< Harper >
Lekcja numer jeden należycie odnotowana. Nigdy nie zakładaj ani nie obliczaj niczego na pewniaka, gdy w grę wchodzą nocne stworzenia z tego wymiaru.
Kiedy tylko książę czmychnął z pokoju, stałam jak rażona piorunem, myśląc o tym, jak szybko toczą się wydarzenia. Złożył propozycję. Ja ją przyjęłam. A teraz nie mogłam opuścić tej rezydencji pomimo nadciągającego przybycia Króla.
Prawdę mówiąc, nie chciałam go więcej widzieć, ale pragnienie powrotu do „ludzkiego wymiaru” — jak to nazywali — przeważało nad moją niechęcią do tego faceta. Musiałam tylko rozmawiać z nim w cywilizowany sposób i trwać przy nim tak długo, aż nauczy się szanować kobiety.
Albo... dopóki Elyon nie zabierze mnie z powrotem do mojego świata.
Nieważne, czy Król szanuje kobiety, czy nie. Z tą jego naturą ogra szczerze wątpię, by kiedykolwiek się zmienił. Przenigdy.
Mrugając gwałtownie, odzyskałam panowanie nad sobą i rozejrzałam się dokoła. Spośród wszystkich rzeczy w ogromnej łazience moją uwagę przykuł basen. Miał prostokątny kształt. Woda wypływała z kamiennej rury przymocowanej do ściany. Sposób, w jaki ciecz mieniła się w promieniach słońca wpadających przez kopułę sufitu, skusił mnie, by ją przetestować. Elyon sam powiedział, że woda ukoi moją skórę. Wiedziałam, że po prostu muszę spróbować kąpieli, zanim Król się zjawi.
Bez wahania rozebrałam się, a koszulę i bieliznę ułożyłam starannie na pobliskim stoliku, by mieć je pod ręką później.
W momencie, gdy moje nogi zanurzyły się w wodzie, przepadłam. Woda była wręcz czarująca i ożywcza. Plan był taki: zanurzyć się, trochę popływać i wyjść z basenu na tyle szybko, by Król nie zastał mnie nagiej. Z pewnością, biorąc pod uwagę wielkość tej posiadłości i liczbę pokoi, wątpiłam, by skierował się prosto tutaj.
Cholerne błędne obliczenia.
Kilka minut później zajęta byłam rozczesywaniem włosów palcami, gdy wyczułam czyjąś obecność za plecami. Zgodnie z przewidywaniami, był to Król.
Moim pierwszym odruchem było rzucenie się do wody, by ukryć całe ciało przed jego wzrokiem i odpłynąć jak najdalej. Kiedy wynurzyłam się na powierzchnię, byłam już poza jego zasięgiem.
Patrząc na jego beznamiętną twarz, nie wydawał się zaskoczony moją obecnością w rezydencji, ale wyglądał na totalnie wściekłego z powodu faktu, że korzystam z jego basenu.
Jego basenu.
A to oznaczało tylko jedno: książę Elyon ulokował mnie w komnatach Króla. Nawet nie raczył mnie poinformować o tym niezwykle istotnym szczególe. Niech go szlag.
Chciałam wytknąć mu chamskie zachowanie, ale przypomniałam sobie słowa księcia i naszą umowę. Może rozpoczęcie cywilizowanej rozmowy sprawi, że czas spędzony z nim stanie się znośniejszy.
Myliłam się.
Nie dość, że jego charakter był wadliwy, to jeszcze okazał się zboczeńcem. To znaczy, żaden mężczyzna przy zdrowych zmysłach nie rozbierałby się do naga przed kobietą. Cóż, chyba że owa kobieta byłaby jego kochanką lub kimś w tym rodzaju.
Ale ja nią nie byłam. Powinien zachować się przyzwoicie, a jednak tego nie zrobił, wybierając próbę zastraszenia mnie swoim... królewskim ciałem i potężnym przyrodzeniem.
Nie mogłam temu zaprzeczyć. Chciałam zobaczyć więcej. Chciałam gapić się na twarde płaszczyzny jego brzucha, ścięgna, zarysowane mięśnie i idealnie wyrzeźbiony „radiator”. Podczas gdy większość królów, jakich znałam z Ziemi, miała korpulentne sylwetki i wypukłe brzuszki, ten król Aethelgardu spełniał wszystkie wymogi kandydata na modela Armaniego, a nawet więcej. Znacznie więcej.
Zdecydowanie nie rozczarowywał też w kwestii urody. Był kompletnym uosobieniem prawdziwie prawowitego, idealnego władcy królestwa.
Gdyby tylko nie był takim dupkiem.
Podczas naszej rozmowy mężczyzna nadal zachowywał się opryskliwie, odważył się nazwać Ziemię wysypiskiem śmieci — co do czego po części czułam wstyd — i gburowato oznajmił, że nie chce znać mojego imienia.
Nie mogłam się powstrzymać. Przestało mnie obchodzić, że jest królem. Musiałam sprawić, by dotarło do niego, jak podle mnie traktuje.
