languageJęzyk
Strona główna/Królewski/Nienawidzona Luna Króla/Rozdział 2 - Wielki, zły wilk

Rozdział 2 - Wielki, zły wilk

Autor: Ilsa Brenner22 cze 2026

< Harper >

Obudziłam się bez pulsującego bólu głowy, co było dziwne, biorąc pod uwagę, że pamiętałam utratę przytomności na środku balkonu — i to nie byle jakiego, bo tak zwanego balkonu Króla. Powinnam była uderzyć o ziemię, nabawić się wstrząśnienia mózgu albo złamać kręgosłup, a czułam się tak samo zdrowa, jak przed rozpoczęciem całego tego zamieszania. Albo balkon miał wyjątkowo miękką podłogę, albo ktoś zamortyzował mój upadek — nie bardzo pamiętałam, co działo się po utracie przytomności, ale tak czy inaczej, wyszło mi to na dobre.

Wszystkie wspomnienia z ostatnich kilku godzin — czy minut? a może dni? sama nie wiedziałam — wróciły do mnie falą w momencie, gdy otworzyłam oczy. Moją pierwszą myślą było: „Tak, naprawdę jestem w świecie fantasy, jakże to wspaniałe!”. Ale mój zdrowy rozsądek natychmiast mi przerwał, przypominając, że moja głowa jest zagrożona odcięciem. Ten arogancki facet, który nazywał siebie królem, obiecał, że zostanę ścięta o świcie.

Szybko rozejrzałam się po miejscu, w którym się znajdowałam. Leżałam na łóżku z bardzo miękkim materacem i poduszkami, ubrana w jedwabistą, krótką sukienkę do kolan. Zmarszczyłam nos. Ewidentnie nie byłam we własnym łóżku i we własnej piżamie, co oznaczało, że wydarzenia z tymi mężczyznami nie były snem.

Łóżko miało cztery kolumny, a jego grube zasłony były zaciągnięte tak, że całkowicie zakrywały materac. W środku panowała ciemność. Musiałam wyciągnąć rękę, by rozsunąć tkaninę i sprawdzić, co dzieje się na zewnątrz.

Serce mi zamarło. Był dzień. Prawdopodobnie rano. Co oznaczało, że mój czas dobiegł końca i prawdopodobnie wkrótce pożegnam się z życiem.

Ogarnęło mnie przerażenie.

— O nie... — wymruczałam, kręcąc głową. — Nie, nie, nie, nie, nie! Muszę znaleźć stąd jakieś wyjście!

Wygramoliłam się z łóżka, wydostając się z ciemności w stronę światła. Kiedy moje stopy dotknęły zimnej, lśniącej podłogi, zobaczyłam dwóch strażników stojących przy otwartych drzwiach po prawej stronie, odzianych w zbroje i hełmy. Wyglądali jak podróbki ze Skyrima, roztaczając wokół siebie groźną aurę i trzymając w dłoniach ciężkie, ostro zakończone włócznie.

Zakryłam usta dłonią, by stłumić krzyk. Mimo zakrytych twarzy czułam na sobie ich wzrok, ale na szczęście nie drgnęli. Ani o milimetr. Zupełnie jak strażnicy przed Pałacem Buckingham. Dobrze.

Odwróciwszy się, zaczęłam szukać innej drogi ucieczki z pokoju. Po lewej stronie, blisko łóżka, znajdowały się drugie drzwi, więc powoli, by nie wzbudzać podejrzeń, podeszłam do nich. Gdy zajrzałam do środka, jęknęłam z zawodu na widok znajomego układu łazienki ze szklanymi ścianami i ogromnym, parującym basenem.

— Woda wyda ci się kojąca dla skóry, gdy tylko zanurzysz się w basenie. Spróbuj, nalegam — odezwał się nagle męski głos za moimi plecami.

Odwróciłam się gwałtownie, by zobaczyć intruza, i oto stał on — człowiek, którego pamiętałam jako brata króla.

— Jestem książę Elyon, do twoich usług, brat króla Varicka z Królestwa Aethelgardu, królewski doradca Jego Majestatu i zdeklarowany wielbiciel kobiet. Czy mogę poznać twoje imię, Piękna Dziewico?

