languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Emilia Hart2 gru 2025

(Teraz)

Wstanie dziś rano z łóżka kosztowało mnie wiele wysiłku. Noc była długa, prawie nie spałam – ledwie trzydzieści minut, a potem zadzwonił alarm. Ta sama piosenka Taylor Swift, którą miałam ustawioną jako dzwonek alarmowy od szesnastego roku życia. Pięć lat słuchania tych samych początkowych dźwięków „Ready for It” sprawiło, że była to jedyna piosenka Taylor Swift, od której przechodziły mnie ciarki. Dlatego nigdy jej nie zmieniłam. Zbyt bardzo lubiłam całą resztę jej muzyki.

To był mój pierwszy dzień w nowej pracy jako gosposia. Po trzech latach wykonywania dorywczych zajęć – kelnerowania, sprzątania i opieki nad dziećmi, byłam szczęśliwa, że znalazłam coś takiego. To była w zasadzie ta sama praca – gotowanie i sprzątanie, ale płaca była naprawdę dobra. Powiedziała mi o tym moja przyjaciółka Lexi. Poznałyśmy się w mojej pierwszej pracy jako kelnerka i mimo że nie pracowałyśmy razem długo – wyszła za mąż za lekarza i przestała pracować – nadal się przyjaźniłyśmy, a ona była na tyle miła, żeby dać mi znać, że ktoś w jej okolicy szuka gosposi, wiedząc, że dobrze zapłacą.

Byłam sceptyczna co do podjęcia tej pracy. Była w okolicy, którą znałam aż za dobrze. Dorastałam tam. Znałam zakamarki, tam był mój pierwszy pocałunek, nauczyłam się jeździć na rowerze na tych samych drogach. Ale to było wcześniej. Zanim wszystko się zmieniło. Nie sądziłam, że ktokolwiek mnie tu rozpozna. Zbyt wiele się zmieniło. Niewiele starszych rodzin mieszkało już w Avalon Heights. Jeśli jacyś zostali, to mnie nie poznają. Myślę, że ja też nikogo bym nie poznała. Kiedy byłam w Avalon, znałam tylko Corsinów. Znałam tylko Felixa.

Wsiadłam do samochodu, trochę się męcząc, bo w jednej ręce miałam banana na śniadanie, a w drugiej kawę. Zjadłam szybko, jadąc kilka kilometrów do Avalon. Mój tata i ja przeprowadziliśmy się do tej nowej okolicy sześć miesięcy temu. Wcześniej mieszkaliśmy dużo, dużo dalej. Tata chciał pozostać jak najdalej od Avalon. Ostatnio zdecydował się przenieść nas z powrotem, bliżej, ale wciąż daleko od życia, które kiedyś mieliśmy.

Dojechałam do domu, zanim skończyłam banana. Wiedząc, że mam jeszcze kilka minut, posiedziałam trochę w samochodzie, wpychając w siebie jedzenie, a potem wypiłam w kilku łykach mrożoną kawę.

Byłam już wcześniej w tym domu, na rozmowie kwalifikacyjnej. Był okazały i majestatyczny, zwany „Scotney Mansion” od nazwiska człowieka, który zbudował go sto lat temu. Widziałam go też wcześniej z zewnątrz. Nikt tu wtedy nie mieszkał. Kobieta, która przeprowadzała ze mną rozmowę – Lydia Wilcox, wspomniała, że został niedawno kupiony i wyremontowany od środka przez nowych właścicieli. Lydia była tu oryginalną gosposią, najwyraźniej pracowała u właścicieli już od kilku lat. Miałam jej pomagać, aż przejdzie na emeryturę za siedem miesięcy, a potem ja przejmę jej obowiązki. Miałam dziś poznać właścicieli. Zastanawiałam się, jacy będą. Miałam nadzieję, że mili. Powiedziano mi, że jest ich tylko dwoje – to będzie łatwe. Rodziny z dziećmi były zwykle trudniejsze. Zawsze było więcej do ugotowania, więcej do posprzątania.

