languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Emilia Hart2 gru 2025

Szybko posprzątałam pokój, zaścieliłam łóżko, wytarłam szyby i starłam kurz ze wszystkich mebli. Sprawdziłam łazienkę, żeby upewnić się, czy jest czysta. Była, ale na wszelki wypadek jeszcze raz przetarłam blat i lustro. Zadowolona z mojej pracy, wróciłam na dół do kuchni. Lydia kroiła warzywa.

– Wszystko gotowe w sypialni głównej – powiedziałam jej. – Mogę pomóc przy obiedzie?

Podała mi warzywa i deskę do krojenia, a sama zajęła się czymś innym. Pracowałyśmy w ciszy przez minutę, zanim powiedziałam: – To piękny dom.

Zgodziła się mrucząc. – Pan bardzo ciężko nad nim pracował. Sam zaprojektował wnętrze.

– Ach, czym on się zajmuje? – Może pracował w branży kreatywnej, jako projektant wnętrz albo architekt.

Lydia wzruszyła ramionami. – Nieruchomościami.

Skinęłam głową. To miało sens. To wyjaśniało pieniądze. – Poznałaś właścicieli? – zapytałam. – Są mili?

Uśmiechnęła się i spojrzała na mnie. – Tak, kochanie. Znam ich od lat. Pracowałam dla rodziców pana – wyjaśniła. – To wspaniały chłopak. Dobry i troskliwy. Kiedy go poznasz, może wydawać się trochę niegrzeczny, ale ma złote serce. Uśmiechnęłam się na jej opis. Najwyraźniej miała do niego słabość. Z jej opisu wydawał się świetny.

– Jesteś bardzo ładną dziewczyną, Floro – powiedziała cicho Lydia. Zabrała ode mnie talerz z pokrojonymi warzywami i podała mi wiśnie do wydrylowania. – Masz chłopaka?

Pokręciłam głową. Ledwo miałam czas dla siebie, związek byłby tak trudny do pogodzenia. Poza tym, mój ojciec nie byłby z tego zbyt zadowolony, tak mi się wydaje.

– Powinnaś poznać mojego syna! – wykrzyknęła. – Liam. Pracuje jako ochroniarz w kompleksie. Nie chciałam poznawać jej syna, ale i tak skinęłam głową na zgodę.

– Wiśnie są na deser – wyjaśniła Lydia. – Teraz nie ma za bardzo co robić. Na obiad zrobimy prostą sałatkę.

Zaczęłam drylować wiśnie. – Czy mogę zrobić cobbler z wiśniami na deser? – zapytałam Lydię. Spodoba jej się, że wyszłam z inicjatywą. Poza tym, robiłam wspaniały cobbler z wiśniami. Lydia uśmiechnęła się szeroko. – Brzmi wspaniale!

Resztę poranka spędziłyśmy na pracy. Ja pracowałam nad moim cobblerem z wiśniami, a Lydia robiła dżem z truskawek, ponieważ pan go uwielbiał. Trochę pogadałyśmy, a ona powiedziała mi, że jest bardzo wybredny, jeśli chodzi o jego nawyki. Nie pił napojów z puszek, nie jadł sera w plastrach, nie jadł wędlin, pił tylko określoną markę kawy i zawsze jadł jajka na śniadanie. Opowiedziała mi też więcej o swoim synu i zadała mi pytania o moje życie. Powiedziałam jej to, czym mogłam się podzielić. Mieszkałam z ojcem. Nie miałam rodzeństwa. Trochę skłamałam – o moim dzieciństwie, o mojej matce.

Około 11:45 usłyszałyśmy wjeżdżający samochód, a Lydia radośnie oznajmiła: – To musi być on! Chodź, pójdziemy się z nim przywitać.

Wytarłam ręce o fartuch, czerwone soki z wiśni na opuszkach palców pozostawiły delikatny róż na bieli. Ściągając mocniej kucyk, poszłam za Lydią do drzwi. Stanęłam za nią, z rękami założonymi za plecami, z małym uśmiechem przyklejonym do twarzy.

Wyjrzałam zza Lydii, gdy wysiadał wysoki mężczyzna z samochodu. Spodziewałam się dwóch osób, jak mi powiedziano, ale był tylko on. Nie widziałam jeszcze jego twarzy, ale był naprawdę wysoki i miał długie, czarne włosy, jakby od dawna nie były obcinane.

Odsunęłam się na bok, gdy zaczął wchodzić do środka, i przez chwilę nic nie widziałam. – Lidio! – powiedział radośnie mężczyzna. Moje serce opadło. Znałam ten głos. Znałam tego mężczyznę.

Lydia odsunęła się na bok, patrząc na mnie z uśmiechem, odsłaniając mnie mojemu pracodawcy. – Felix, to jest Flora White. Będzie pomagać w domu. Floro, to jest Felix Corsino, pan.

Postarzał się, to była pierwsza rzecz, o której pomyślałam. Wyglądał starzej, dojrzalej. Był teraz mężczyzną. Ostatni raz, kiedy go widziałam, skończył osiemnaście lat. Miał wtedy krótsze włosy, a jego twarz była pełna chłopięcego uroku i niewinności. To zniknęło, zastąpione twardością, którą przynosi dorastanie. Moje oczy spotkały się z jego i wstrzymałam oddech. Jego wyraz twarzy się nie zmienił. Chyba patrzyłam na niego przez minuty, godziny może, a może przez kilka sekund. Felix. Mój Felix. Chciałam rzucić mu się na szyję, poczuć jego ramiona wokół mnie, paść mu do stóp i przepraszać w kółko i w kółko. Odezwala się, zanim zdążyłam: – Panno White. – Skinął krótko głową.

– Miło mi pana poznać, panie Corsino – wyrzuciłam z siebie w plątaninie słów. Czy on mnie nie poznaje? Czy on nie wie, że to ja? Czy tak bardzo się zmieniłam? Czy on się zmienił? Czy on… zapomniał o mnie?

Szukałam na jego twarzy, żeby jego oczy spotkały się z moimi ponownie, ale patrzył tylko na Lydię, odmawiając mi kolejnego spojrzenia. – Zjem o pierwszej – poinformował ją, a następnie odszedł, mijając mnie, jakbym była niewidzialna, jakbym była niczym. Ale to była prawda. Teraz byłam niczym. Niewidzialna. Nieistotna.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki