozumiewawcze spojrzenie.
Więc wciąż tu jesteśmy. Nic się nie zmieniło przez te szesnaście lat. Mój ojciec to nadal ten sam człowiek, który nie znosi przyjeżdżać do domu tego stada. Powinnam była to przewidzieć. Przyjechał po kolacji, a wyjeżdża przed śniadaniem. Założę się, że wodę też przywiózł ze sobą. Nie tknąłby tu ani jednej rzeczy.
– W porządku, nie będę cię zatrzymywać. Proszę, uważaj na siebie – odparłam wyrozumiałym tonem.
– Ty też. Informuj mnie na bieżąco o swoich relacjach ze Słynnymi Trojaczkami – rzucił przekornie.
– Jasne, na pewno – odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem.
Po tych słowach podniósł się z kanapy, a ja ruszyłam za nim. Odprowadziłam go do głównego wejścia, by się pożegnać. Ponownie pocałował mnie w czoło i przytulił po raz ostatni, po czym wsiadł do samochodu i odjechał na lotnisko. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że nie zabrał ze sobą Melanie. Jakby mnie to w ogóle obchodziło!
Kiedy samochód zniknął mi z oczu, weszłam do środka, by zjeść śniadanie. Wciąż czułam obolałość między udami.
W głowie miałam tylko jedną myśl: muszę trzymać się z dala od Stefana. Zeszłej nocy całkowicie straciłam kontrolę. Powinnam była go powstrzymać, a zamiast tego błagałam o więcej. Ma w sobie tę urzekającą zdolność, której nie potrafię się oprzeć. Lepiej więc będzie, jeśli zachowam dystans, by uniknąć problemów.
Weszłam do jadalni i odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam tam Alfę Rileya i moją mamę, a wraz z nimi tylko Kevina i Caleba. Nie było tam tego flirciarza, playboya Stefana, ani wpatrującego się spode łba Rivena, którzy mogliby wprawić mnie w zakłopotanie. Kevin był stosunkowo bezpieczniejszą opcją; nigdy mi nie dokuczał. Przez ten ostatni miesiąc prawie wcale ze mną nie rozmawiał ani nie zaszczycał mnie nawet spojrzeniem.
W jadalni znajdowały się dwa różne stoły. Jeden duży, używany, gdy jadali z nimi goście, i mniejszy, przy którym zasiadała tylko rodzina. W tej chwili, na rodzinne śniadanie, wszyscy zasiedli przy małym stole z ośmioma krzesłami.
Choć nazwałam go małym, był większy niż 12-osobowy stół w moim poprzednim domu stada i miał ponad siedem stóp szerokości.
– Dzień dobry, kochanie – powiedziała moja matka z szerokim uśmiechem.
W chwili, gdy mama się ze mną przywitała, Kevin uniósł głowę, by na mnie spojrzeć. Odwróciłam wzrok, żeby uniknąć z nim kontaktu wzrokowego.
– Dzień dobry, jubilatko – powiedział Caleb z promiennym uśmiechem, a ja odwzajemniłam jego uśmiech.
Alfa Riley, moja matka i Caleb siedzieli po lewej stronie stołu, a Kevin po prawej.
– Dzień dobry wszystkim – odpowiedziałam szeptem i ruszyłam, by usiąść obok Caleba.
– Giselle, usiądź ze mną, proszę. – Słodki ton Kevina sprawił, że zatrzymałam się w pół kroku, a Caleb zakrztusił się jedzeniem.
W całej jadalni zapadła cisza jak makiem zasiał. Żadna z pokojówek nie wydała z siebie nawet najcichszego dźwięku.
Aby rozładować napięcie, uśmiechnęłam się blado do Kevina, odsunęłam krzesło i usiadłam obok niego.
Zachowałam między nami bezpieczny dystans.
– Naleśnik? – zapytał entuzjastycznie.
– Mhmm – odpowiedziałam, kiwając głową.
Kevin zamówił dla mnie jedzenie. Śniadanie z nimi było łatwiejsze, niż się spodziewałam, dopóki do jadalni nie wkroczyły diabły we własnej osobie.
Stefan i Riven weszli razem. Moje spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Stefana, a on uśmiechnął się do mnie kpiąco. Zakrztusiłam się jedzeniem i spuściłam wzrok. Kevin podał mi szklankę wody i poklepał po plecach.
Stefan podbiegł w moją stronę i w pośpiechu usiadł obok. Riven posłał mu dziwne spojrzenie i usiadł naprzeciwko nas, obok Caleba.
Stefan usiadł trochę zbyt blisko. Już czułam wilgoć, a on przecież nawet nic jeszcze nie zrobił.
Gdy podawano śniadanie, Alfa Riley postanowił przerwać niekomfortową ciszę.
– Droga Giselle, wiem, że jesteś w sporym szoku po odkryciu waszej więzi bratnich dusz, ale musisz wiedzieć jedno: wszyscy uszanujemy twoją decyzję – powiedział autorytarnym tonem Alfa Riley, a ja skinęłam głową.
