— Chodź, ty moja płaczko — mruczy Finnian Sullivan, gładząc mnie po głowie i zmuszając, bym na niego spojrzała, podczas gdy ja się śmieję. — Chodźmy napić się czegoś nad rzeką.
— Nie jestem smutna! — protestuję, wciąż się śmiejąc. — Po prostu… oszołomiona i… zmęczona, i… tu jest tak pięknie, i…
— I może odrobinę smutna?
Kręcę głową na „nie”, wciąż się uśmiechając, ale sposób, w jaki na mnie patrzy






