Pobiegłam z powrotem do kuchni, jak tylko Felix zniknął z pola widzenia. Kręciło mi się w głowie, czułam napływ krwi do żył, serce waliło mi tak szybko, że czułam je w szyi. Dotknęłam karku, czując ciepło pod dłonią, i zamknęłam oczy. Raz. Dwa. Trzy. Pięć. Sześć.
Nie.
Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć. Sze-
– Wszystko w porządku, kochanie? – Poczułam dłoń Lydii na ramieniu. Przytaknęłam, wciąż próbując złapać oddech.
– Źle się czujesz? – zapytała, a ja pokręciłam głową. – Przepraszam za to. Po prostu czasami bardzo się denerwuję. – Spojrzałam na nią i zobaczyłam jej oczy wypełnione troską, a usta wykrzywione w zmartwionym grymasie. Udało mi się wykrzesać uśmiech. – To się więcej nie powtórzy.
Lydia zmarszczyła brwi. – Masz prawo się denerwować w pracy, Floro – powiedziała łagodnie, klepiąc mnie po ramieniu. – Usiądź, zrobię ci coś zimnego do picia.
Przytaknęłam z wdzięcznością, siadając na stołku przy ladzie. Patrzyłam, jak Lydia robi mi lemoniadę. Jasne, musiałam dostać ataku paniki w pierwszy dzień pracy. Zastanawiałam się, czy Lydia myśli teraz, że jestem zbyt niestabilna psychicznie, by tu pracować, i będę dla niej tylko obciążeniem. Byłam dobrą pracownicą. A to był dopiero mój drugi atak paniki w tym miesiącu. I to w dodatku łagodny. Jeśli Lydia będzie chciała mnie zwolnić, będę musiała ją przekonać. Nie mogę stracić tej pracy. Zbyt bardzo potrzebuję pieniędzy. I muszę porozmawiać z Felixem. Byłam pewna, że mnie pamięta. Jak mógłby zapomnieć? Spędziliśmy razem całe dzieciństwo. Łączyła nas głęboka przyjaźń, ale przede wszystkim głęboka miłość. Wiedziałam, że się nie mylę. Może teraz wyglądam zbyt inaczej. W końcu byłam jeszcze dzieckiem, kiedy widział mnie ostatni raz. Może był zbyt zmęczony, żeby zauważyć.
Lydia podała mi szklankę lemoniady, a ja powoli ją sączyłam. – Dziękuję, Lydio – powiedziałam. – Nie wiem, dlaczego to się stało. Ale obiecuję, że to rzadkość. Nie pozwolę, żeby to wpłynęło na moją pracę.
– Zdarza się najlepszym, dziecko – zapewniła mnie. – Widziałam, jak dziewczyny reagują gorzej na Felixa. On ma ten urok, wiesz? – Uśmiechnęła się, próbując rozładować sytuację. Uśmiechnęłam się na jej żart. Kobiety zawsze tak reagowały na Felixa. Ale ja nie czułam się tak dlatego, że był zbyt atrakcyjny, czułam się tak, jakby cały mój świat się walił i miałam utknąć pod gruzami.
Dokończyłam napój, szybko umyłam szklankę i odłożyłam ją na miejsce. Zbliżała się pora lunchu, a Lydia przygotowała fantazyjną sałatkę z herbatą mrożoną. Miała zanieść mu jedzenie, za co byłam wdzięczna, ale wtedy zadzwonił jej telefon i poprosiła mnie, żebym zrobiła to ja. Nie sądzę, żebym była gotowa, żeby go jeszcze zobaczyć, ale musiałam. Jak długo mogłam to odwlekać? Poza tym, jeśli chciałam z nim porozmawiać o przeszłości, musiałam być na tyle pewna siebie, żeby złożyć kilka słów w spójne zdania. Wzięłam tacę i poszłam do jadalni, gdzie zobaczyłam Felixa wchodzącego z drugiej strony. Nie spojrzał na mnie ani razu i usiadł na krześle. Po cichu postawiłam jedzenie na stole i odsunęłam się na bok. Poświęciłam chwilę, żeby na niego spojrzeć, naprawdę na niego spojrzeć. Był teraz wyższy, jeśli to w ogóle możliwe. A może zawsze był taki wysoki, a ja tego nie pamiętałam. Miał dłuższe włosy, oczywiście. Bardziej wyraźną szczękę, bardziej zarysowane kości policzkowe. Ciemny, zamierzony zarost zdobił jego twarz. Zawsze golił twarz wcześniej. Jego oczy były zielone jak zawsze, jak listowie w lesie, jak ciemny las deszczowy. Przełknęłam ślinę, czując ciężar osiadający na mojej piersi. Wiedziałam, że jeśli będę tu stać dłużej, zacznę płakać. To było zbyt trudne.
Myślałam o tym wcześniej. Śniłam o tym, właściwie. Ale to był odległy sen, że kiedykolwiek się spotkamy. Żyliśmy w różnych światach, ale nadal to sobie wyobrażałam. Co mu powiem, co on powie, jak będzie wyglądał. Od razu mnie przytuli. Oboje będziemy płakać. Zabierze mnie z powrotem. Zrozumie. Wiedziałam, że będzie ciężko, ale nie wiedziałam, że aż tak. Myślałam, że te pięć lat rozpuściło wszystkie uczucia, jakie do niego żywiłam, ale cała miłość i czułość wróciły w momencie, gdy go zobaczyłam. To było tak, jakbym znowu miała szesnaście lat, cała rozpromieniona na wzmiankę o jego imieniu, moje serce waliło na jego widok, ogarnięta miłością, bólem. Chyba tak się dzieje, kiedy nigdy nie dostajesz zamknięcia. Kiedy nagle zostajesz wyrwany ze wszystkiego, co ci drogie, wszystkiego, co ci znajome.
– C-czy mogę panu coś jeszcze podać? – udało mi się wydusić.
Felix w końcu na mnie spojrzał. Chwilowe spojrzenie, ledwie sekunda, ale poczułam to. – Nie – powiedział po prostu.
Spojrzałam na jego do połowy pełną szklankę herbaty. – Więcej herbaty?
– Nie, panno White – powiedział. – Proszę teraz wyjść. Nie lubię, jak ktoś mnie obserwuje podczas jedzenia.
Przytaknęłam ochoczo i wycofałam się do kuchni. W porządku, że był wobec mnie taki zimny. I może odmawiał rozpoznania mnie, bo nie chciał robić sceny przed Lydią. Porozmawiam z nim, kiedy Lydia wyjdzie. Miałyśmy wyjść po przygotowaniu kolacji. Dopilnuję, żeby ona wyszła pierwsza.
Pomogłam Lydii w przygotowaniu kolacji, była prosta, coś, co mógł szybko podgrzać, kiedy poczuje głód. Zostawiłam zapiekankę w pojemniku do mikrofalówki, z notatką „Proszę jeść z lodami”. Miałam nadzieję, że mu posmakuje. Napracowałam się nad nią.






