Nigdy nie sądziłam, że poród może być powodem do śmiechu, ale jakże się myliłam. Leżąc na szpitalnym łóżku, z coraz szybszymi i silniejszymi skurczami, Julian ze wszystkich sił starał się zachować powagę.
– Świetnie sobie radzisz, kochanie – powiedział, przygryzając wargę, by powstrzymać śmiech. Juliana ogarniał istny koktajl emocji. Odkąd dotarliśmy do szpitala, najpierw był zły i zaniepokojony,