Zamiast mu odpowiedzieć, zmarszczyłam brwi i powiedziałam:

— Uprzejmości są bezużyteczne, gdy przychodzisz tu, by towarzyszyć mi w drodze na szafot.

— Na szafot? — uniósł brew, wyglądając na zdziwionego. — Co cię skłoniło do takiej myśli?

Prychnęłam. W co ten człowiek grał?

— Jeśli dobrze pamiętam, twój okrutny brat skazał mnie na śmierć przez ścięcie z głupich powodów.

— O, nie przejmuj się tym — szybko pokręcił głową. — On po prostu plotł bzdury. Nie bierz tego do siebie.

— Groził mi — położyłam rękę na piersi. — Oczywiście, że biorę to do siebie.

Ale mój popis odwagi został zignorowany. Tylko wzruszył ramionami, wyglądając na zupełnie nieprzejętego.

— Przyzwyczaisz się do tego, obiecuję. Poza tym mój brat nie zawsze jest taki zgryźliwy. Przekonasz się, że ma też troskliwą stronę.

— Co sprawia, że myślisz, że chcę wiedzieć o nim cokolwiek więcej? — syknęłam. — Powinnam być w domu. Gdzie w ogóle jest to miejsce i dlaczego tu jestem?

Choć byłam fanką fantasy, nie sądziłam, by pozostanie tutaj było zdrowe. Po pierwsze, nie miałam pojęcia, jak przetrwać: nie miałam pieniędzy, dachu nad głową, żadnych rzeczy osobistych, a nawet Bandyty, mojego ukochanego husky'ego, który dawał mi codzienną dawkę radości. Po drugie, nawet nie wiedziałam, gdzie to jest. Wyglądało to jak Ziemia, ale nie wiedziałam, co jedzą ani czy w ogóle jedzą. To, że posługiwali się angielskim, było bonusem, ale ta zaleta bledła przy mnóstwie wad.

Mężczyzna o imieniu książę Elyon nie wydawał się urażony moim autorytarnym tonem. Wyglądał wręcz na rozbawionego.

— Cóż, zamiast zabierać cię do lochów zgodnie z życzeniem króla, sprowadziłem cię do tej posiadłości — odpowiedział. — To miejsce jest daleko od zamku, nie martw się. Tu będziesz bezpieczna, dopóki nie rozwiążemy twojej... em... sytuacji. Sama mówiłaś, że po prostu dotknęłaś obrazu i nagle, buch, znalazłaś się w łóżku króla.

skinęłam głową z wahaniem. — Tak, można to tak ująć. — Nie mogłam pojąć, co właściwie wydarzyło się w moim pokoju, ale przynajmniej teraz miałam kogoś, kto mógł posiadać jakieś informacje, a przynajmniej miałam taką nadzieję.

— Król przypuszcza to samo co ja, że możesz pochodzić z innego wymiaru — stwierdził książę. — Czy potrafisz zmieniać postać? Pokazać kły? Albo pić krew? Może rzucać zaklęcia? Wytwarzać łuski i rogi? A może jesteś jak ci z ludu Elfów, z ich eteryczną urodą i nieodpartym seksapilem. Z pewnością jesteś piękna i pociągająca, wręcz idealna dla mojego bra...

— O czym ty mówisz? — zmarszczyłam brwi. Gdziekolwiek zmierzał z tą rozmową, nie chciałam mieć z tym nic wspólnego. Ten facet musiał mieć coś z głową. Jeśli się nie myliłam, nawiązywał do kryptozoologii.

— Hmmm, sądząc po twojej odpowiedzi i dziwnych reakcjach zeszłej nocy, już wiem, kim jesteś — pokiwał głową, jakby był pewien swego. — Jesteś człowiekiem.

Mrugnęłam wielokrotnie, słysząc to, i przez chwilę chciało mi się śmiać.

— Tak jak ty — odparłam, mierząc go wzrokiem od stóp do głów. No błagam, to było oczywiste. W moich oczach wyglądał jak człowiek. Miał normalną głowę, kończyny i tułów. I miał nawet wybrzuszenie — może nie tak widoczne jak u króla, ale jednak — pod spodniami, skrywające ten anatomiczny narząd służący prokreacji i innym celom...

