Odwrócił się, żeby spojrzeć na przyjaciół. "Dzięki, chłopaki" – mruknął szorstko. "Na pewno Flora was zmusiła."
"Mogłam ich przekupić tortem."
I to była prawda. Serowe przyjęcia-niespodzianki naprawdę nie były w stylu tych rosłych mężczyzn, którzy szkolili się, by kontynuować mafijne dziedzictwo swoich ojców. Ale to był mój styl. I wiedziałam, że Felix potajemnie to uwielbiał.
Jego przyjaciel Nick odezwał się pierwszy. "To nie tak, że możemy ignorować życzenia przyszłej szefowej."
Głęboko się zarumieniłam. Wszyscy myśleli, że weźmiemy ślub, a potem ja będę "szefową", a Felix liderem. On miał nim być, ale nie ja.
"Cholera, racja" – powiedział Felix, ale wiedziałam, że tylko żartuje. Przewróciłam oczami. "Może pokroimy już tort?" – zapytałam, a wszyscy się zgodzili, więc weszłam do środka i przyniosłam tort. Wyglądał ładnie, ale też wystarczająco niechlujnie, żeby można było stwierdzić, że jest domowy.
Stawiając go na stole, zapaliłam świeczki, a wszyscy się zgromadzili. Felix pokroił tort i wiwatowaliśmy. Ogarniał mnie smutek.
Jego przyjaciele usiedli z drinkami i muzyką i jedli jedzenie, które przygotowaliśmy. Ja nie piłam, więc wzięłam sobie napój gazowany i ukroiłam kawałek tortu i usiadłam obok Felixa. On miał w ręku piwo. Nadal pijąc, objął mnie drugą ręką. Przytuliłam się do niego.
Nakarmiłam go pierwszym kęsem. "Sama to robiłaś?"
Skinęłam głową, patrząc na niego z nadzieją. "Smakuje?"
"Jest niesamowity, kochanie. Mój ulubiony."
"Wiem."
Felix uśmiechnął się i pocałował mnie w czubek głowy. "Będę tęsknił, kwiatuszku."
Będę za tobą tak bardzo tęsknić. Tak, tak bardzo. Ale nie mogłam tego powiedzieć. Gdybym to powiedziała, wiedziałam, że zacznę płakać.
"Max to dupek, stary" – powiedział bardzo głośno Vincent, jeden z przyjaciół Felixa. Odpłynęłam myślami od tego, o czym rozmawiali, ale to zdanie przykuło moją uwagę.
Brittany, bliźniaczka Nicka, która również należała do ich gangu, przewróciła oczami. "Nie jest dupkiem za to, że nie obciągnął ci laski, Vinnie."
"Hej!" – upomniał Felix. "Nie przeklinaj przy Florze."
Spojrzałam na niego spode łba. "Nie jestem dzieckiem."
Wzruszył ramionami, a Brittany się ze mną zgodziła, ale to nie miało znaczenia, bo słowo Felixa było ostateczne.
Wstałam, wyswobadzając się z objęć Felixa, i zaczęłam iść na drugą stronę ogrodu. Nienawidziłam, kiedy tak robił. Traktował mnie jak dziecko. Zawsze nadopiekuńczy. Nigdy nie pozwalał mi na nic.
"Flora!" – zawołał Felix za mną i wiedziałam, że zaraz za mną pójdzie.
Doszłam aż do ganku, tak że nikt nie był w zasięgu wzroku. Poczułam, jak ręka Felixa chwyta mnie za ramię i przyciąga do siebie. "No weź, kwiatuszku. Nie bądź taka."
Spojrzałam na niego z najbardziej kwaśnym wyrazem twarzy, na jaki było mnie stać. "Dlaczego nie wrócisz do swoich dorosłych przyjaciół, żeby robić dorosłe rzeczy?"
Przewrócił oczami. "Po prostu próbuję cię chronić."
"Przed przeklinaniem?"
"Zaczyna się od przeklinania" – zgodził się.
"Ty przeklinasz" – wytknęłam.
"To co innego."
Zamilkłam. "Flora" – powiedział cicho. "Jutro wyjeżdżam. Nie kłóć się ze mną." Przyciągnął mnie do siebie, otulając mnie uściskiem. Czułam, jakbym mogła się w niego wtopić. Gdybym mogła, to bym to zrobiła.
"Nie będzie cię tu, żeby mnie chronić" – wymamrotałam. Zdałam sobie sprawę, że mój głos się łamie.
"Hej" – chwycił mnie za brodę i zmusił, żebym na niego spojrzała. "Będę często przyjeżdżał. I powiedziałem Nickowi, żeby się tobą zaopiekował."
Zrobiłam kilka kroków w tył i usiadłam na schodach ganku. Felix usiadł obok mnie. Chwycił moją dłoń, splatając nasze palce.
"Boję się" – szepnęłam.
"Czego, kochanie?"
"Że poznasz inne dziewczyny i zapomnisz o mnie."
Zaśmiał się z tego. Pełnym śmiechem, odrzucając głowę do tyłu. Zmarszczyłam na niego brwi. Dlaczego to było takie zabawne?
"Flora" – powiedział w końcu. "Żadna inna dziewczyna nie może się z tobą równać."
Przewróciłam oczami. "Cztery lata to długo. A na Princeton będzie tyle mądrych i ładnych dziewczyn."
Odwróciłam od niego wzrok, a moje oczy zaczęły się wypełniać łzami. Widziałam to. Przyprowadzi dziewczynę do domu. Będzie wysoka i blondynka i będzie miała długie włosy i wymyślny dyplom. Jego rodzice ją pokochają. Wezmą ślub. A ja będę patrzeć z boku.
Felix wyciągnął rękę i pogładził mnie po włosach. "Spójrz na mnie" – rozkazał. Odwróciłam głowę, żeby na niego spojrzeć. Łzy, które nie spłynęły, sprawiały, że wyglądał na zamazanego. Zamrugałam i jedna łza się wymknęła. Felix przytrzymał moją twarz jedną ręką, ocierając łzę kciukiem.
"Podejdź tu" – wyszeptał i pochylił głowę, muskając ustami moje usta. Mój oddech uwiązł mi w gardle. Wreszcie, wreszcie to się działo. Zamknęłam oczy, a usta Felixa zamknęły się na mojej dolnej wardze. Chwycił mnie za kark, pogłębiając pocałunek. Był miękki i powolny, jakby go smakował. A ja też go smakowałam. Wbijając go w moją pamięć. Zapamiętam to na zawsze. Mój pierwszy pocałunek z Felixem. Tak jak zawsze sobie wyobrażałam. Tak jak zawsze wiedziałam.
Odsunął się trochę, ale nasze twarze nadal były blisko siebie. "Nie chcę wyjeżdżać, Floro" – powiedział szczerze. "Ale muszę. I będę potrzebował, żebyś na mnie poczekała, dobrze? Dasz radę?"
Skinęłam głową. Wszystko. Zrobię wszystko, co powiesz.
"Cztery lata. Skończ szkołę, a potem będziemy razem. Zawsze" – powiedział. "Jesteś moja, Floro."
Przełknęłam ślinę. "A ty poczekasz na mnie?"
"Czekałbym na ciebie wiecznie."






