Szybko posprzątałam pokój, zaścieliłam łóżko, wytarłam szyby i starłam kurz ze wszystkich mebli. Sprawdziłam łazienkę, żeby upewnić się, czy jest czysta. Była, ale na wszelki wypadek jeszcze raz przetarłam blat i lustro. Zadowolona z mojej pracy, wróciłam na dół do kuchni. Lydia kroiła warzywa.
– Wszystko gotowe w sypialni głównej – powiedziałam jej. – Mogę pomóc przy obiedzie?
Podała mi warzywa i deskę do krojenia, a sama zajęła się czymś innym. Pracowałyśmy w ciszy przez minutę, zanim powiedziałam: – To piękny dom.
Zgodziła się mrucząc. – Pan bardzo ciężko nad nim pracował. Sam zaprojektował wnętrze.
– Ach, czym on się zajmuje? – Może pracował w branży kreatywnej, jako projektant wnętrz albo architekt.
Lydia wzruszyła ramionami. – Nieruchomościami.
Skinęłam głową. To miało sens. To wyjaśniało pieniądze. – Poznałaś właścicieli? – zapytałam. – Są mili?
Uśmiechnęła się i spojrzała na mnie. – Tak, kochanie. Znam ich od lat. Pracowałam dla rodziców pana – wyjaśniła. – To wspaniały chłopak. Dobry i troskliwy. Kiedy go poznasz, może wydawać się trochę niegrzeczny, ale ma złote serce. Uśmiechnęłam się na jej opis. Najwyraźniej miała do niego słabość. Z jej opisu wydawał się świetny.
– Jesteś bardzo ładną dziewczyną, Floro – powiedziała cicho Lydia. Zabrała ode mnie talerz z pokrojonymi warzywami i podała mi wiśnie do wydrylowania. – Masz chłopaka?
Pokręciłam głową. Ledwo miałam czas dla siebie, związek byłby tak trudny do pogodzenia. Poza tym, mój ojciec nie byłby z tego zbyt zadowolony, tak mi się wydaje.
– Powinnaś poznać mojego syna! – wykrzyknęła. – Liam. Pracuje jako ochroniarz w kompleksie. Nie chciałam poznawać jej syna, ale i tak skinęłam głową na zgodę.
– Wiśnie są na deser – wyjaśniła Lydia. – Teraz nie ma za bardzo co robić. Na obiad zrobimy prostą sałatkę.
Zaczęłam drylować wiśnie. – Czy mogę zrobić cobbler z wiśniami na deser? – zapytałam Lydię. Spodoba jej się, że wyszłam z inicjatywą. Poza tym, robiłam wspaniały cobbler z wiśniami. Lydia uśmiechnęła się szeroko. – Brzmi wspaniale!
Resztę poranka spędziłyśmy na pracy. Ja pracowałam nad moim cobblerem z wiśniami, a Lydia robiła dżem z truskawek, ponieważ pan go uwielbiał. Trochę pogadałyśmy, a ona powiedziała mi, że jest bardzo wybredny, jeśli chodzi o jego nawyki. Nie pił napojów z puszek, nie jadł sera w plastrach, nie jadł wędlin, pił tylko określoną markę kawy i zawsze jadł jajka na śniadanie. Opowiedziała mi też więcej o swoim synu i zadała mi pytania o moje życie. Powiedziałam jej to, czym mogłam się podzielić. Mieszkałam z ojcem. Nie miałam rodzeństwa. Trochę skłamałam – o moim dzieciństwie, o mojej matce.
Około 11:45 usłyszałyśmy wjeżdżający samochód, a Lydia radośnie oznajmiła: – To musi być on! Chodź, pójdziemy się z nim przywitać.
Wytarłam ręce o fartuch, czerwone soki z wiśni na opuszkach palców pozostawiły delikatny róż na bieli. Ściągając mocniej kucyk, poszłam za Lydią do drzwi. Stanęłam za nią, z rękami założonymi za plecami, z małym uśmiechem przyklejonym do twarzy.
Wyjrzałam zza Lydii, gdy wysiadał wysoki mężczyzna z samochodu. Spodziewałam się dwóch osób, jak mi powiedziano, ale był tylko on. Nie widziałam jeszcze jego twarzy, ale był naprawdę wysoki i miał długie, czarne włosy, jakby od dawna nie były obcinane.
Odsunęłam się na bok, gdy zaczął wchodzić do środka, i przez chwilę nic nie widziałam. – Lidio! – powiedział radośnie mężczyzna. Moje serce opadło. Znałam ten głos. Znałam tego mężczyznę.
Lydia odsunęła się na bok, patrząc na mnie z uśmiechem, odsłaniając mnie mojemu pracodawcy. – Felix, to jest Flora White. Będzie pomagać w domu. Floro, to jest Felix Corsino, pan.
Postarzał się, to była pierwsza rzecz, o której pomyślałam. Wyglądał starzej, dojrzalej. Był teraz mężczyzną. Ostatni raz, kiedy go widziałam, skończył osiemnaście lat. Miał wtedy krótsze włosy, a jego twarz była pełna chłopięcego uroku i niewinności. To zniknęło, zastąpione twardością, którą przynosi dorastanie. Moje oczy spotkały się z jego i wstrzymałam oddech. Jego wyraz twarzy się nie zmienił. Chyba patrzyłam na niego przez minuty, godziny może, a może przez kilka sekund. Felix. Mój Felix. Chciałam rzucić mu się na szyję, poczuć jego ramiona wokół mnie, paść mu do stóp i przepraszać w kółko i w kółko. Odezwala się, zanim zdążyłam: – Panno White. – Skinął krótko głową.
– Miło mi pana poznać, panie Corsino – wyrzuciłam z siebie w plątaninie słów. Czy on mnie nie poznaje? Czy on nie wie, że to ja? Czy tak bardzo się zmieniłam? Czy on się zmienił? Czy on… zapomniał o mnie?
Szukałam na jego twarzy, żeby jego oczy spotkały się z moimi ponownie, ale patrzył tylko na Lydię, odmawiając mi kolejnego spojrzenia. – Zjem o pierwszej – poinformował ją, a następnie odszedł, mijając mnie, jakbym była niewidzialna, jakbym była niczym. Ale to była prawda. Teraz byłam niczym. Niewidzialna. Nieistotna.






