languageJęzyk
Strona główna/Królewski/Nienawidzona Luna Króla/Rozdział 1 - Spotkanie z królem

Rozdział 1 - Spotkanie z królem

Autor: Ilsa Brenner22 cze 2026

< Varick >

Na łożu śmierci ojciec przekazał mi koronę, ale kazał przysiąc, że w ciągu najbliższych trzech dni znajdę królową.

Trzy pieprzone dni.

Oczywiście, biorąc pod uwagę, że umierał, a ja przez całe życie pragnąłem tronu, musiałem się zgodzić, ale głęboko w duszy wiedziałem, że kłamię.

Dziesięć lat później nadal nie spełniłem jego życzenia i ani krztyna poczucia winy nie wkradła się do mojego umysłu.

nienawidziłem kobiet. Wszystkich bez wyjątku. Prawdopodobnie wszystko zaczęło się od tego, że moja matka, Olyra, królowa Aethelgardu, postanowiła sypiać z innym mężczyzną. Z wieloma. Miała nienasycony apetyt na wszystko, co wiązało się z męskim przyrodzeniem. Mój ojciec najwyraźniej jej nie wystarczał. W końcu, doprowadzony do szaleństwa przez zazdrość i zdradę, zabił moją matkę. Tylko kilka osób o tym wiedziało, a królestwu podano fałszywą informację, że zmarła z powodu choroby.

Ostatnio moi ministrowie wywierali na mnie presję, bym wziął sobie królową. Albo przynajmniej posiadał harem, który zaspokajałby moje potrzeby seksualne.

Ci ministrowie, którzy to robili — gryzą już ziemię. A harem, który założyli? Cóż... powiedzmy, że moja armia była mi wdzięczna.

W rzeczywistości nie boję się kobiet. Ja się nimi brzydzę i wiedziało o tym całe królestwo.

Dlatego większość, jeśli nie cała obsługa zamku, była płci męskiej. Żeńska część służby musiała się ukrywać, gdy tylko byłem w pobliżu, w przeciwnym razie groziło im natychmiastowe ścięcie.

Ale nie zrozumcie mnie źle. Jako król jestem łaskawy. Jestem sprawiedliwy. I dbam o dobro moich poddanych, bez względu na ich płeć.

Po prostu nie życzę sobie widzieć kobiety w moim zamku ani nawet dopuszczać do siebie myśli o posiadaniu królowej.

Biorąc to pod uwagę, możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie, gdy nagle pod moim ciałem zmaterializowała się kobieta, w chwili gdy właśnie zamierzałem opaść na łóżko.

Nasze oczy się spotkały, obie pary rozszerzone ze zdziwienia i konsternacji. Miała ramiona rozłożone na boki, a jej klatka piersiowa unosiła się i opadała w gwałtownym tempie. Jej nogi były rozchylone. Znajdowałem się pomiędzy nimi i nie mogłem zaprzeczyć krótkotrwałemu naciskowi mojego nagłego wzwodu na tę miękką część jej podbrzusza.

Początkowo poczułem obrzydzenie, ale w następnej sekundzie poczułem...

Nie. To z pewnością była tylko gra mojej wyobraźni.

Wracając do sedna, moje ręce były sparaliżowane, nie wiedziałem dokładnie, co robić. Czy powinienem ją odepchnąć? Czy powinienem podnieść ją z łóżka, chwytając za ten wodospad brązowych włosów? Czy może powinienem ją ściąć, jak to zwykle kazałem robić moim strażnikom — co prawda do tej pory się to nie zdarzyło, ale pokazowa egzekucja na oczach wszystkich poddanych byłaby zachwycającym pomysłem, by dać im znać, że naprawdę dotrzymuję słowa.

Żaden z moich pomysłów nie doczekał się realizacji, ponieważ w ciągu dwóch sekund moje dwuskrzydłowe drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wpadł mój zuchwały młodszy brat, Elyon. Nie miał nawet czelności zapukać do sypialni, co oznaczało, że wpakował się w kłopoty, które tylko ja mogłem rozwiązać.

— O, a co my tu mamy? Zdaje się, że plotki jednak nie są prawdziwe — powiedział, a w jego głosie wyraźnie słychać było rozbawienie.

Jęknąłem. — To nie tak, jak myślisz.

