Nagle poczułem śliskość na talii i zorientowałem się, że złośliwa płaszczka zwinęła się w kłębek, chowając się za mną, jakby przestraszona lubieżnym językiem Vraxosa.
– Widzisz? Przestraszyłeś ją, zboczeńcu. – Pochyliłem się, opierając grzbiet nosa o jego czoło i zachichotałem cicho.
Z kolei Vraxos uszczypnął delikatne ciało na moim biodrze i pogładził mnie kilka razy po plecach, spoglądając na mn