Książę zaśmiał się cicho. — O nie, nie, nie. Ja jestem inny. Ja... em... cóż, to trudne. Jak by to ująć. — Podrapał się po głowie, wyglądając niemal na nieśmiałego. — Od czasu stworzenia światów nigdy nie odnotowano przypadku, by człowiek wtargnął do innych sfer. Dbaliśmy o to, by ludzie nie mieli pojęcia o naszym istnieniu, i to prawo było dla nas święte aż do teraz. Jesteś pierwszą, która pojawiła się w tym królestwie.

— Światów? — powtórzyłam, niemal dławiąc się tym słowem. — To dość mocne określenie. Pozwól, że zgadnę, jesteście stworzeniami, które istnieją tylko w książkach.

— Pff! — Teraz mężczyzna naprawdę wybuchnął śmiechem. Spojrzałam na niego gniewnie, czując się urażona.

Na szczęście po kilku sekundach przestał.

— Przepraszam, to było nieuprzejme z mojej strony, ale nie mogłem się powstrzymać. W końcu jesteśmy prawdziwi — oświadczył. — Nie jesteśmy tylko postaciami z książek. Jesteś w Królestwie Aethelgardu. W świecie, w którym istnieją tylko wilkołaki i likany.

I to by było na tyle. Ten książę naprawdę miał uszkodzony mózg, ale po wszystkim, czego doświadczyłam zeszłej nocy i w ciągu ostatnich kilku minut, mogłam stwierdzić, że mówił prawdę.

— Wilkołaki... Likany... — Przetestowałam te słowa na języku. Brzmiały szorstko, niezwykle i zupełnie niedorzecznie, ale inna część mnie próbowała nadać im sens. — Masz na myśli coś w stylu „Teen Wolf” albo „Underworld”?

Książę Elyon otworzył usta, patrząc na mnie bezmyślnie. — Nie rozumiem, co mówisz. Czy to jakaś rzecz ze świata ludzi?

„Ech” — moja głowa roześmiała się z tej ironii.

— Uznałabym cię za certyfikowanego wariata, gdyby nie ten dziwny pokój, w którym jestem, i strażnicy w tych pretensjonalnych strojach przy drzwiach. Pamiętam też, co widziałam zeszłej nocy: widok z balkonu na osadę, która mogłaby istnieć tylko w świecie fantasy, i pamiętam, jak błyskawicznie zmieniłam miejsce po dotknięciu obrazu, jak za sprawą magii, więc powiem, że naprawdę wierzysz w to, co mówisz.

— Podoba mi się, że analizujesz informacje całkiem spokojnie — uśmiechnął się.

— A co miałabym robić? Krzyczeć jak szalona? Prosić cię, żebyś — co? — przemienił się na moich oczach? Nie ma mowy. Już wczoraj zemdlałam z zaskoczenia. Nie chcę, żeby to się powtórzyło.

— Czy mogę poznać twoje imię? — nagle zmienił temat. Tym razem wyczułam w jego oczach szczerość.

— Harper Brooks — wypaliłam.

— Hmm, Drottning Harper. Podoba mi się jak to brzmi.

Na te słowa posłałam mu zdziwione i ostre spojrzenie. O czym on mówił? Byłam prawie pewna, że użył staronordyckiego, ale co to słowo oznaczało? I skąd ten człowiek w ogóle zna angielski i nordycki?

— W każdym razie znam ludzi, którzy mogą mieć odpowiedź na twoją sytuację — przeszedł przez drzwi do wnętrza łazienki, stanął przy parującym basenie i znów na mnie spojrzał. — Którzy mogliby nawet odesłać cię z powrotem do świata ludzi. Pomogę ci, ale w zamian ty musisz pomóc mi.

Wzięłam głęboki oddech.

— Nie jestem pewna, czy powinnam ci ufać — powiedziałam bez wahania.

Położył pięść na piersi i lekko skłonił głowę w moją stronę.

— Jestem bratem króla. Jestem członkiem rodziny królewskiej, a my zawsze dotrzymujemy słowa. Poza tym, właśnie ocaliłem cię przed egzekucją, czyż nie?