Gromiąc wzrokiem tajemniczą, oniemiałą kobietę, wstałem i błyskawicznie odsunąłem się od niej. Na widok jej dwóch ohydztw — piersi — wzdrygnąłem się. Miała na sobie żółtą koszulę, która pozostawiała niewiele wyobraźni. Nie byłem zdziwiony. Moja matka-nierządnica zwykła taką nosić, gdy uwodziła swoich mężczyzn.

Wspomniana szata była niemal przezroczysta. Zarysy jej sutków były wyraźne jak słońce w południe. Jej nogi, ku mojemu przerażeniu szeroko rozstawione, ukazywały gładkość wewnętrznej strony ud. Na szczęście miała na sobie osłonę, która skrywała tę nikczemną część jej kobiecości. Nigdy wcześniej nie widziałem takiej osłony. Jak to się nazywało, co słyszałem od moich żołnierzy? Majtki? Może to jakaś moda, którą kobiety w moim królestwie stosują, by ślepo podporządkować sobie mężczyzn.

„Może wydam dekret, żeby pozbyć się tej potworności”.

Kiedy nasze spojrzenia znów się spotkały, faktycznie miała na tyle rozumu, by wyglądać na zaskoczoną i przerażoną.

To nie był mój pierwszy raz. Wszystkie kobiety, z którymi miałem kontakt, czy to księżniczki z sąsiednich królestw, czy kapłanki, zawsze miały strach w oczach. Znały już moją reputację.

Ale ta tajemnicza kobieta, zamiast trwać w lęku, w następnej sekundzie miała czelność zmarszczyć na mnie brwi. Nakryła ciało dostępną pod ręką pościelą i posłała mi wściekłe spojrzenie.

— Co to za żart? — krzyknęła. — Żądam odpowiedzi!

„Ona żąda odpowiedzi?”

Prychnąłem. Cóż za zuchwała, ale i lekkomyślna kobieta. Czy ma nie po kolei w głowie? Czy nie wie, że jestem jej królem?

— Nie, to ja żądam odpowiedzi, kobieto. — Mięśnie mojej szczęki napięły się. Moje oczy zwęziły się w szparki, gdy odwzajemniłem jej spojrzenie. — Jestem twoim królem. Ty natomiast jesteś nikim. Kto kazał ci tak nagle zjawić się w mojej komnacie, w moim łóżku, pod moim ciałem i domagać się wyjaśnień?

Nagle wydała się przez chwilę zagubiona, marszcząc brwi i nie mogąc wydusić słowa.

Mój młodszy brat uznał to za szansę, by się wtrącić. — Nie wiem, co próbujecie udowodnić, udając nieznajomych — cmoknął językiem i uśmiechnął się do mnie szeroko — ale wydaje mi się, bracie, sądząc po tym, co widziałem przed chwilą, że mój problem jest rozwiązany. Po prostu powiedz, że naprawdę lubisz kobiety i miejmy to z głowy. Wyraźnie widziałem, że oboje byliście gotowi do pieprzenia. Nie powiesz mi, że to sobie wymyśliłem!

— To jest żart, prawda? Powiedzcie mi, że to tylko żart — zawołała kobieta, a jej głos był drżący i pełen desperacji.

W końcu postanowiła zejść z materaca i stanęła po drugiej stronie łóżka, w pewnej odległości ode mnie i Elyona.

Będę musiał natychmiast kazać służbie zmienić pościel.

— Byłam u siebie w pokoju — kontynuowała, wodząc wzrokiem po komnacie i po nas. — Usłyszałam kobiecy głos. Powiedziała mi, żebym dotknęła obrazu. Zrobiłam to i nagle jestem tutaj. Dla mnie to wygląda na cholerny żart. — Zwróciła się do Elyona z kolejnym gniewnym spojrzeniem, a potem do mnie: — Kim jesteście i kto wam kazał to zrobić?!

Byłem niebywale wściekły na jej roszczeniowy ton.

Bez namysłu przemierzyłem pokój i ruszyłem prosto w jej stronę zdecydowanym krokiem. — Kobieto, nikt — powiedziałem, gdy się do niej zbliżyłem — powtarzam, nikt nie mówi do mnie w ten sposób. Naruszyłaś królewską komnatę. Okazałaś brak szacunku swojemu królowi. Bezwstydnie obnażyłaś się przede mną. Podniosłaś głos na dwóch członków rodziny królewskiej. Czy muszę dodawać coś więcej? Za twoje przewinienia zostaniesz ścięta o świcie.