Był oddzielny parking dla personelu. Zaparkowałam tam, obok innego małego czarnego samochodu. Lydii, jak przypuszczałam. Wysiadłam z samochodu i zaczęłam iść w stronę rezydencji. Droga z parkingu do domu oznaczała, że będę musiała przejść przez rozległe ogrody. Rośliny były dość zaniedbane, zastanawiałam się, czy zatrudnili już ogrodnika. Jeśli nie, mogłabym polecić mojego sąsiada Tommy’ego, o którym wiedziałam, że szuka pracy.

Nie wiedziałam, czy powinnam po prostu wejść do domu, więc zadzwoniłam do Lydii, która poprosiła mnie, żebym weszła i spotkała się z nią w kuchni. Zrobiłam to, wchodząc ostrożnie. Mój zachwyt był taki sam, jak za pierwszym razem, kiedy zobaczyłam dom od środka. Krzyczał pieniędzmi i mimo że wnętrze było o wiele bardziej nowoczesne niż rustykalny wygląd zewnętrzny, jakoś to wszystko pasowało. Nie byłam w takim domu od lat. Wcześniej mój dom też był całkiem duży. Mieliśmy służbę, ogród. Dom Corsinów był o wiele większy. Matka Felixa, Julie, sama go zaprojektowała. Pamiętałam to żywo. Teraz mój ojciec i ja mieszkaliśmy w małym jednopokojowym mieszkaniu. On miał pokój, a ja spałam na kanapie.

– Flora! – Lydia powitała mnie uśmiechem, kiedy weszłam do kuchni. Była ubrana w taką samą granatową sukienkę jak ja. Najwyraźniej właściciele lubili uniformy.

– Cześć! – odparłam – Mam nadzieję, że się nie spóźniłam. Od czego mogę zacząć?

Lydia wyjaśniła mi trochę strukturę pracy. Nie różniła się zbytnio od tego, czego się spodziewałam. Gotowanie i sprzątanie, i trochę utrzymania domu. Byłam na to gotowa.

– Pan będzie tu około południa. Musimy przygotować lunch. Za tydzień lub dwa zatrudnię więcej personelu – wyjaśniła Lydia – Będzie nam ciężko we dwie zrobić wszystko w tak dużym domu. Na razie, dlaczego nie posprzątasz i nie uporządkujesz sypialni pana, a potem wrócisz tutaj i pomożesz mi gotować? – Kiwnęłam głową. – Jasne.

– Jest na pierwszym piętrze. – Lydia zawołała za mną, kiedy szłam w stronę sypialni pana. Wiedziałam, oprowadziła mnie wcześniej i pamiętałam. Lydia wydawała się miła. Była stara, prawdopodobnie po pięćdziesiątce, i mimo że miałyśmy bardzo ograniczony kontakt, emanowała ciepłem i wiedziałam, że praca z nią będzie przyjemnością.

Sypialnia pana była ogromna i piękna. Dominowały kolory biały i pastele, a meble były z ciemnego, ciemnego drewna. Nie było tam wiele – tylko łóżko, regał na książki, stolik nocny, kanapa i telewizor z płaskim ekranem. Żadnych zdjęć, żadnych dekoracji, ale przypuszczałam, że właściciele zrobią to, kiedy przyjadą. Z ogromnych okien sięgających od podłogi do sufitu roztaczał się wspaniały widok na ogród, którego połowa była zacieniona przez ogromną jabłoń. Można było sięgnąć i zerwać jabłko, było tak blisko. Ten dom sprawił, że zatęskniłam za moim dawnym życiem, tak bardzo. Miałam takie życie, taki dom. Mniejszy, tak, ale wciąż o wiele lepszy od tego, który mam teraz. Nie byłam zmuszona jeść ramenu na obiad trzy razy w tygodniu. Co ważniejsze, miałam rodzinę, przyjaciół i Felixa.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Jego Kwiatuszek | StoriesNook