Na tym etapie życia nie sądziłam, by zaufanie mu mogło mi zaszkodzić. Biorąc pod uwagę sytuację, i tak nie miałam zbyt wielu atutów. Byłam bezbronna w tym królestwie, które nazywał Aethelgardem, i choć nienawidziłam tej myśli, on był moją jedyną nadzieją na przetrwanie i powrót do domu.

Syknięłam. — Dobra, niech ci będzie. Co mam zrobić?

— Cóż, właściwie nic wielkiego. — Przez chwilę wahał się, czy kontynuować. — Po prostu... cóż... chcę, żebyś uleczyła króla z nienawiści do kobiet.

— Twój brat nienawidzi kobiet? — zapytałam zaskoczona. Nic dziwnego, że ten gbur patrzył na mnie wczoraj jak na szkodnika. Czy on ma gynofobię? To poważna sprawa.

— Tak — zawiesił głos książę — to problem, z którym królestwo boryka się od wielu lat, i przez to mamy trudności z uzyskaniem dziedzica.

Moja szczęka się napięła. — Jeśli sugerujesz, że mam urodzić mu dzieci, to ja odpadam.

Nie zrozumcie mnie źle, kocham dzieci. Po pracy raz w tygodniu wolontaryjnie pomagam w pobliskim sierocińcu. Po prostu nie podobał mi się pomysł rozkładania nóg w zamian za przysługę. To po prostu niemoralne. Nie zniżyłabym się do tego poziomu, nawet gdyby oznaczało to, że nigdy nie wrócę do swojego świata i zostanę uwięziona w tym przeklętym wymiarze.

— Nie — szybko odpowiedział książę, ale potem odwrócił wzrok w stronę basenu i znów zawiesił głos. — Nie... Chcę tylko, żebyś stopniowo go odwrażliwiała swoją obecnością — samą obecnością, i może nawiązała jakąś rozmowę? Taką, która nie doprowadzi do kłótni? Mój brat bywa bardzo brutalny w słowach.

Jęknęłam w duchu. — Wiem. Miałam tego przedsmak zeszłej nocy.

— Cóż, to dobrze — uśmiechnął się szeroko. — Masz przewagę na starcie. Zatem umowa stoi?

— Jeśli obiecasz, że będę mogła wrócić do domu, umowa stoi — odparowałam.

— Obiecuję... — Zawiesił głos po raz trzeci. Zaczynało mnie to denerwować. Nie powinnam mu w pełni ufać.

— Kiedy zaczynamy? — zapytałam.

Uśmiechnął się do mnie i odpowiedział:

— Właściwie to teraz. Ta posiadłość to sanktuarium króla. Przychodzi tu codziennie. — Spojrzał na wielką szklaną kopułę bezpośrednio nad basenem, wpatrywał się w nią przez kilka sekund, a potem kontynuował: — Właściwie to lada chwila. Jest już w drodze, więc chyba powinienem się zbierać. Na pewno nie chcę ściągnąć na siebie jego gniewu z samego rana. Pewnie połączyłby fakty i natychmiast obwinił mnie za twoją obecność tutaj.

— Co?! — krzyknęłam, zaskoczona jego słowami. Nie sądziłam, że zobaczę króla tak szybko i to w takim miejscu. — Myślałam, że będę widywać króla tylko na dworze i podczas oficjalnych uroczystości — wyrzuciłam z siebie, gdy przechodził obok mnie do sypialni. — Tak to zazwyczaj wygląda w moim świecie, chyba że jest się rodziną albo... kochanką króla, a ja nią nie jestem. Nie sądzisz, że skaże mnie na śmierć, gdy tylko mnie tu zobaczy? Na pewno nie był zachwycony, gdy pojawiłam się w jego komnacie zeszłej nocy.

Książę Elyon zatrzymał się i pokazał mi kciuk w górę. — Wszystko będzie dobrze. Mam w ciebie wielką wiarę.

— To mało uspokajające, Wasza Wysoko—ść — zmarszczyłam na niego brwi.

— Do zobaczenia wkrótce w zamku. — Puścił mi oko i bez pożegnania wymaszerował z pokoju, zostawiając mnie samą naprzeciw największego i najgroźniejszego wilka w tym królestwie.

Dosłownie.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 2 - Wielki, zły wilk - Nienawidzona Luna Króla | StoriesNook