W rezultacie tylko dolałam oliwy do ognia. Właściwie to mi zagroził, mówiąc o swojej stronie, której należy się bać. Musiał mieć na myśli swoją potworną naturę wilkołaka czy likana. Nietrudno było to rozszyfrować. Sam Elyon powiedział mi, że są tego rodzaju stworzeniami.
Ale tak, przyznaję. Sposób, w jaki patrzył na mnie morderczym wzrokiem, napawał mnie lękiem. Jednak w tamtym momencie odebrałam lekcję numer dwa:
Nigdy, przenigdy nie wolno mi pokazać strachu. To tylko napompowałoby jego i tak już przerośnięte ego.
Trzydzieści minut po tym katastrofalnym spotkaniu postanowiłam wyjść z basenu. Ostrożnie pobiegłam po bieliznę i koszulę, po czym skierowałam się do suszarni. Moim planem było opuszczenie komnat Króla i znalezienie innego pokoju, tak daleko, jak to tylko możliwe. Na szczęście po drodze już go nie spotkałam.
W poszukiwaniu pokoju, który spełniałby moje wymagania, przemierzałam korytarze i schody. Rezydencja była wystarczająco duża, by pomieścić pięć drużyn piłkarskich wraz z ich dziewczynami lub żonami. Była tak wspaniała, jak się spodziewałam. Niczym Pałac Buckingham, ale z lepszym i odważniejszym kunsztem rzemieślniczym.
Znalazłam taki, który trafił w mój gust. Nie za mały i nie za duży. Miał kącik do czytania obok dużego salonu i palenisko wypełnione imponująco wyglądającymi, neonowoczerwonymi kamieniami.
Sypialnia znajdowała się w osobnym pomieszczeniu z oknami sięgającymi sufitu. Wypróbowałam łóżko — było tak samo miękkie jak to w komnatach Króla. Miało ramę z baldachimem, ale zamiast ciężkich, ciemnoniebieskich zasłon, zdobiły je zwiewne, białe firany. Dokładnie tak wyobrażałabym sobie miejsce noclegowe podczas wakacji na Karaibach.
Sprawdziłam łazienkę i była przepiękna. Nie tak ogromna jak ta Króla z basenem, ale wolałam właśnie taką. Szklany prysznic w rogu, wanna naprzeciwko i blat z owalnym lustrem ozdobionym delikatnymi liniami i krzywiznami — w zasadzie wszystkie niezbędne rzeczy były na miejscu i wystarczyły, by mój pobyt w tym wymiarze stał się znośny.
Martwiła mnie jednak jedna rzecz: moje ubrania. Szafa w tej komnacie nie zawierała gotowych sukienek, a wątpiłam, by w pozostałych pokojach znalazło się coś specjalnie dla kobiety.
Pomyślałam o księciu i w moim sercu zapłonęła iskierka nadziei. Najprawdopodobniej był na tyle inteligentny, by przynieść mi ubrania przy naszym następnym spotkaniu. Problem polegał na tym, że nie miałam pojęcia, kiedy odwiedzi mnie ponownie.
Miałam jednak nadzieję, że stanie się to niedługo.
Gdy już zadomowiłam się w wybranym pokoju, kolejnym punktem na mojej liście było znalezienie jedzenia. Na szczęście po dwudziestu minutach poszukiwań odnalazłam jadalnię i kuchnię. Znajdowały się na drugim piętrze rezydencji, tuż obok sali muzycznej i siłowni.
Tak, w tym wymiarze faktycznie istniała siłownia i miała typowe wyposażenie, jakie widywałam na Ziemi. Na moich ustach pojawił się uśmiech na myśl o korzystaniu z niej podczas pobytu tutaj — idealny sposób na zabicie czasu.
W kuchni miałam szczęście znaleźć jedzenie i to nie byle jakie — cały wachlarz gotowych dań przechowywanych w schludnej szafce przypominającej lodówkę. Wyjęłam talerz gofrów, a te w magiczny sposób stały się gorące i parujące tuż przed moimi oczami. Wyciągnęłam świeżo pokrojone owoce, mając nadzieję, że smakują jak te na Ziemi. Smakowały tak samo, a nawet lepiej. Były aromatyczne, miały bogaty kolor i teksturę.
Wyglądało na to, że tutejsze jedzenie posiadało jakieś magiczne właściwości. Nie dbało mnie to. Nie narzekałam. Dopóki mój żołądek był pełny, wszystko było w porządku.
Następnie spędziłam większość czasu na zwiedzaniu rezydencji — jej wnętrz oraz wypielęgnowanych ogrodów otaczających budynek. Uznałam, że Król już odjechał, więc miałam swobodę poruszania się bez obaw, że na niego wpadnę.
Miałam całe to miejsce dla siebie. Nie było strażników jak wcześniej, nie było też służby. To był mój własny kawałek sanktuarium i w końcu zaczęłam cieszyć się pobytem w tym świecie.
Aż nadszedł następny poranek...
I zdałam sobie sprawę, że cieszyłam się zbyt wcześnie.
Wraz ze wschodem słońca, kwaśna mina Króla była pierwszą rzeczą, jaką ujrzałam po otwarciu oczu.
O rany, w tamtej chwili pomyślałam, że zaraz zostanę przelecona...
Prosto do grobu.