W jej oczach znów pojawił się strach, ale trwał tylko chwilę, bo nagle wybuchnęła śmiechem. Głębokim, szczerym śmiechem.

— O mój Boże, jesteś najlepszym aktorem, jakiego widziałam w życiu! — Położyła dłoń na moim nagim ramieniu i poklepała mnie. Poklepała mnie!

Co za czelność...

— I ta scenografia. Wow. Detale w tym pokoju wyglądają naprawdę imponująco. — Przeszła obok mnie, a potem z entuzjazmem zaczęła badać godło mojego królestwa wyhaftowane na pościeli. — Wow — odezwała się, a uśmiech nie schodził jej z twarzy.

Przez chwilę byłem zbity z tropu. Jej uśmiech był rozbrajający.

— Poważnie, co wy wykombinowaliście, co? Wynajęliście dla mnie całe to krwawe Hollywood? Kto to ukartował? Na pewno Chloe, prawda? Moja kuzynka bywa czasem teatralna.

O czym ta kobieta bredziła?

Elyon i ja wymieniliśmy spojrzenia. W naszych głowach kłębił się mętlik.

„Powiedz mi, że to tylko twój podstęp, żeby wmówić mi, że wciąż nienawidzisz kobiet, bracie” — przekazał mi telepatycznie. Posłałem mu surowe spojrzenie i odpowiedziałem: „Nie. Tak jak mówiłem, po prostu zmaterializowała się przede mną. Nie sprowadziłem jej tutaj i na pewno nie zamierzaliśmy się pieprzyć”.

„Wow” — pokręcił powoli głową, wyglądając na zdumionego. „To ci dopiero numer”. Patrzył, jak kobieta przechadza się z kąta w kąt mojej sypialni, szukając nie wiadomo czego. Spojrzał na mnie ponownie i przysięgam, że widziałem, jak w jego głowie obracają się trybiki. „Dobra, ja to przejmę” — powiedział mi, uśmiechając się od ucha do ucha. „Ty po prostu... em... trzymaj język za zębami. Nie wyda jej się atrakcyjny z tym swoim gburowatym nastawieniem”.

„Co to ma niby znaczyć?” — warknąłem, ale on mnie zignorował, nawiązując z nią ponownie rozmowę.

— Zdaje się, że zostałaś wprowadzona w błąd, Piękna. To nie jest żart. Naprawdę znajdujesz się w komnacie króla. Jeśli będziesz łaskawa wyjrzeć przez balkon, zobaczysz, że mówię prawdę.

Elyon wskazał na wielki balkon, który zostawiłem otwarty, i posłał jej promienny uśmiech.

Kobieta zdawała się to rozważać. Powoli ruszyła na zewnątrz, odsuwając na bok długie, przezroczyste zasłony, i stanęła na środku mojego balkonu.

Widok jej pleców i prostych, brązowych włosów sprawił, że przełknąłem nieistniejącą gulę w gardle. Nigdy wcześniej nie miałem kobiety w swojej komnacie, a tym bardziej w ramionach. Widok jej stojącej na moim balkonie zburzył normalny rytm mojego serca. Nienawidziłem tego.

— O Boże, to... to nie jest prawdziwe. — Pokręciła głową, a potem odwróciła się przodem do nas.

Przez cienką zasłonę nasze oczy znów się spotkały. W jej spojrzeniu mieszało się zagubienie, całkowite zaskoczenie i groza. Moje było pełne dumy.

— Owszem, jesteśmy prawdziwi — powiedziałem, a mój głos stał się niski, drapieżny — więc jeśli nie chcesz stracić głowy, lepiej zacznij okazywać mi szacunek.

Głośno wciągnęła powietrze, cofnęła się o krok i mocniej zacisnęła dłoń na pościeli. — Moją głowę? — wymruczała drżącym głosem, a jej twarz stała się obrazem prawdziwego przerażenia. — Moją...

Wtedy zobaczyłem, jak jej oczy wywracają się do tyłu. Straciła równowagę i zaczęła bezwładnie opadać na podłogę szybciej, niż zdążyłem zareagować. Na szczęście, zanim jej głowa uderzyła o ziemię, Elyon zdołał ją złapać. W całym królestwie uchodził za najszybszego wilkołaka. Cóż, drugiego po swoim królu.

