— Odwożę cię do domu? — pyta Julian, biorąc moją dłoń w swoją w roztargnieniu i muskając wargami moje knykcie.
Jest rozkojarzony, niezbyt zaangażowany w ten gest, w przeciwieństwie do mnie. Delikatnie przygryza skórę na moim nadgarstku. Piskam cicho. On uśmiecha się szeroko, po czym składa tam pocałunek.
Jest około szóstej. Spędziliśmy z Julianem cały dzień. Nawet niczego konkretnego nie robiliśmy