– Nie ma się czym martwić, tato. Giselle wkrótce nas zaakceptuje – odpowiedział z pewnością siebie Stefan, obejmując mnie ramieniem.
– Zachowuj się, dżentelmenie. Dajcie mi też znać, co wy macie w planach. – Alfa Riley posłał synowi ostre spojrzenie.
– Chcemy jej. Chcemy, by nasza przeznaczona została naszą Luną – odpowiedział w jego zastępstwie Kevin.
Spojrzałam na niego w szoku, ale on jedynie posłał mi swój zaraźliwy uśmiech.
– Chcecie jej? – Moja matka spojrzała na niego zszokowana, mówiąc o mnie tak, jakby rozprawiał o tarzaniu się w błocie.
– Tak, Vero. Dobrze słyszałaś. Chcemy naszej przeznaczonej – odparł Stefan. Tym razem jego głos był lodowato zimny.
– A co z tobą, Riven? – Alfa Riley zerknął na brutala.
– Poddam się temu, co przyniesie los – odpowiedział prosto Riven.
– Dobrze, więc w tej chwili tylko decyzja Giselle pozostaje w zawieszeniu. Przemyśl to dokładnie, moja droga – powiedział uprzejmie Alfa Riley.
***Ostrzeżenie***
*****Treści tylko dla dorosłych*****
Byłam już wystarczająco zażenowana całą tą dyskusją, kiedy poczułam dłoń na moim udzie. Moje oczy rozszerzyły się i w szoku spojrzałam na Stefana.
Mrugnął do mnie i przesunął dłoń w kierunku wewnętrznej strony mojego uda. Kaszlnęłam, żeby dać mu znak, by zabrał stamtąd rękę, ale w zamian przyciągnęłam tylko niechcianą uwagę.
– Wszystko w porządku? – zapytała mama, a ja pokiwałam głową. – Tak, nic mi nie jest.
Stefan zaczął kreślić kółka na wewnętrznej stronie mojego uda, przyprawiając całe moje ciało o dreszcze.
– Zimno ci? – zapytał zdezorientowany Caleb.
– Oczywiście, że tak, w końcu jest z Arizony – odpowiedział Stefan rzeczowym tonem.
Wiedziałam, że rozmowa o tym, co się dzieje, nie wchodzi w grę, więc przesunęłam się w lewo, aż wpadłam na Kevina.
– Och, przepraszam – wymamrotałam, zawstydzona całą tą sytuacją.
– Nic się nie stało – odpowiedział słodko.
Nie doceniłam Stefana; jego ramię było na tyle długie, by dłoń nadal mogła wygodnie spoczywać na wewnętrznej stronie mojego uda, podczas gdy ja praktycznie siedziałam na nodze Kevina. Dłoń Stefana nieustannie poruszała się po mojej skórze, a moje ciało przesunęło się niekomfortowo blisko Kevina.
Na przystojnej twarzy Kevina odmalował się grymas i rzucił mi okiem. Zobaczył dłoń Stefana na moim udzie. Miałam już odetchnąć z ulgą, że najstarszy z braci przywoła go do porządku, ale ogarnęło mnie nieopisane zdumienie, gdy dostrzegłam na twarzy Kevina niegrzeczny uśmieszek.
Unikałam kontaktu wzrokowego z nimi oboma i skupiłam się na jedzeniu, gdy nagle poczułam dłoń Kevina na drugim udzie. Natychmiast na niego spojrzałam, ale on wpatrywał się w swój talerz, podczas gdy jego dłoń wędrowała po wewnętrznej stronie mojego uda.
Próbowałam złączyć uda, ale silna dłoń Kevina rozchyliła moje nogi jeszcze szerzej. Byli już blisko mojego pulsującego rdzenia, który aż błagał o ich uwagę.
Obaj zaczęli masować mój rdzeń przez majtki. Mój oddech przyspieszył, gdy dwa palce pocierały mnie w tym samym czasie.
Dłoń Stefana odsunęła na bok moją wilgotną bieliznę. Wsunął palec pomiędzy moją drugą parę warg i zaczął pocierać ł*chtaczkę. Przygryzłam dolną wargę i zakryłam twarz jedną dłonią, by stłumić narastający jęk. Odwróciłam się w jego stronę z błagalnym wyrazem twarzy, prosząc, by przestał, ale unikał mojego wzroku, pocierając moją ł*chtaczkę coraz szybciej i mocniej.
Kiedy gorączkowo myślałam nad tym, jak wybrnąć z tej sytuacji, Kevin wsunął we mnie palec i zaczął nim gwałtownie poruszać, wchodząc i wychodząc z mojej c*pki. Nagłe ruchy w moim wnętrzu sprawiły, że podskoczyłam, uderzając kolanem o stół, co dało im jeszcze lepszy dostęp do mojej kobiecości.
W dodatku skierowały się na mnie trzy kolejne pary oczu.
– Co się stało, Giselle?