Trzymana w jego ramionach, miała bezwładnie opuszczoną głowę i mocno zaciśnięte powieki. Cokolwiek sprawiło, że zemdlała — nie obchodziło mnie to. Tak będzie łatwiej się jej pozbyć.

Mój brat spojrzał na mnie z niezadowoleniem. Pierwszy raz widziałem go w takim stanie.

— Bracie, nie odstraszaj jej, proszę — powiedział, kręcąc głową. — Ona jest moją jedyną szansą na wolność.

— O czym ty gadasz, Elyon? — szczeknąłem, marszcząc brwi.

Przez chwilę wyglądał na zaskoczonego, a potem rozbawiony uśmiech zastąpił ponurą linię jego ust.

— Rada ci nie powiedziała?

— Nie powiedziała mi czego? — zapytałem. Nic nie uchodzi mojej uwagi, chyba że celowo to ignoruję.

Elyon cmoknął i głęboko westchnął.

— Ojciec wiedział, że mimo obietnicy nie weźmiesz żony po jego śmierci — zaczął. Po tym jednym zdaniu poczułem, że to, co usłyszę dalej, bardzo mi się nie spodoba. — Więc aby rozwiązać ten problem, wyznaczył limit twojego panowania. Pożegnasz się z koroną, jeśli nie weźmiesz żony w ciągu czterdziestu dni od swoich dwudziestych dziewiątych urodzin.

— Co?! — ryknąłem. Jak do diabła mogłem o tym nie wiedzieć?

Moje urodziny były za trzy dni. Dla normalnego mężczyzny obdarzonego urodą i bogactwem, czterdzieści dni na znalezienie żony to drobnostka, ale dla mnie było to niemal niemożliwe. Wolałbym iść na wojnę z Krainą Elfów niż zabiegać o względy kobiety.

Szlag.

— Możesz sobie wyobrazić, jak to dla mnie brzmiało — kontynuował mój brat, a jego szczęka się napięła. — Jestem następny w kolejce do tronu, ale wiesz, że go nie chcę. Sama myśl o obowiązkach przyprawia mnie o dreszcze.

Spojrzał ponownie na kobietę i w mgnieniu oka jego wyraz twarzy złagodniał. Znów się uśmiechnął.

— Jednak wydaje się, że Bogini uśmiechnęła się do ciebie, bracie. Wyczucie czasu jest idealne. Spójrz na nią. Ona jest twoją przepustką do rozwiązania problemów małżeńskich. I moją przepustką do wolności.

— Jest moją przepustką do gigantycznego bólu głowy — odparłem złośliwie. — Wygląda na to, że nie ma pojęcia, gdzie jest i kim jesteśmy. Podejrzewam, że pochodzi z innego wymiaru. Może być kimkolwiek, a ja tego nie chcę. — Posłałem kobiecie zimne spojrzenie i warknąłem. — Nie potrzebuję żony. Nie potrzebuję królowej. Powtarzałem to radzie raz za razem.

— Ale twoje królestwo potrzebuje dziedzica — odparł Elyon. — Jeśli ty go nie dasz, to kto?

— Ty — odpowiedziałem bez wahania. — Masz mnóstwo kobiet u stóp, Elyon. Pewnie już masz całą gromadkę potomstwa. Niech jeden z twoich pierworodnych zostanie moim dziedzicem.

— I ryzykować rebelię? — zmarszczył brwi. — Varick, ty jesteś prawowitym władcą. Ja jestem tylko twoim przyrodnim bratem. Nie nadaję się do tych spraw, podobnie jak moi synowie... — Odchrząknął i wzruszył ramionami. — Cóż... jeśli jakiegoś mam, ale nie o to chodzi. Jako twój królewski doradca radzę ci wziąć tę kobietę. Zmaterializowała się pod tobą, do jasnej cholery. Czy to nie daje do myślenia?

— Nienawidzę kobiet. Nienawidzę ich charakteru. Brzydzę się ich ciałami — oświadczyłem prosto z mostu. — Jeśli nie pomożesz mi rozwiązać tego problemu, sam się nim zajmę. Jestem Królem Alfą Aethelgardu. Unieważnię dekret ojca.

— Powodzenia zatem — uciął.

W odpowiedzi wywróciłem oczami, odwróciłem się od nich i wyszedłem z balkonu.

— Zabierz ją do lochu. Niech tam gnije jak najdłużej.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki