Siedem godzin później jestem całkowicie wyczerpana i spocona, oparta o wezgłowie łóżka i wyciągam ręce po mojego małego synka, którego położna owija w kocyk i nachyla się, by złożyć go w moich ramionach.
– Siedem godzin od początku do końca – mówi, kręcąc głową z podziwem na mnie, a potem na Finniana, który stoi u mego boku. – Szczerze, „Bina, powinnaś mieć dziesiątkę dzieci – dla ciebie to jak od






